Znowu w krainie krokodylii

Trip Start Apr 29, 2011
1
157
215
Trip End Feb 01, 2012


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of Australia  , Queensland,
Saturday, October 29, 2011

Zanim rano zebralismy sie i ruszylismy w droge sprawdzilam raporty o stanie drog i pogode. Okazalo sie, ze od wczoraj wieczorem plona trawy przy drodze ktora bedziemy dzisiaj jechali. Pozar byl dosyc intensywny i zatrzymal cysterny z paliwem przez wiele godzin czekajace az ogien sie uspokoi, lub przynajmniej odsunie od drogi, a co za tym idzie wszystkie inne samochody poniewaz droga jest bardzo waska. Rano juz wszytko bylo pod kontrola, wiec zdecydowalismy sie ruszac w tym kierunku.

Zatankowalismy znowu do pelna, poniewaz wybieramy sie w malo uczeszczane miejsca i stacje benzynowe tez pewnie nie beda zbyt pokaznych rozmiarow a i jakosc paliwa bedzie nieznana...

Okolice Mt Isa jadac w strone Normanton sa bardzo malownicze- droga wije sie pomiedzy niewielkimi pagorkami porosnietymi niewielka roslinnoscia, ale aktualnie koloru palonego wegla. W oddali widzielismy chmury dymu z dogasajacego pozaru traw. Marian wykorzystal to jako podstawe do wlaczenia klimatyzacji. Dym po jakims czasie zostal za nami, ale klimatyzacji juz nie wylaczylismy. Nie sprzeczalam sie zbytnio, mielismy dzisiaj dosyc dluga droge do pokonanai (okolo 500km) i jazda w 40 stopniach zbytnio kierowcy nie sluzyla :)

Potem okolice nie byly zbyt malownicze, jechalismy kilometrami pustych przestrzeni, z wyschnieta roslinnoscia. Ogolnie byla to nudna podroz, ktora niestety trzeba bylo pokonac.

Planowalismy nocelg w Normanton, ale po dojechaniu do miasteczka zmienilismy plany. Pierwsze co zobaczylismy po wjezdzie na glowna ulice to grupa pijanych Aborygenow prowadzajacych sie poboczem. Do tego pustki na uliach i wrazenie opuszczenia przesadzily, ze pomimo zmeczenia zdecydowalismy sie jechac kolejne 72km do Karumby.

Przyroda zaczela sie zmieniac- pojawily sie suche obecnie rozlewiska i moje ulubione ptaki- brolgi. Byly wszedzie, wpadlam w taki zachwyt, ze zapomnialam robic zdjecia! Potem pojawily sie dziesiatki (nie przesadzam) malutkich walabies ciekawie patrzacych na nas jak przejezdzalismy.

Nie zatrzymywalismy sie jednak, bylismy zbyt zmeczeni, slonce chylilo sie ku zachodowi (jechalismy caly dzien). W koncu jutro tez jest dzien i bedzie jeszcze czas na podziwianie przyrody.

Kamping na ktorym sie zatrzymalismy jest pieknie polozony na wysunietym punkcie wybrzeza, gdzie rzeka Norman wplywa do morza. Po rozstawieniu sie pobieglismy jeszcze na plaze, ale slonce juz zniknelo za widnokregiem, podswielalo jeszcze leniwe chmury ktore zabarwily sie na pomaranczoro-rozowy kolor.

Pojawily sie tez wszechobecne na gorze Australii znaki „uwaga krokodyle ciesza sie tutejszymi pieknymi okolicznosciami przyrody i prosimy nie moczyc kuprow w wodzie...", czyli wracamy do starej zasady- podziwiamy, ale sie nie kapiemy.
Slideshow Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: