Dzien 13 - San Francisco - Pismo Beach
Trip Start
Mar 07, 2009
1
18
20
Trip End
Mar 22, 2009
Where I stayed
Rano posprzatalismy wszelkie slady naszej obecnosci w domu Xabiera, podalismy salatke w wydrazonych przez Stasia polowkach grejpfrutow (inspirujac sie sylwestrowa potrawa Wioli - dziekujemy :-)) i czekalismy niecierpliwie na naszego gospodarza. Za symboliczny uwazam fakt, iz do dziekczynnej salatki wkroilismy pomarancze zerwane u Nancy i Steve`a. W ten sposob przekazalismy dalej serdecznosc, z ktora spotkalismy sie we Fresno. Mysle, ze wlasnie na tym polega idea Couchsurfingu - ciezko jest sie odwdzieczyc gospodarzom za goscine, jedyne, co mozna i moim zdaniem nalezy zrobic, to dzielic sie pozytywnymi emocjami i doswiadczeniami oraz okazywac serdecznosc tym, ktorych spotykamy na swojej drodze pozniej.
Xabier wrocil do domu okolo 9:00 rano. Jest niezwykle radosna, ciepla osoba i naprawde bylo widac, ze cieszy sie z naszego spotkania. Wyznal nam, iz obawial sie, ze jesli nas nie pozna, to w komentarzu na couchsurfing.com bedzie w stanie napisac tylko tyle: "Aga i Stan sa OK. Nie spalili mi domu" :-)
Spedzilismy mila chwile, podczas ktorej okazalo sie, ze Xabier jest Francuzem z krwi i kosci. Wiele podrozowal i slyszal, ze Polska jest urocza. Mamy nadzieje, ze wybierze sie do Europy i zatrzyma sie u nas - bardzo chcielibysmy odwdzieczyc sie mu za goscine.
W tym miejscu pozwole sobie wrocic do przygody z mandatem. Xabier zasugerowal nam, bysmy na razie wstrzymali sie z uregulowaniem platnosci. Dla ciekawskich dodam, ze nalezna kwota opiewa na $45. Xabier zasiegnie wiedzy u swoich znajomych policjantow i powie nam, co w tej sytuacji da sie zrobic :-)
Zrobilismy jeszcze pamiatkowe zdjecie i ruszylismy dalej na spotkanie z oceanem.
W tej chwili jedziemy droga numer 1, ktora prowadzi wzdluz klifowego wybrzeza. Co chwile zatrzymujemy sie, by powdychac swieze powietrze, pogonic mewy na plazy czy tez poobserwowac fale uderzajace o skaly. Sceneria niczym ze snow. Brakuje nam tylko kabrioletu i dlugich szalikow radosnie powiewajacych na wietrze.
*****************************************************************************
Do celu dzisiejszej podrozy dotarlismy poznym popoludniem. Do przemierzenia mielismy 280 mil, a malownicza trasa nie dala sie pokonac szybko - liczne punkty widokowe zachecaly do postoju i spaceru po plazy. Juz sama przejazdzka nalezala do przyjemnosci - dluga serpentyna wila sie u podnoza gor, tuz nad urwiskami i klifami, ktore po chwili przechodzily w lagodne pagorki i rownine, a niemal caly czas od zachodu towarzyszyl nam widok oceanu.
Na plazy spedzilismy bardzo przyjemne chwile - biegalismy, zbieralismy muszelki, ktore jak wszystko w Stanach sa wieksze niz u nas, a na koniec dnia przywitalismy zachod slonca.
W Pismo Beach jeszcze niewiele sie dzieje - wszystko zamykaja o 20:00, bo ciagle trwa sezon zimowy. Tak trudno nam uwierzyc, ze kalendarzowa wiosna nadejdzie dopiero jutro. I rownie ciezko jest nam uwierzyc w to, ze juz jutro dotrzemy do Los Angeles - finalu naszej podrozy.
Xabier wrocil do domu okolo 9:00 rano. Jest niezwykle radosna, ciepla osoba i naprawde bylo widac, ze cieszy sie z naszego spotkania. Wyznal nam, iz obawial sie, ze jesli nas nie pozna, to w komentarzu na couchsurfing.com bedzie w stanie napisac tylko tyle: "Aga i Stan sa OK. Nie spalili mi domu" :-)
Spedzilismy mila chwile, podczas ktorej okazalo sie, ze Xabier jest Francuzem z krwi i kosci. Wiele podrozowal i slyszal, ze Polska jest urocza. Mamy nadzieje, ze wybierze sie do Europy i zatrzyma sie u nas - bardzo chcielibysmy odwdzieczyc sie mu za goscine.
W tym miejscu pozwole sobie wrocic do przygody z mandatem. Xabier zasugerowal nam, bysmy na razie wstrzymali sie z uregulowaniem platnosci. Dla ciekawskich dodam, ze nalezna kwota opiewa na $45. Xabier zasiegnie wiedzy u swoich znajomych policjantow i powie nam, co w tej sytuacji da sie zrobic :-)
Zrobilismy jeszcze pamiatkowe zdjecie i ruszylismy dalej na spotkanie z oceanem.
W tej chwili jedziemy droga numer 1, ktora prowadzi wzdluz klifowego wybrzeza. Co chwile zatrzymujemy sie, by powdychac swieze powietrze, pogonic mewy na plazy czy tez poobserwowac fale uderzajace o skaly. Sceneria niczym ze snow. Brakuje nam tylko kabrioletu i dlugich szalikow radosnie powiewajacych na wietrze.
*****************************************************************************
Do celu dzisiejszej podrozy dotarlismy poznym popoludniem. Do przemierzenia mielismy 280 mil, a malownicza trasa nie dala sie pokonac szybko - liczne punkty widokowe zachecaly do postoju i spaceru po plazy. Juz sama przejazdzka nalezala do przyjemnosci - dluga serpentyna wila sie u podnoza gor, tuz nad urwiskami i klifami, ktore po chwili przechodzily w lagodne pagorki i rownine, a niemal caly czas od zachodu towarzyszyl nam widok oceanu.
Na plazy spedzilismy bardzo przyjemne chwile - biegalismy, zbieralismy muszelki, ktore jak wszystko w Stanach sa wieksze niz u nas, a na koniec dnia przywitalismy zachod slonca.
W Pismo Beach jeszcze niewiele sie dzieje - wszystko zamykaja o 20:00, bo ciagle trwa sezon zimowy. Tak trudno nam uwierzyc, ze kalendarzowa wiosna nadejdzie dopiero jutro. I rownie ciezko jest nam uwierzyc w to, ze juz jutro dotrzemy do Los Angeles - finalu naszej podrozy.


