Odcinek 76 czyli jak zatrzymać wspomnienia

Trip Start Jan 31, 2013
1
76
111
Trip End Jun 15, 2013


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

, Prowincja Louangphrabang,
Friday, May 10, 2013

Uwaga! dzisiejszy wpis bardzo emocjonalny i bez zdjec ale i tak nie oddadza one tego co czuje. Ale tak sie dziś czuje. Czuje i tęsknię za LuangPrabang.

Nie spalem dobrze tej nocy. Przewracalem sie z boku na bok na moim wielkim lozu, nie mogac zasnac. O 3.48 zapial kogut a za nim następne. W desperacji otworzyłem ipada i przeglądając strony o Luang Prabang natrafilem na artykuł Elizabeth Gilbert, tak tej od "jedz modl sie i kochaj" o Luang Prabang. I zrozumiałem dlaczego nie mogę spać.

Trudno jest czasami oddać słowami co sie czuje. I ona tego dokonała. Ja dokładnie to czuje o czym ona pisze na dzien przed wyjazdem z LP. Jestem lekko otepialy, mam ścisniety żołądek, bo wiem ze już tu nigdy nie wrócę. Nie wrócę bo boje sie drugi raz nie byłby już taki wspaniały jak teraz. Nie wrócę bo chce żebym na zawsze pamiętał to doswiadczenie, to pierwsze spotkanie. Ten szok dla systemu, ta świadomość ze jesteś w niepowtarzalnym miejscu od momentu kiedy z samolotu ogladasz porosniete dzungla gory, brazowe wody Mekongu i swiatynie na gorze Phousi ktora swieci z oddali jak latarnia morska, odbijajac swiatlo od swojej zlotej stupy. Oto jestes w domu. To miłość od pierwszego wejrzenia.

To co urzeka w Luan Prabang to niesamowita bezpretensjonalnosc tego miejsca. To nic ze wszędzie turyści, to nic ze na każdym rogu drogie galerie z rekodzielem na zachodnioeuropejska kieszeń, to nic ze co chwila frankofilskie piekarnie z bagietkami i croissantami. Paradoksalnie to dopełnia to miejsce. Sprawia ze jest inne, wyjątkowe. Duchowość, wręcz mistycznosc tego miejsca wnika przez pory skory, czy tego chcesz czy nie. I wiesz ze to jest coś jednorazowego, coś co sie już nie powtórzy. Nigdy! Nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki.

Dziś nie mam żadnych planów. Nic do zwiedzania i oglądania. Chce po prostu siedzieć, zamknąć oczy i tu być. Jak zatrzymać te obrazy, te zapachy, te atmosferę, ten klimat, te uczucia. Nawet tysiąc jedwabnych szalikow i narzut ma lozko nie sprawia ze po powrocie uda mi sie ukrasc i wywiezc czastke LP ze soba, do domu, do Polski.

Gilbert pisze ze codziennie rano wstawala na ofiarowanie ryżu mnichom klekajac wzdluz glownej ulicy miasta i ze za każdym razem, z każda garstka ryzu wlozona do mnisich puszek oddawała tez swoj niepokój, swój gniew, swoją głupotę, swoj strach. Ja tez sie boje co będzie jak wrócę do kraju, co będę robił, gdzie pracował, jak ułoży sie życie. Czy można pozbyć sie tych natretnych myśli przez ofiarowanie jalmuzny? Czy nasz europejski mózg jest w stanie sie przezwojowac? A może jesteśmy zbyt plytcy żeby to ogarnąć, przerobić, przeżyć i zrozumieć? Ale wiem ze jutro o 5 rano, zanim tuktuk zabierze mnie na lotnisko, będę kleczal na chodniku przy Sakkarin Road i będę próbował.

Co zostanie w mojej pamięci? Czy zdjęcia są w stanie oddać atmosferę tego miejsca? Smak potraw wyjątkowo nie powalil mnie na kolana. Zapewne nie trafiłem do tej restauracji w walacej sie francuskiej kolonialnej willi. Nie miałem sposobności possac kawałka aromatycznej kory drzewa wyłowionej z kociolka z gulaszem z bawolu. Ale z pewnością widziałem gwiazdy. I z pewnością myśle dziś cały dzien. Zostań tu! Zostań i nigdy nie wracaj!

Co zrobić z tym dniem? Jak go wykorzystać? Czy nowe doznania nie pogorsza tylko sprawy i będę tęsknić jeszcze bardziej? I jak przepracowac to na resztę podróży? Czy teraz już będzie tylko gorzej? Nie tak jak w LP? Nie wiem. Pozwolę sie dać zaskoczyć...

P.S. Dla tych którzy nie maja fejsbuka zalaczam link do oryginalnego artykułu. Po angielsku, ale wujek Google wszystko (jako tako) przetłumaczy. ;-)
http://www.outsideonline.com/adventure-travel/Dont-Mess-With-Perfect.html?utm_campaign=rss&utm_source=rss&utm_medium=xmlfeed
Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: