Jaisalmer d.1,2 & "Camel safari"

Trip Start Nov 15, 2009
1
242
256
Trip End Nov 14, 2010


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of India  , Rajasthan,
Sunday, October 24, 2010

W Bikaner zaczepil mnie jeden kolezka. Po tym jak przyznalem sie gdzie jade dalej wyszedl z oferta pokoju i darmowym pick up'em z dworca. Do Jaisalmer dojezdzam znowu bardzo wczesnie rano, wiec mysl o tym, ze nie musze spedzac kolejnych godzin na dworcu czekajac na otwarcie hoteli sprawia, ze godze sie na jego oferte. Jeden telefon (do brata podobno :) ) i wszystko zalatwione. 
Z cyklu dobrych porad - istnieje duze prawdopodobienstwo, ze juz w pociagu dosiadzie sie do nas przemila osoba z oferta pokoju, oraz safari. Wlasnie z pustynnych wypraw slynie Jaisalmer, a chetnych jest wielu. W tak turystycznym miejscu nie brakuje wiec agencji oraz reszty siedzacych w tej samej branzy. Wiadomo co sie z tym wiaze - brak swietego spokoju. Ale nie tylko z wielbladow slynie Jaisalmer. Polozony na wzgorzu piekny fort zbudowany z zoltego piaskowca jest na prawde warty zobaczenia. Polozona u podnoza gory reszta miasta z urokliwymi, waskimi uliczkamo zbudowana jest z tego samego surowca nadajac miano "zlotego miasta". Fort jak to fort obwarowany jest wielkim murem, a jego centrum to nic innego jak domy mieszkalne (dlatego zwiedzanie jest free). Procz krzatania sie miedzy nimi istnieje wiele mozliwosci zjedzenia czegos w jednej z "rooftop" restauracji. Jest tez palac maharadzy mozliwy do zwiedzenia za oplata.
"Camel safari" nie wiadomo jak drogie nie jest, wiec decyduje sie sprobowac tej nowej przygody. Oferta hotelu, w ktorym sie zatrzymuje brzmi interesujaco, ale ich cena akurat jest jedna z wyzszych. Pierwszy dzien mija mi na przeszukiwaniu roznych ofert tutejszych agencji. Wybor pada na polecany przez LP Ganesh Travel. Tego pierwszego dnia spedzam tez troche czasu na zwiedzaniu miasta oraz fortu. Przed zachodem udaje sie nad Gadi Sagar, gdzie miesci sie, wybudowany ponac przez prostytutke, Tilon-ki-Pol. Calkiem przyjemna miejscowka na koniec dnia. Mozna poplywac lodzia i poprzygladac sie fortowi w pieknych zlotych (niech im bedzie) barwach. Jest tu rowniez spora liczba sumow. Woda przy brzegu az gotuje sie, gdy ktos zaczyna je karmic. Pierwszy raz widze tak oswojone, ale dzikie ryby...

"Camel safari"
Ta przygode wraz z parka Nowozelandczykow, Belgijczykiem i Wloszka, rozpoczynam ok 9:00. Program wycieczki ma trwac do 11:00 dnia nastepnego i ta przyjemnosc kosztuje 1050 Rs/os.
Wszyscy wybierajacy sie na safari w te rejony powinni byc swiadomi tego, ze morza piasku nie ujrza. Jakby nie bylo jest to pustynia, ale tereny te do samego Pakistanu pokryte sa krzewiasta roslinnoscia z miejscowo wystepujacymi wydmami.
Nasza grupa zostaje wywieziona jakies 20km od Jaisalmer, gdzie czekaja na nas wielblady i dwoch "drivers". Program przewiduje ponad godzinna jazde na wielbladach, ale niektorzy rezygnuja po jakims czasie wolac isc pieszo. Bol w nogach jest gorszy niz podczas medytacji... Przemierzamy tereny, gdzie wsrod krzewow, kaktusow i karlowatych drzew zdarza sie rosnace dziko arbuzy i melony bedace dodatkowa atrakcja wyprawy. Praktycznie caly czas otoczeni jestesmy lasem wiatrakow elektrycznych. Jest ich mnostwo. Zasilaja one m.in. plot graniczny miedzy Indiami, a Pakistanem. Kazdy z nas jedzie na wlasnym wielbladzie, a driver'si poruszaja sie pieszo. Moj zwierzak jest najmlodszy w tym towarzystwie (5 lat) i najmniej usluchany. Dodatkowy problem stanowi jego naderwany nos, takze przezywajac caly czas bole jest niezadowolony z wykonywania jakichkolwiek polecen. 
W cieniu drzew zatrzymujemy sie na 3h przerwe oraz lunch. Czas mija szybko na konwersacjach w grupie. Kolejny odcinek pokonujemy ponownie w ponad godzine docierajac na wydmy. Tutaj serja zdjec, obiad, zachod no i nocleg pod golym niebem. Odwiedza nas chlopaczek z wioski przynoszac zimne piwo. Cena az 150 Rs, ale jak w takich okolicznosciach odmowic... Po dalszych konwersacjach przy ognisku i spiewach driver'ow (szczerze, to myslalem, ze lepiej bedzie to wygladac), gdy dopada nas zmeczenie, kladziemy sie spac na przygotowanych kocach.
Kolejny dzien rozpoczynamy ze wschodem slonca. Śniadanko bardzo przyjemno. Herbatka, tosty, jajko, dzemik i ruszamy w droge powrotna do miejsca, gdzie czekac bedzie na nas jeep. Podczas tej trasy dopada mnie pech. W pewnym momencie moj wielblad z niewiadomych przyczyn zaczyna biec. Nie udaje mi sie go uspokoic, gdyz bardzo szybko trace rownowage i wiszac na jednej ze stron trzymam sie kurczowo czekajac na odpowiedni moment by skoczyc. Wielblad na szczescie daleko nie ucieka, a ja poza malymi obtarciami i siniakami czuje sie nienajgorzej. 
Slideshow Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: