Odcinek 75 czyli jeszcze tylko ten most

Trip Start Jan 31, 2013
1
75
111
Trip End Jun 15, 2013


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

, Prowincja Louangphrabang,
Thursday, May 9, 2013

Po wczorajszych wczesnoporannych ekscesach buddyjskich dziś pora na relaks i to wcale nie taki przy basenie. Po pierwsze w moim stawie nie można sie kąpać, po drugie wejście na basen do hotelu obok kosztuje bagatela 12 dolarów. Jest w to wliczony drink leżak i ręcznik, ale impreza to raczej z tych droższych nawet jak na warunki polskie. Prognoza oczywiście znów sie nie sprawdza, jest slonecznie i trochę chłodnej niż wczoraj. Wprost Idealnie!

Wsiadam na rower i jadę przed siebie. Jakie to proste. Człowiek na rowerze od razu staje sie pariasem dla zaganiaczy tuktukow, taksowek i innych super ofert. Po prostu sobie jadę i nikt mi nie przeszkadza. Chyba sie nie chwalilem ale moje kolano doznalo cudownego ozdrowienia. Już tak jakos od miesiaca nie boli. Może to klimat, moze jedzenie, moze brak stresu, moze mnisi buddyjscy, a moze ten rybi kolagen, ktory lykam. Cud nad Mekongiem. zobaczymy jak bedzie dalej....trzymajcie kciuki.

Na samym końcu cypla znajduje sie most bambusowy, przez który ciagle można przejść zanim na dobre nie zacznie sie pora deszczowa. Zapinam rower na łańcuch, płace myto 5000 kipow i po trzeszczacej chybotliwej konstrukcji przeprawiam sie na drugi brzeg. Wody chyba nie za dużo ale prąd wyglada na dość silny. Most wyłożony jest mata z liści bambusa przez która przeziera brązowa woda rzeki 3 metry pode mną. To oczywiście żaden wyczyn, ale jestem zadowolony, kiedy juz docieram na drugi brzeg.

Po drugiej stronie rzeki jak już człowiek wespnie sie po stopniach wyrzezbionych w glinie, na szczęście suchej, znajduje sie restauracja Dyen Sabai, polecana przez panią z hotelu, która serwuje tradycyjne laotanskie dania. I tak wreszcie dane jest mi zasmakowac lokalnych przysmaków: smazonych wodorostow z Mekongu posypanych sezamem, pysznych dipow z oberzyny i pomidorów za smażona drobno posiekana trawa cytrynowa do tego black sticky rice podamy obowiązkowo w trzcinowym zamykanym pudełku i warzywa na parze. No jest to dobre. Może nie tak aromatyczne jak w Tajlandii czy pachnące swieza mieta bazylia i kolendra jak w Wietnamie, ale bardzo dobre. Palaszuje siedze na werandzie na drzewie, gdzieś za gestymi liśćmi palm w dole szumi rzeka.

Po lunchu wracam przez most po rower i ruszam na popoludniowy happy hour do Utopii. Bardzo slynny bar nad rzeka, opiewany przez podroznikow i wychwalany przez Lonely Planet. Krazac po wąskich uliczkach docieram wreszcie nad sama wode, gdzie na wygodnych lezankach można saczyc kolorowe drinki i kontemplowac przeplywajaca wode. Jest tu rzeczywiscie pieknie i bardzo zen, ze tak powiem. To nie moj wymysl: haslo baru to "zen by day, groovy by night". W menu nawet zubrowka z sokiem jablkowym. "Polish Bison Vodka", polski akcent na koncu swiata. Lezanki są zdecydowanie bardzo wygodne, niepostrzeżenie ucinam sobie mała drzemke, wybudza mnie ladujacy nieopodal na lotnisku samolot.Pora wsiadac na rower i wracać do hotelu.

Wieczorne spacery po nocnym bazarze stały sie już niejako moja rutyna, miło jest pochodzić miedzy kolorowymi straganami. Obserwować targujacych sie turystów kupujących szale z jedwabiu, bawelniane narzuty na łóżko, kolorowe portfele i torby, bransoletki i tshirty. Na jednym ze straganow znalazłem stare wrzeciona do tkania jedwabiu, za przysłowiową złotówkę. Zrobię z nich instalacje ścienna, takie memento po podobnych w Maison Dalabua. Pakuje je do kultowej torby zrobionej z worka po cemencie ze słoniem i zamierzam wysłać poczta z Tajlandii, ceny w Laosie są zaporowe.

I tak mija kolejny piękny dzien w Luang Prabang, które obok Hoi An staje sie moim najukochanszym miejscem podczas całej mojej podróży. To miasto, w którym człowiek zakochuje sie od pierwszego wejrzenia. Ten spokój, luz, duchowość, z drugiej strony elegancja i europejski szyk. East meets west. Wprost Idealnie!
Slideshow Report as Spam

Comments

kamila on

rozmarzylam, się klimat jak z książki, dobrej książki, chyba bym oszalala na tym targu i kupila 120 narzut na łóżko. ale Ci dobrze!!!

Add Comment

Use this image in your site

Copy and paste this html: