Dzien 16 Bali wschodnie

Trip Start Jun 09, 2009
1
16
23
Trip End Jul 04, 2009


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of Indonesia  , Bali,
Saturday, June 27, 2009

Dzien rozpoczynamy o 8:30 calodniowa wycieczka po Bali. Patrzac na to co sie dzieje na drogach nie mielismy odwagi wypozyczyc motoru. Firma Suta tour, u ktorej zrobilismy rezerwacje ma w swojej ofercie 13-godzinna wycieczka po czesci wschodniej, od wulkanu Batur po plaze w Sanur. Wybralismy opcje A, sam transport i przewodnik (17USD). Opcja drozsza byla za 30 dolarow. Zaczelo sie fajnie bo okazalo sie, ze jestesmy sami i jezdzimy zwyklym samochodem osobowym.
Pierwszy przystanek byl w miejscowej, jednej z wielu fabryce srebra. Pan pokazal jak wyglada proces tworzenia srebrnych gadzetow i pozniej zaprosil do sklepu. Ceny nie imponuja, sa dla turystow, a poza tym jakosc towaru mizerna.
O 9:30 w wiosce Batubulan czekal nas oryginalny taniec Barong i Keris. Przy kasie okazalo sie, ze bilet na wystep kosztuje 80k IDR, oddalismy bilety bo Yogyakarcie za tego typu wystepy cena wynosila 20tys. Nasz kierowca przewodnik powiedzial, ze zalatwi nam wejscie za 60tys. Po chwili namyslu zdecydowalismy sie zobaczyc. Zalatwienie wejscia polegalo na tym, ze weszlismy bez biletow. Taniec Barong to kolorowe przedstawienie z Barongiem oraz czarownica Rangda w roli glownej. Symbolizuje walke dobra ze zlem. Przedstawienie nie powala na kolana, byc moze dlatego ze dla bialych jest nie do konca zrozumiale. Czesc osob opuscila przedstawienie w polowie.
Pozniej udalismy sie do fabryki Batiku, nawet nie po to zeby sie czegos dowiedziec tylko spodziewalismy sie duzej galerii z batikiem. Chcielismy porownac cene za jaka kupilismy batik w szkole batiku w Yogyakarcie. Tutaj batik jest duzo drozszy, a poza tym obrazy sa prymitywne i bez finezji. Wstyd cos takiego powiesic na scianie.
Zobaczylismy jeszcze typowa zabudowe wioski Bali, ktora zostala przerobiona na galerie obrazow. W zabudowie mieszka rodzina malarzy, ktora maluje od kilku pokolen. Pan z rodziny nas oprowadzil, poopowiadal, ale nie udalo mu sie niczego sprzedac.
Juz kolo poludnia zaczelismy sie kierowac w strone wulkanu Batur zaliczajac po drodze rodzine rzezbiarzy w drewnie, ktora wziela sie do roboty jak tylko przyjechalismy, piekny wodospad, jedyny w tej czesci wyspy oraz plantacje kawy, kakao, przypraw oraz owocow egzotycznych. Ostatni punkt byl przyjemnym elementem. Moglismy zobaczyc jak w rzeczywistosci wyglada drzewo kakao, mango, jak rosnie wanilia, pieprz, gozdziki, imbir. Do poczestunku bylo kakao, kawa, kawa z imbirem. Byl oczywiscie sklep gdzie pani chciala sprzedac 20 saszetek kawy z imbirem za 20 dolarow.
W porze lunchu dotarlismy pod wulkan Batur. Z restauracji gdzie mielismy miec lunch rozciaga sie cudowny widok na wulkan i na jezioro pod jego zboczem. Cena wyjsciowa za obiad, szwedzki stol byla 80 tys na osobe + tax, wiec Kasia dala panu do zrozumienia, ze to gruba przesada i zamowilismy kawe przy stoliku na zewnatrz z widokiem na wulkan. Chwile pozniej okazalo sie, ze mozemy dostac cene spacjalna, 60 tys. Cena tez wysoka, ale biorac pod uwage tak piekne okolicznosci przyrody, mozliwosc sprobowania wszystkiego i najedzenia sie do syta zgodzilismy sie. To byla dobra decyzja.
Po obiedzie pojechalismy na poludnie do wioski Sebatu, zeby obejrzec wazna swiatynie Holy Spring Water Temple. Tego typu swiatynie zwiedza sie zakladajac chuste, spodnice zwana sarong wygladajac przy tym fotogenicznie :). Przewodnik wytlumaczyl nam przy okazji skad sie bierze tyle swiat na Bali. Jest kilka rodzajow swiatyn. Swiatynia dedykowana wiosce, klanowi, grupie zawodowej, swiatynia publiczna. Kazda swiatynia ma swoje urodziny raz w roku w roznych dniach, rozne grupy zawodowe tez maja swoje cykliczne uroczystosci, maja je rowniez rodziny i klany i jak to wszystko sie zsumuje to jest jedna wielka uroczystosc dzien w dzien. Kazda uroczystosc polega na skladaniu darow stad nietrudno na wyspie spotkac Panie niosace je na glowie.
Po swiatyni przejezdzalismy kolo tarasow ryzowych, niestety po zniwach nie wygladaly tak jak na zdjeciach, kierujac sie w strone Ubud i Goa Gajah, swiatyni sloni, swiatyni publicznej. Tu spotkalismy po raz pierwszy w czasie urlopu Polakow, ktorzy wlasnie zaczeli swoj urlop.
Wycieczke zakonczylismy w Ubud przy Monkey Forest odpuszczajac juz sobie taniec Kecak i plaze w Sanur. Plaza dopiero przed nami.
Spacer po Monkey Forest, przy zewszad biegajacych malpkach jest bardzo przyjemny. Mozna karmic malpki z reki, czasami mozna nie zdazyc bo ktoras podbiegnie od tylu i przechwyci banana :) Bardzo przyjemne miejsce gdzie mozna sie zrelaksowac.
Dzien zakonczylismy dlugim spacerem po malo uczeszczanej okolicy Ubud, gdzie skrot nie do konca okazal sie skrotem ( przerabialismy juz to kiedys w Kambodzy ) :)
Czas na podsumowanie wizyty na Bali. Ogolnie klimat tu panujacy jest bardzo przyjemny. Miejscowi ludzie sa wyraznie inni niz na Sumatrze i Jawie, tacy stonowani, zadowoleni z zycia i raczej nie zyjacy mottem dzien bez oskubania bialego to dzien stracony. Mozna jednak smialo powiedziec, ze wyspa zostala zniszczona przez turystow. Rowniez takich, ktorzy przyjezdzaja sie tu dobrze zabawic. Bali musialo byc niesamowite kilkadziesiat lat temu.
Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: