Bliskie spotkania trzeciego stopnia

Trip Start Apr 29, 2011
1
164
215
Trip End Feb 01, 2012


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of Australia  , Queensland,
Saturday, November 5, 2011

Filmy przyrodnicze to fajna sprawa- siedzi sie z ciepla herbatka przed telewizorem i obserwuje dziczyzne w naturalnych warunkach. Gorsza sprawa jak ta dziczyzna pojawi sie nagle dwa metry przed Toba...

Wstalismy leniwie i pomimo wygranego glosowania, ze dzisiaj jest niedziela (byla co prawda sobota, ale jakie to ma znaczenie...) Marian nie zgodzil sie zrobic nam nalesnikow. Mowi sie trudno i zyje sie dalej, w koncu jutro faktycznie jest niedziela i te nalesniki jak w kazda niedziele beda nam sie nalezaly :)

Poszlam spokojnie do toalety, po drodze zagadalam jeszcze do sasiadujacych z nami niemcow (o dziwo bardzo sympatycznych), wracam a tu Marian siedzi przyczajony za maska samochodu i daje mi jakies rozpaczliwe sygnaly ktorych za cholere nie moglam zrozumiec. Spojrzalam w koncu za samochod a tam tuz przy wejsciu do przyczepy stala solidnych rozmiarow cassuara!

Pierwsze co mi przyszlo do glowy to „aparat! Gdzie jest aparat!?" Aparat oczywiscie byl w przyczepie i musialam sie tam jakos przemycic. Zrobilam to wolno i nisko, zeby nie rozdraznic duzego ptaszka.

Widac bylo, ze nie obchodzilismy go zbytnio, wygladalo na to ze przyszedl znalezc cos do jedzenia. Pokrecil sie troche tuz przy nas (stalam strategicznie w drzwiach przyczepy aby miec gdzie uciekac) i po krotkiej chwili zniknal w gesto zarosnietym lesie doslownie 3 metry od przyczepy. Co ciekawe poruszal sie prawie bezszelestnie.

Pelni emocji ruszylismy do Mason cafe tuz przy Cape Tribulation, gdzie ja mialam byc zabrana na Jungle surfing, a reszta przekapac sie w „bezpiecznym” (wolnym od krokodyli) strumieniu. Przez nastepne dwie godziny przeistoczylam sie w Jamesa Bonda (taka ksywka widniala na moim kasku). To bylo niesamowite przezycie! Zjezdzalismy na linach z drzewa na drzewo, dookola nas byl wspanialy las deszczowy, ptaki, motyle i malowniczy widok na ocean. Czulam sie wolna jak ptak. Najdluzszy ze zjazdow mial 72 metry dlugosci i jechalismy 23 metry nad ziemia, co za widoki! Ostatni kawalek pokonywalismy zeby bylo ciekawie glowa w dol... wszystko nabralo innego wymiaru.

Fantastyczne przezycie, jesli tu bedziecie to jest to rzecz ktora koniecznie trzeba doswiadczyc.

Potem poszlismy na rybe z frytkami ktora smakowala wysmienicie. Po posilku wyruszylismy na spacer po lesie deszczowym przechodzacym w  las mangrowy. To bylo cos, mielismy dwa uczucia- zachwytu i strachu jednoczesnie.

Wrocilismy tuz pod wieczor. Zrobilam pranie, powiesilam je ... i oczywiscie zaczal padac deszcz. Padal cala noc, potem jeszcze przyszla burza. Blyskalo, grzmialo, ziemia drzala pod nami- i tak przez cala noc.

Wkraczamy w pore deszczowa, nie da sie ukryc.
Slideshow Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: