Dzien 9. - Sequoia Park - Fresno

Trip Start Mar 07, 2009
1
13
20
Trip End Mar 22, 2009


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow
Where I stayed
Couchsurfing

Flag of United States  , California
Monday, March 16, 2009

Noc w Ridgecrest była krotka. Wstalismy wczesnie, by za pomoca Skype`a porozmawiac z naszymi rodzicami. U nich był srodek dnia, a u nas kwadrans po szostej.

Poranek byl sloneczny i bardzo, ale to bardzo wietrzny. Krajobrazy, ktore towarzyszyly nam w drodze do Porterville, zmienialy sie jak w kalejdoskopie - poczawszy od pustynnych terenow porosnietych kaktusowym lasem (!), poprzez skaliste wzgorza i ukryte miedzy nimi jeziora, az po rozlegle zielone pastwiska i pomaranczowe sady. Okazalo sie, ze okolice Parku Sekwoi oraz Yosemite utrzymuja sie glownie z rolnictwa. Kto by pomyslal...

W Parku Sekwoi powital nas straznik z polskimi korzeniami. Jego przodkowie pochodza z Suwalk, on jednak nigdy tam nie byl. Do Polakow zywi szczegolna sympatie, ktora dalo sie odczuc w trakcie naszej krotkiej pogawedki. Straznik uprzedzil nas, ze w wyzszych partiach parku panuja iscie zimowe warunki, i jesli opuszczajac Polske myslelismy, ze pozegnalismy snieg, to jestesmy w bledzie. Lancuchow na kola nie potrzebowalismy, ale jedna z tras, na ktorej zwiedzeniu bardzo nam zalezalo, byla niestety zamknieta.

W samej dolinie krolowala wiosenna aura. Cieple promienie sloneczne oswietlaly soczyscie zielona trawe, kwitnace drzewa i polne kwiaty. Jesli chodzi o pogode, Kalifornia rozpieszcza nas do granic mozliwosci.

 Aby moc podziwiac mamutowce - najwiekszych przedstawicieli sekwoi, musielismy wspiac sie waska i stroma serpentyna zwana Szosa Generalska na sam szczyt gor otaczajacych park. Straznik sie nie pomylil, ponad dolina czekala na nas zima w pelnej krasie. W pewnym momencie zaczelismy sie obawiac, ze z podziwiania mamutowcow nic nie bedzie, a to z tego powodu, ze sam czubek gory ukryty byl w chmurach. Na szczescie juz kolo Czterech Generalow, poteznych sekwoii tworzacych brame wjazdowa na szczyt, widocznosc znacznie sie poprawila.

Wprost wierzyc sie nie chce, ze te rosliny sa najwiekszymy zywymi organizmami na swiecie. A fakt, ze najstarsze z nich maja nawet 3000 lat, w glowie nam sie nie miesci. Natomiast w kadrze nie chcial sie zmiescic General Shermann, najwiekszy reprezentant gatunku, ktorego jedna galaz jest potezniejsza od przecietnego drzewa. General ma 9 m srednicy i 84 m wysokosci, co wystarczyloby na budowe ok. 85 sredniej wielkosci domow.
Co tu duzo mowic, sekwoje nas zachwycily. Sa tak potezne i majestatyczne, ze zadne slowa ani zadne zdjecia nie sa w stanie tego oddac.

Na rowni z bogactwem przyrody zdumiewaja nas tutaj ludzie. Nasze drugie doswiadczenie z Couchsurfingiem rowniez nalezy zaliczyc do jak najbardziej udanych. Samo Fresno nie zrobilo na nas najlepszego wrazenia, dotarlismy do centrum w niedzielne popoludnie, kiedy to miasto wydawalo sie byc wyludnione. Teraz juz wiemy, co było tego przyczyna - chyba wszyscy mieszkancy byli tego dnia na kolacji u Nancy i Steve`a - naszych gospodarzy :-)

Nancy i Steve mieszkaja w blekitnym parterowym domu przy jednej z szerokich ulic Fresno. Oprocz nas goscili tego dnia jeszcze jednego couchsurfera, robilo sie zatem tloczno.

Nasi gospodarze mogliby byc naszymi rodzicami. Steve jest doktorem geologii i wyklada na uniwersytecie, Nancy prowadzi wlasny biznes. Przygotowali dla nas przepyszna wloska kolacje, w ktorej udzial wzieli: gospodarze we wlasnej osobie, ich corka Cassie, couchsurfer Chris z Kuwejtu, przyjaciele rodziny: Matthew z Francji, Vanessa z wloskimi korzeniami, Szkot Ktorego Imienia Nie Pamietamy wraz z zona, oraz Stas i ja z moja domieszka krwi ukrainskiej. Mieszanka narodowosci oraz swietne jedzenie zlozyly sie na niezapomniany wieczor.

Przy stole kazdy z nas opowiadal o swojej przygodzie z Ameryka. Matthew podzielil sie z nami pierwszymi wrazeniami ze Stanow, kiedy to na wlasne oczy zobaczyl, ze Ameryka jest dokladnie taka jak w filmach. Przyznal tez szczerze, ze zupelnie inaczej jest w Europie i ze trzeba sie mocno postarac, by w Paryzu znalezc zakatki z filmu "Amelia". Szkot Którego Imienia Nie Pamietamy skwitowal to krotko: amerykanskie filmy wcale nie pokazuja prawdziwej Ameryki. To Amerykanie staraja sie, by ich swiat wygladal jak ten z filmow. Iscie brytyjski humor :-)

Wracajac jednak do naszych gospodarzy, chcialabym wspomniec, ze podobnie jak my sa fanami filmu "Into the wild". Promienne usmiechy zagoscily na ich twarzach, gdy tylko uslyszeli, ze odwiedzilismy Gore Zbawienia i jej tworce. Oni zrobili to w minione Boze Narodzenie.

Z dystansem podchodza do wynalazkow USA. Steve smial sie, mowiac, ze kupowanie zywnosci w ilosciach hurtowych pozwala zaoszczedzic dokladnie tyle pieniedzy, ile potem trzeba wydac na prad potrzebny do przechowania tych produktow w lodowce. Przeprosil tez caly swiat za Georga Busha oraz McDonald`sa i wyznal, ze co wieczor modli sie do Boga o to, aby benzyna kosztowala 12 dolarow.

Trzeba przyznac, ze Steve miał racje mowiac, iz Couchsurfing przyciaga okreslony typ ludzi. Chociaz gospodarze z Fresno diametralnie roznia sie od Piratow z Lake Havasu City, zgotowali nam rownie gorace przyjecie i wzbogacili nas o cieple wspomnienia z Kalifornii.
Slideshow Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: