Wszedzie zielono, jaka przyjemna odmiana
Trip Start
Apr 29, 2011
1
161
215
Trip End
Feb 01, 2012
Undara to piekne miejsce i chetnie zostalibysmy tu duzej, ale jak juz wspomnialam wszystko uklada sie juz do snu letniego i trzeba ruszac dalej.
Wybralismy wiec najkrotsza droge do Daintree, wiodaca przez Athlerton (juz czas zrobic jakies zakupy). Jest to bardzo malowniczo polozone miasteczko u podnoza niewielkich wzniesien. Zakupy zrobilismy w miejscu gdzie kiedys stala przetwornia trzciny cukrowej. Co ciekawe pozostawiono z niej stary silnik parowy ktory kiedys tam pracowal. Tak ze jedlismy lunch patrzac na stare zdjecia i ogromna maszyne. Sklep i muzeum w jednym....
Musze tu wspomniec, ze znowu zmienil nam sie widok za oknem- wszedzie jest niesamowicie zielono. Po tysiacach kilometrow wyschnietej roslinnosci takie kolory po prostu nie mieszcza nam sie w glowach! Szcegolnie niesamowity mikroklimat jestw Ravenshoe- malym, bardzo malowniczym miasteczku, ktore przycupnelo na wysokosci ponad 1000metrow nad pozionem morza. Nikt by sie nie domyslil, ze jest to tropikalne Queensland- temperatura jest umiarkowana, wilgoc siada na twarzy, chmury obcieraja sie o wierzcholki gor. Jezdzi sie tam caly czas na swiatlach z uwagi na pernamentna mgle w powietrzu.
Co za miejsce :)
Zaskoczyly nas tez niewielkie odleglosci pomiedzy miasteczkami- srednio jakies 30km i duza ilosc samochodow na drogach. Przeciez przez ostatnich pare tygodni ludzkie osiedla oddalone byly od siebie o srednio 350km i jadac caly dzien spotykalismy 1-2 samochody. Wychodzi na to, ze odzwyczailismy sie od ruchliwej cywilizacji.
Na nocleg zatrzymalismy sie w Wonga Beach- malym, polozonym na plazy kampingu. Niestety kilka dni temu byl gdzies blisko sztorm i fale wyrzucaja na brzeg duzo balaganu tak, ze plaza wyglada jak wysypisko smieci. Oprocz polamanych desek, trawy morskiej i butelki w ktorej moze znajdowac sie dzin spelniajacy zyczenia (wiem, wiem za duzo bajek) mozna tez sobie skompletowac nowa pare butow, zestaw naczyn itd.
Marian liczyl na to, ze zlapie jakas rybe, ale wyciagal tylko kawalki trawy morskiej i szybko sie zniechecil.
Zasypiamy slyszac fale delikatnie uderzajace o piach, jest cieplo i kokosy uderzaja nam w dach przyczepy (jest wtedy niezly halas), dobrze ze nie zamontowalismy baterii slonecznej na dachu...
Wybralismy wiec najkrotsza droge do Daintree, wiodaca przez Athlerton (juz czas zrobic jakies zakupy). Jest to bardzo malowniczo polozone miasteczko u podnoza niewielkich wzniesien. Zakupy zrobilismy w miejscu gdzie kiedys stala przetwornia trzciny cukrowej. Co ciekawe pozostawiono z niej stary silnik parowy ktory kiedys tam pracowal. Tak ze jedlismy lunch patrzac na stare zdjecia i ogromna maszyne. Sklep i muzeum w jednym....
Musze tu wspomniec, ze znowu zmienil nam sie widok za oknem- wszedzie jest niesamowicie zielono. Po tysiacach kilometrow wyschnietej roslinnosci takie kolory po prostu nie mieszcza nam sie w glowach! Szcegolnie niesamowity mikroklimat jestw Ravenshoe- malym, bardzo malowniczym miasteczku, ktore przycupnelo na wysokosci ponad 1000metrow nad pozionem morza. Nikt by sie nie domyslil, ze jest to tropikalne Queensland- temperatura jest umiarkowana, wilgoc siada na twarzy, chmury obcieraja sie o wierzcholki gor. Jezdzi sie tam caly czas na swiatlach z uwagi na pernamentna mgle w powietrzu.
Co za miejsce :)
Zaskoczyly nas tez niewielkie odleglosci pomiedzy miasteczkami- srednio jakies 30km i duza ilosc samochodow na drogach. Przeciez przez ostatnich pare tygodni ludzkie osiedla oddalone byly od siebie o srednio 350km i jadac caly dzien spotykalismy 1-2 samochody. Wychodzi na to, ze odzwyczailismy sie od ruchliwej cywilizacji.
Na nocleg zatrzymalismy sie w Wonga Beach- malym, polozonym na plazy kampingu. Niestety kilka dni temu byl gdzies blisko sztorm i fale wyrzucaja na brzeg duzo balaganu tak, ze plaza wyglada jak wysypisko smieci. Oprocz polamanych desek, trawy morskiej i butelki w ktorej moze znajdowac sie dzin spelniajacy zyczenia (wiem, wiem za duzo bajek) mozna tez sobie skompletowac nowa pare butow, zestaw naczyn itd.
Marian liczyl na to, ze zlapie jakas rybe, ale wyciagal tylko kawalki trawy morskiej i szybko sie zniechecil.
Zasypiamy slyszac fale delikatnie uderzajace o piach, jest cieplo i kokosy uderzaja nam w dach przyczepy (jest wtedy niezly halas), dobrze ze nie zamontowalismy baterii slonecznej na dachu...


