W krainie 124 wulkanow
Trip Start
Apr 29, 2011
1
159
215
Trip End
Feb 01, 2012
Kolejny dzien w drodze. Dzisiaj znowu musimy przejechac ponad 500km, ale takie sa tu odleglosci...a po drodze pustka.
Wyjezdzajac zatrzymalismy sie jeszcze kilka razy i podziwialismy ptaki zebrane przy niewielkich zbiornikach slodkiej wody, ktora jeszcze nie wyschla. Wypatrzylismy tez cala eskadre pelikanow latajacych nad woda i szukajacych dogodnego miejsca do ladowania w tym tlumie brolg, egretow i ibisow.
Dzisiaj jechalismy Savanah Way, ktora wiedzie od Cairns do Broome i laczy trzy stany. Myslalam ze bedzie to szeroka droga, ale okazala sie waskim paskiem asfaltu (na szerokosc jednego samochodu), czasami tylko rozszerzajacym sie na dwa pasy. Najgorzej bylo mijac sie z road trainami – praktycznie trzeba bylo szybko hamowac i zjezdzac na pobocze, bo te rozpedzone bestie nie ustapia nawet kawalka asfaltu! Z innymi samochodami mijalismy sie jadac jednym kolem po poboczu liczac, ze kamienie nie rozbija tylnej szyby w samochodzie.
Ogolnie krajobraz nie byl malowniczy, moze tylko z wyjatkiem Newcastle Ranges. Tam droga wila sie pomiedzy niewielkimi pagorkami i byla to przyjemna odmiana po plaskich pustkowiach ktore mijalismy przez setki kilometrow.
Po poludniu dojechalismy do Undara resort, malowniczo polozonego przy granicy parku narodowego. Miejsce ma fantastyczny klimat- kilka starych, zabykowych wagonow pociagowych sluzy za recepcje, restauracje, pokoje noclegowe itd. Wszystko to pochowane jest w eukaliptusowym wspaniale pachnacym lesie. Nas od razu powitala kukubara siedzaca na drzewie tuz przy masce naszego samochodu. Potem przybiegly kangury i Nell poszla sie przywitac. Poczulismy sie jak w domu.
Powietrze w dalszym ciagu jest gorace, ale juz nie takie wilgotne i duzo latwiej sie oddycha. Miejsce w ktorm jestesmy znajduje sie na plaskowyzu -760metrow nad poziomem morza i wlasnie ta wysokosc ma wplyw na miniejsza wilgotnosc.
Pojutrze resort w ktorym nocujemy zostanie zamkniety do kwietnia przyszlego roku, z uwagi na zblizajaca sie pore mokra. Tak ze udalo nam sie zalapac w ostatniej chwili.
Wyjezdzajac zatrzymalismy sie jeszcze kilka razy i podziwialismy ptaki zebrane przy niewielkich zbiornikach slodkiej wody, ktora jeszcze nie wyschla. Wypatrzylismy tez cala eskadre pelikanow latajacych nad woda i szukajacych dogodnego miejsca do ladowania w tym tlumie brolg, egretow i ibisow.
Dzisiaj jechalismy Savanah Way, ktora wiedzie od Cairns do Broome i laczy trzy stany. Myslalam ze bedzie to szeroka droga, ale okazala sie waskim paskiem asfaltu (na szerokosc jednego samochodu), czasami tylko rozszerzajacym sie na dwa pasy. Najgorzej bylo mijac sie z road trainami – praktycznie trzeba bylo szybko hamowac i zjezdzac na pobocze, bo te rozpedzone bestie nie ustapia nawet kawalka asfaltu! Z innymi samochodami mijalismy sie jadac jednym kolem po poboczu liczac, ze kamienie nie rozbija tylnej szyby w samochodzie.
Ogolnie krajobraz nie byl malowniczy, moze tylko z wyjatkiem Newcastle Ranges. Tam droga wila sie pomiedzy niewielkimi pagorkami i byla to przyjemna odmiana po plaskich pustkowiach ktore mijalismy przez setki kilometrow.
Po poludniu dojechalismy do Undara resort, malowniczo polozonego przy granicy parku narodowego. Miejsce ma fantastyczny klimat- kilka starych, zabykowych wagonow pociagowych sluzy za recepcje, restauracje, pokoje noclegowe itd. Wszystko to pochowane jest w eukaliptusowym wspaniale pachnacym lesie. Nas od razu powitala kukubara siedzaca na drzewie tuz przy masce naszego samochodu. Potem przybiegly kangury i Nell poszla sie przywitac. Poczulismy sie jak w domu.
Powietrze w dalszym ciagu jest gorace, ale juz nie takie wilgotne i duzo latwiej sie oddycha. Miejsce w ktorm jestesmy znajduje sie na plaskowyzu -760metrow nad poziomem morza i wlasnie ta wysokosc ma wplyw na miniejsza wilgotnosc.
Pojutrze resort w ktorym nocujemy zostanie zamkniety do kwietnia przyszlego roku, z uwagi na zblizajaca sie pore mokra. Tak ze udalo nam sie zalapac w ostatniej chwili.


