Wodne safari na rajskie wyspy

Trip Start Aug 05, 2011
1
8
32
Trip End Aug 27, 2011


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of Thailand  , Krabi,
Wednesday, August 10, 2011

Dziś o godz. 8,00 rano wyruszamy na morskie safari. Wycieczka organizowana przez Krabi Sea Angel Tour. Jakież było nasze (pozytywne) zdziwienie, gdy zamiast przewidywanej ósmej trzydzieści, transport pojawił się za dziesięć ósma. Całe szczęście że byliśmy już spakowani i po śniadanku (dziś w stylu american: jaja, bekon, tosty, dżem i kawa).

Tajska przewodniczka zabiera nas do miejsca gdzie cumują łodzie, a stamtąd wyczarterowaną szybką łodzią płyniemy na rajskie wyspy. Na pokładzie jest jakieś dwadzieścia osób, słychać holenderski, francuski, amerykański i malezyjski język, czyli mieszanka narodowości.

Najpierw dobijamy do Bamboo Island. Prześliczna zielona wyspa. Plaża z bielutkiego i drobniutkiego piaseczku, aż miło po tym stąpać. Woda szmaragdowa i krystalicznie czysta. Mamy półtorej godziny na zwiedzenie wyspy, kąpiel, itp.

Potem płyniemy do Viking Cave. Przed nami olbrzymie skały, a w ich dolnej części liczne groty i jaskinie. Wewnątrz znajdują się specjalne ptasie gniazda, z których przygotowuje się bardzo drogą chińską zupę.

Oglądaliśmy ostatnio na BBC program Gordona Ramsaya, w którym to wybrał się na poszukiwanie owych gniazd, a potem próbował zupy i był zdziwiony jej smakiem.. bo była słodka.

Kolejny punkt naszej wyprawy - słynna Maya Beach, piękna plaża z białym piaskiem otoczona z dwóch stron przez olbrzymie skały. Miejsce jest wyjątkowo urokliwe. Zapuszczamy się w głąb wyspy porośniętej palmami i bujną zieloną roślinnością. Oglądaliśmy film "The Beach", którego sceny kręcono właśnie w tym miejscu, ale w rzeczywistości wygląda to jeszcze okazalej.

Z Maya Beach płyniemy do Pileh Bay popodziwać lagunę, a dalej do MonKey Bay - zatoczki, w której mamy okazję posnurklować na pięknej rafie koralowej.

Minęło południe i dobijamy do Phi Phi Don, gdzie czeka na nas lunch. Wyżerka bardzo dobra, jedzenia do woli, ryż, makaron, warzywa smażone, warzywa w sosie, smażone kalmary i zupa z kawałkami jakiejś dziwnej ryby. Kawa, herbata.

Mamy czas na pozwiedzanie wyspy. Jest mnóstwo ludzi jak na okres poza sezonem.
Kręcimy się po wąskich uliczkach Phi Phi Don, wzdłuż których ciągną się liczne stragany sprzedawców. Ceny dużo wyższe niż w Ao Nang. Zahaczamy jeszcze o kafejkę internetową, bo z racji zrobienia setek tysięcy zdjęć ;-) karta w aparacie jest pełna i trzeba zrzucić wszystko na pamięć USB.
Na koniec wypijamy sok z kokosa i wracamy na naszego speed boata, a raczej przeprawiamy się wpław, bo łódź stoi kilkanaście metrów od brzegu..

Płyniemy jeszcze do Lohsamah Bay, kolejnej zatoczki, gdzie ponownie możemy sobie posnurklować. Rafa jest tu niesamowita. Super kolorowe ryby. Śliczne papugoryby. Kawałek arbuza trzymany przeze mnie w palcach zostaje momentalnie pożarty przez stado małych
czarno-żółtych rybek. Nie mogłam oderwać oczu od rybki Nemo wielkości łokcia :D

W drodze powrotnej dostajemy na pokładzie pyszne świeże ananasy i arbuzy.
Agencja robi nam niespodziankę i wysadza nas na jednym z końców "naszej" długiej plaży, a resztę uczestników zabiera do portu. Spacerkiem wracamy sobie do naszego PAN Beach Bungalows zbierając kolorowe muszle i goniąc małe kraby, których jest tu mnóstwo.

Na kolację wybieramy dziś: piekielnie ostry kurczak z warzywami i pad thai. Gdy sobie spokojnie jem mojego pad thaia, na oparcie siedzenia wskakuje wielka żaba (nie wrzeszczę.. ;p spokojnie). Żabsko daje sobie zrobić piękną fotę, a potem kumkając opuszcza moje krzesło.

Wieczór błogo spędzamy na hamaku pod palmą z drinkiem w ręku. Ech, życie jest czasami piękne..
Slideshow Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: