Dzien 6. - Zion park & Las Vegas

Trip Start Mar 07, 2009
1
9
20
Trip End Mar 22, 2009


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of United States  , Nevada
Thursday, March 12, 2009

Plan podrozy na dzis ulegl zmianie. Z planowanych dwoch parkow Zion oraz Bryce Canyon odwiedzilismy tylko ten pierwszy. Kierowalismy sie zdrowym rozsadkiem i ogarniajaca nas niechecia na mysl o kolejnych dlugich milach w samochodzie. Wszak lepiej zwiedzic jeden park, ale za to porzadnie, mogac w pelni docenic jego walory.

O 7:00 rano w Kanab panowala calkowita ciemnosc. Niebo było tak granatowe, ze sprawialo wrazenie namalowanego atramentem. Egipskim ciemnosciom towarzyszyla bardzo niska temperatura. Gdy jeszcze przed sniadaniem poszlismy na spacer po miasteczku, na zewnatrz nie moglo byc wiecej niż 2 lub 3 stopnie powyzej zera. Na taka ewentualnosc bylioemy przygotowani, wiec spacer sie udal.

Kanab to urocza miescina rodem z Dzikiego Zachodu. Nazywana jest Malym Hollywood, poniewaz to wlasnie tutaj powstala spora czesc westernow. Będziemy musieli lepiej sie przyjrzec filmom o kowbojach, moze rozpoznamy w nich jakies znane już nam zakatki.

Szczerze powiedziawszy Kanab to pierwsze miasto na naszej trasie, ktore niemal w stu procentach odzwierciedla nasze wyobrazenia o amerykanskich miescinach. Pelne jest parterowych domow z werandami, na których wisza dzwonki melodyjnie brzeczace na wietrze, posiada kilka malych klimatycznych kin wygladem przypominajacych saloony, a pomiedzy tym wszystkim mozna w nim znalezc roznorakie powozy sprzed kilku epok. Uroku dopelniaja niewielkie sklepiki pelne antykow oraz indianskich wyrobow. Poniewaz do Kanab dotarlismy poznym wieczorem, a opuscilismy je wczesnym rankiem, nie udalo sie nam nic w tych sklepikach nabyc.

Zanim opisze nasza wizyte w Parku Zion, chcialabym jeszcze wspomniec o nietypowym sniadaniu, jakie mielismy okazje dzis zjesc w motelu Shilo Inn. Jak wszystkie inne motele, w których do tej pory się zatrzymywalismy, Shilo Inn zapewnial nam sniadanie kontynentalne, czyli platki z mlekiem, tosty i gofry z dzemem, plus babeczki o roznych smakach i ksztaltach. A mi już tak bardzo marzylo sie konkretne sniadanie, tesknilam za lazania mojego Taty, czy chociazby zwykla bulka z serem i pomidorem. Pomimo, iz Shilo Inn nie spelnil moich marzen, stanal na wysokosci zadania, serwujac nam na sniadanie jajecznice z kielbasa i .. ziemniakami (!). Ziemniaki były ugotowane, pokrojone w kostke i wymieszane z jajkiem. Pycha! Po powrocie do domu na pewno to powtorzymy.

Wyspani i najedzeni wyruszylismy na spotkanie z Parkiem Zion. Nietypowo jak na nasza przygode z Ameryka dojazd do celu zajal nam niecala godzine. Widoki znow powalaly z nog, co chwile zatrzymywalismy sie na waskiej serpentynie, by podziwiac piekno małego Syjonu, nazwanego tak przez jednego z pierwszych osadnikow mormonskich ze względu na podobienstwo do raju. Spadajace z kilkudziesieciu metrow wodospady sa o tej porze roku jeszcze niepozorne, a mimo to zachwycily nas swoja uroda. W marcu nie ma jeszcze gestych paproci i wodospadow kwitnacych kwiatow, które znamy z przewodnikow, w zamian za to można wlasnym samochodem przejechac imponujaca trase wschodnia, która w sezonie jest czynna jedynie dla specjalnych autobusow nalezacych do obslugi parku.

Nie majac calego dnia na zwiedzanie zdecydowalismy sie na krotka wycieczke prostym szlakiem do Szmaragdowych Stawow - trzech zbiornikow polozonych na roznych wysokosciach, do ktorych prowadzi sciezka woeród kaktusow i innych nieznanych nam z nazwy roslin. Stawy zasilane przez wodospady z pewnoscia bardziej okazale wygladaja pozna wiosna, mimo to wycieczke zaliczamy do jak najbardziej udanych.
Nasza uwage przykul fakt, iz droga do pierwszego stawu była utwardzona betonowymi plytami, dzieki czemu moga ja pokonac osoby poruszajace sie na wozku inwalidzkim.

Pozostala czesc parku zwiedzilismy samochodem. To swieta prawda, ze w Stanach racje bytu maja tylko te atrakcje, do ktorych można dojechac samochodoem. Doprowadzilo to do tego, ze w parkach narodowych nie kupuje sie indywidualnych biletow dla kazdego zwiedzajacego. Kupuje się jeden bilet, który rowny jest zawartosci calego samochodu :-) Ciekawe, czy gdybysmy zostawili auto i podeszli pod brame wjazdowa do parku, czy moglibysmy wtedy kupic bilet, a jeoeli tak, to jaki. Chyba pozostanie to dla nas tajemnica - kas dla piechurow do tej pory nie widzielismy. Nastawienie na turystow zmotoryzowanych może irytowac, ale niezwykle ulatwilo nam zwiedzanie, kiedy to chcielismy zobaczyc cos wiecej niż tylko Szmaragdowe Stawy.

Z Parku Zion udalismy sie do Ghost City Grafton - opuszczonego miasteczka, w którym zycie zamarlo w pierwszej polowie ubieglego stulecia, kiedy to jego mieszkancy mieli dosc ciaglych powodzi i przeniesli sie do pobliskiego Hurricane. Droga prowadzaca do Grafton to wyboista uliczka, która tuz przed samym miastem rozdwaja sie i biegnie w kierunku cmentarza lub centrum osady. Dziwnym trafem najpierw wyladowalismy na cmentarzu. Niewielkie nagrobki wskazywaly daty jeszcze z XIX wieku, wyschnieta ziemia była popekana niczym pustynne stepy, a z powstalych szpar gdzieniegdzie wylanialy sie jaszczurki. Delikatnie stukajaca na wietrze furtka potegowala nastroj grozy i zadumy. To niezwykle miejsce pozwolilo poznac nam historie mieszkancow osady od jej konca.

Z samego Grafton pozostalo niewiele - mieszkancy, którzy przezyli liczne zarazy, spakowali caly swoj dobytek wlacznie z domami i ruszyli w kierunku Hurricane. To, co zostalo, to budynek pelniacy funkcje szkoly, kosciola i centrum zabaw towarzyskich, oraz kilka ogrodzonych domostw, z których jedno moglismy obejrzec od srodka. Niesamowite wrazenie wywarlo na nas domy tych, których groby przed chwila widzielismy. Tablica informacyjna przedstawiala zdjecia i historie osob, ktore przezyly i opuscily Grafton. Teraz spacerowalismy po uliczkach, po ktorych oni codziennie chodzili do kosciola, szkoly czy sasiadow. Wreszcie mielismy do czynienia z historia zywych ludzi, a nie pomnikow przyrody.

Z Grafton udalismy sie prosto do Hurricane. Celem naszej wizyty była informacja turystyczna i jednoczesnie muzeum miasta Hurricane, w ktorym jednym z eksponatow jest 102-letnie ciasto (!). Spodziewalismy sie malego ciastka z wielkim napisem, do którego drogowskazy prowadzilyby juz od kilku mil. Tymczasem znalezlismy sie w nastrojowym muzeum, po ktorym oprowadzala sympatyczna pani w poznym kwiecie wieku. Gdy zapytalismy o ciastko, pani pokazala nam dwupietrowy czubek weselnego tortu owocowego, który 102 lata temu panna mloda odciela i schowala na pozniej. To pozniej okazalo sie miec miejsce dopiero wtedy, gdy jej wnuki znalazly wysuszone przez pustynne powietrze ciasto i postanowily przekazac je muzeum. Obok umieszczonego na paterze ciasta znalazly sie zdjecia slubne szczesliwej pary, ich dzieci oraz wnuczat.
Samo muzeum przedstawia historie miasta oraz jego pierwszych mieszkancow. Posiada tez imponujaca kolekcje lalek, która odziedziczylo po jednej z mieszkanek.

I pomyslec, ze gdyby nie stuletnie ciasto, nigdy nie przyjechalibysmy do Hurricane i nie poznalibysmy jego historii oraz przeuroczej pani z muzeum. Zachwycona opowiadala o pieknym swiecie stworzonym dla nas przez Boga, o podrozy, jaka 40 lat temu odbyl jej maz wzdluz Route 66 oraz o historii, ktorej miasto zawdziecza swoja nazwe.
Tak.. to wlasnie na tym polega prawdziwe zwiedzanie i poznawanie serca Ameryki.

A juz za moment poznamy jej zupelnie inne oblicze. Wjechalismy na teren Nevady i powoli zblizamy sie do Las Vegas. O ile nie przegramy wszystkiego, wlacznie z Azorem, jutro będziecie mogli liczyc na kolejna relacje, tym razem z piekla rodem :-)

Slideshow Report as Spam

Comments

adamwro
adamwro on

Bardzo piekny
kwalek prozy podrozniczej w stylu Elzbiety Dzikowskiej i Tony Halika. Bylismy wczoraj w Pyskowicach na lasagni. Pycha !

kostan
kostan on

Viva Las Vegas !
Wjazd do Las Vegas przerwie prawdopodobnie na pewien czas przecudne opisy przyrody, trafne skansenowe migawki i chwile zadumy na monotonnych, pustych autostradach. Wglebiajac sie w Wasze sugestywnie przekazywane odczucia, mam wrazenie, ze slysze lot motyla wsrod wodospadu kwiatow Malego Syjonu ... .
Ale przed Wami Miasto Grzechu ze swym 'The Strip' - czekamy wiec na powalajace relacje ze światowej stolicy rozrywki! Uwaga na pobliska Area 51.

Add Comment

Use this image in your site

Copy and paste this html: