Sanibel Island

Trip Start Mar 03, 2012
1
16
27
Trip End Mar 24, 2012


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of United States  , Florida
Thursday, March 15, 2012

Plan na dziś był bardzo prosty. Za namowa Billa udalismy się na calodniowa wycieczke na Sanibel Island oddalona od naszego miasta o kilkanascie mil. Jest ona przedstawiana jako tropikalna wyspa posiadajaca piekne, piaszczyste plaze, krystalicznie czysta wode i i niesamowita ilosc muszli. Woda moze krystaliczna nie byla, ale plaze i muszle rzeczywiście są piekne. Te drugie wyspa zawdziecza podobno wyjatkowemu polozeniu i nietypowym pradom. Na wyspe można dotrzec droga wiodaca przez dość dlugi most. Droga ladowa jest tylko jedna, a wyspa popularna, więc pomimo tego, ze byl srodek tygodnia, musielismy chwile postac w korkach.Z samego rana udalismy się na plaze, by moc się nia nacieszyc, zanim poludniowe slonce przepedzi nas w cien. Gdy tylko skonczyly się palmy i trawa, na piasku pojawily się muszle. Nie była to taka ilosc jak na jednej z plaz na Krymie, która wlasciwie miala muszle zamiast piasku, ale widok był naprawdę piekny. Ania przycupnela sobie na piasku, którego w pozycji siedzacej już ani troche się nie boi, i przesypywala go z reki do reki. My ze Stasiem na zmiane wchodzilismy do wody, a potem poszlismy z Ania na krotki spacer wzdluz plazy. Spotkalismy tam dzieci, które znalazly rozgwiazde i zrobilismy sobie z nia zdjecie. Ania oczywiscie musiala jej dotknac! I z wielkim zainteresowaniem obserwowala polujace pelikany. Ja natomiast nie bylabym soba, gdybym nie udala się na poszukiwania muszli. Na plazy i na brzegu było mnostwo ladnych, choc calkiem zwyczajnych. Wiedzialam, ze w wodzie mogą się znajdowac prawdziwe cacka. Zblizalo się poludnie, więc moje polowanie trwalo krotko, ale za to zakonczylo się sukcesem. Mialam aptetyt na więcej, ale koniecznie musielismy już zejsc z plazy.Postanowilismy udac się na wczesny obiad do knajpki, która Stas namierzyl w jednym z lokalnych informatorow. „Island Cow” to niezwykle przyjemne miejsce, bardzo kolorowe, mile dla oka i oczywiscie dla podniebienia. Ania uciela sobie drzemke, a my znalezlismy wytchnienie w cieniu drzew i parasoli. Pozniej udalismy się na krotki spacer po niezwykle malowniczej okolicy. Wyspa jest naprawdę piekna, nie wiem, czym dokladnie się to wyraza, ale jest po prostu przytulna. Mimo, ze obok drewnianych nadmorskich chatek stoja dostojne wille, wyspa zachowuje swojski charakter. Pelno jest na niej sklepow ze starociami i pamiatkami. Wart odnotowania jest sklep „She sells sea shells”. Oprócz tandety sprzedaja tam naprawdę piekne muszle i to w swietnej cenie. Za galon roznorodnych muszli trzeba zaplacic 12$. Gdyby nie fakt, ze ogranicza nas limit bagazu, z pewnoscia bym się takiemu zakupowi nie oparla. Po poludniu udalismy się niemal na sam kraniec wyspy, gdzie mielismy nadzieje znalezc niemal puste plaze. Niestety te część wyspy zajmuja w duzej mierze hotele i ruch był dość spory. Muszli było zdecydowanie mniej, więc pod koniec dnia plaze opuscilam z poczuciem niedosytu.Za to Ania bawila się wysmienicie. Tego dnia otrzymala wiaderko i lopatke, która namietnie grzebala w piachu. Zamoczyla tez nogi w wodzie i gonila po piasku ptaki. A w miedzyczasie dowiedziala się, ze ma mlodsza kuzynke Marysie :-)Standardowo wrocilismy do hotelu przed 19.00. Wieczor na wyspie z pewnoscia bylby przepiekny, ale jak już wszystkim wiadomo, Ania ma swoje prawa. Jako ciekawostke zamieszczam na koncu jej trzy zdjecia, wszystkie wykonane w przeciagu 2 minut w czasie drogi powrotnej. Jutro po sniadaniu opuszczamy hotel i jedziemy w kierunku Tampy, gdzie na dwie noce przygarna nas czlonkowie couchsurfingowej rodziny. 
Slideshow

Use this image in your site

Copy and paste this html: