Jaszczurka na obiad? Tylko dla jastrzebi.
Trip Start
Apr 29, 2011
1
154
215
Trip End
Feb 01, 2012
No i znowu w drodze. Rano jeszcze szybkie tankowanie, no moze nie takie szybkei poniewaz troche zajala nam gimnastyka z tankowaniem dwoch zbiornikow w samochodzie, dwoch kanistrow na dachu i nastepnych dwoch zamontowanych na przyczepie. Mamy 200l ropy i mozemy na niej przejechac okolo 1200km, nie bedziemy juz ryzykowac neipewnego paliwa po drodze.
Poczatek drogi okazal sie dosc rozjezdzona waska zwirowka, ale po jakis 120km zaczela sie poprawiac i zniknely nawet wyboje. Gnalismy wiec sobie jakies 80km na godzine i bylo wspaniale. Trzeba bylo jednak uwazac na szwedajace sie po drogach krowy. Jakie to sa glupie zwierzeta- stoja na skraju drogi i maja dylemat wejsc, czy nie wejsc ... w koncu decyduja sie wejsc jak juz sa kilka metrow od maski samochodu. Zatrzymac ponad cztery tony to nie jest taka latwa sprawa i za zwyczaj hamowalismy juz na pierwszy rzut oka, ze jakas samobojczyni zbliza sie do krawedzi.
Lato zbliza sie nieublaganie i w samochodzie srednia temperatura srednio wynosila 42 st C, ale otwarte okna i wiatr lagodzily wrazenie goraca. Przez jakis czas jechalismy okolica gdzie widac bylo spustoszenie jakie dokonaly pozary- wszystko bylo spalone i az trudno uwierzyc ze w przyszlym roku znow pokryje sie sie zielenia i odrodzi z popiolow. Ale z doswiadczenia wiemy ze tak sie stanie.
Pozary jednak musialy by intenstwne poniewaz natknelismy sie na szczatki spalonego bydla, wrazenie bylo niesamowite- czulismy groze i beznadziejna sytuacje tych krow.
Na nocleg planowalismy stanac w Yervois Homstead, ale gdy tam dojechalismy nikogo nie zastalismy, miejsca kempingowe byly w szczerym polu i do tego pelnym sloncu. Zdecydowalismy sie jechac dalej i stanac sobie przy rzece. To byl strzal w dziesiatke, miejsce bylo piekne, porosniete drzewami. Kolo nas pasly sie krowy, rzeka byla prawdopodobnie piekna i szeroka... niestety nie bylo w niej (jeszcze) wody. Wieczor zapadal powoli, ksztalty drzew wydluzaly sie w zachodzacym sloncu, jastrzebie ruszyly na lowy. Na kolacje byla jaszczurka zjedzona w pospiechu na wierzcholku wyschnietego drzewa. Magiczne i niezapomniane miejsce. Nell probowalismy wyslac, zeby umyla sie wieczorem w rzece... nie zalapala zartu i patrzyla na nas jakbysmy sie nie myli- co bylo zreszta prawda :)
Zasypialismy slyszac nawolywanie jastrzebi, kurcze czy one nocy nie spia?
Poczatek drogi okazal sie dosc rozjezdzona waska zwirowka, ale po jakis 120km zaczela sie poprawiac i zniknely nawet wyboje. Gnalismy wiec sobie jakies 80km na godzine i bylo wspaniale. Trzeba bylo jednak uwazac na szwedajace sie po drogach krowy. Jakie to sa glupie zwierzeta- stoja na skraju drogi i maja dylemat wejsc, czy nie wejsc ... w koncu decyduja sie wejsc jak juz sa kilka metrow od maski samochodu. Zatrzymac ponad cztery tony to nie jest taka latwa sprawa i za zwyczaj hamowalismy juz na pierwszy rzut oka, ze jakas samobojczyni zbliza sie do krawedzi.
Lato zbliza sie nieublaganie i w samochodzie srednia temperatura srednio wynosila 42 st C, ale otwarte okna i wiatr lagodzily wrazenie goraca. Przez jakis czas jechalismy okolica gdzie widac bylo spustoszenie jakie dokonaly pozary- wszystko bylo spalone i az trudno uwierzyc ze w przyszlym roku znow pokryje sie sie zielenia i odrodzi z popiolow. Ale z doswiadczenia wiemy ze tak sie stanie.
Pozary jednak musialy by intenstwne poniewaz natknelismy sie na szczatki spalonego bydla, wrazenie bylo niesamowite- czulismy groze i beznadziejna sytuacje tych krow.
Na nocleg planowalismy stanac w Yervois Homstead, ale gdy tam dojechalismy nikogo nie zastalismy, miejsca kempingowe byly w szczerym polu i do tego pelnym sloncu. Zdecydowalismy sie jechac dalej i stanac sobie przy rzece. To byl strzal w dziesiatke, miejsce bylo piekne, porosniete drzewami. Kolo nas pasly sie krowy, rzeka byla prawdopodobnie piekna i szeroka... niestety nie bylo w niej (jeszcze) wody. Wieczor zapadal powoli, ksztalty drzew wydluzaly sie w zachodzacym sloncu, jastrzebie ruszyly na lowy. Na kolacje byla jaszczurka zjedzona w pospiechu na wierzcholku wyschnietego drzewa. Magiczne i niezapomniane miejsce. Nell probowalismy wyslac, zeby umyla sie wieczorem w rzece... nie zalapala zartu i patrzyla na nas jakbysmy sie nie myli- co bylo zreszta prawda :)
Zasypialismy slyszac nawolywanie jastrzebi, kurcze czy one nocy nie spia?


