Dzien 4 Berastagi

Trip Start Jun 09, 2009
1
4
23
Trip End Jul 04, 2009


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow
Where I stayed
Green Garden Hotel

Flag of Indonesia  , North Sumatra,
Sunday, June 14, 2009

Wstalem o 7:00. Kucharz juz rozpalil palenisko i gotowal wode. Poczestowal mnie kawa. Dzisiejszy dzien bedzie luzniejszy. Konczy sie noclegiem w Berastagi.

Chwile po mnie wstaje Ali G i Baba. Makaki na pobliskich drzewach schodza sie juz na sniadanie. Baba na nie mowi chicken monkey. Sa na tyle sprytne i zwinne, ze chwila nieuwagi, odwrocona glowa i mozna stracic czesc sniadania. Mimo niewielkich rozmiarow sa bardziej agresywne niz orangutany. Wczorajsze banany posluzyly mi za skuteczna przynete do robienia zdjec z bliska. Trzeba miec jednak refleks. Za pierwszym razem polozylem banana, odwrocilem sie, zeby zrobic kilka krokow i nie bylo juz makaka i banana :)

Na sniadanie Mama zrobila tosty ala big mac: tost, jajko scrumbled, tost, ser, tost, pomidor,tost. Jajko bylo z jakims zielonym dodatkiem, ale niespotykanym u nas.

W trakcie sniadania rzeka przybiegl jakis miejscowy i podniecony powiedzial, ze za zakretem jest black gibon. Poruszenie, nawet wsrod przewodnikow zrobilo sie duze bo bardzo rzadko sie je spotyka. Baba zlapal worek z owocami i pobiegl. Dyskomfort w obserwacji polega na tym, ze czarne gibony zyja wysoko na drzewach. Mimo usilnych staran i nakrzykiwan nie udalo sie go sprowadzic nizej przyneta z arbuzow i bananow. Co nie znaczy, ze gibon nie znalazl sie w kadrze :)

W poludnie zaczynamy tubing. Tubing to krotko mowiac detki jak od starego stara z siatka na dole powiazane wzdluz w jedna calosc. Na przodzie usiadla Mama, ktory jak sie okazalo ma rowniez sprawnosc tube drivera, a na tyle Baba.

Plecaki nasze zostaly spakowane w potrojne worki foliowe i szczelnie zawiazane. Ruszylismy. Rzeka Bohorok ma nierowny nurt. Czasami zwalnia, czasami jest rwaca. Steruje sie tyczkami. Generalnie nie ma co liczyc na fragment jakiejkolwiek suchej czesci ciala. Tubing to fajne przezycie, ale nie jest to tak zwany must. Z drugiej strony to najszybsza droga powrotu do hotelu :)

W hotelu lunch na szybko bo przed nami dluga droga do Berastagi.

Droga z Medan do Berastagi to niezla adrenalina, zwlaszcza w niedziele wieczorem. Wyglada to tak jak drogi wlotowe do Warszawy w niedziele wieczorem, tylko bez pobocza, z ciezarowkami i kazdy sie chce wyprzedzac.

Przed 19-ta dotarlismy do Berastagi do hotelu Green Garden. Green garden nie posiada, ale posiada blue pool. Moze jutro skorzystam ?

Berastagi jest miasteczkiem 60 tys., ale nie wyglada. Polozone jest na wysokosci 1400mnp co powoduje, ze ze wzgledu na swieze powietrze i nizsze temperatury chetnie przyjezdzaja tu mieszkancy z dusznego, smierdzacego, goracego Medan.

Ale naszym celem jest wulkan Sibayak 2100m.

Na kolacje wybralismy sie do lokalnej, srednio wyglednej restauracyjki dla lokalesow. Zaproponowal ja nasz kierowca Antek, polecil rybe Nila prosto z jeziora Toba oraz kurczaka, do tego talerz warzyw i ryz. Nila zostala podana w calosci w sosie slodko-kwasnym. Bardzo smaczna.

Coz... 23:00. Deszcz podaza za nami jak szpieg z krainy deszczowcow. Znowu pada i znowu po dzunglowemu. Piorun uderzyl gdzies blisko i zgaslo swiatlo w hotelu. W sumie juz polnoc, pora isc spac.
Slideshow Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: