Odcinek 74 czyli jak dobrze wstać skoro swit

Trip Start Jan 31, 2013
1
74
111
Trip End Jun 15, 2013


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

, Prowincja Louangphrabang,
Wednesday, May 8, 2013

Dziś budze sie z kurami a raczej kogutami o 5.15 zeby uczestniczyć w porannym zbieraniu darów przez mnichów na głównej ulicy LP. Każdego ranka lokalesi oraz oczywiscie turyści ustawiają sie w karnym rzadku zeby ofiarowac mnichom ryż w specjalnych pojemnikach z trzciny albo zawiniety w liście bananowca. Kobiety klecza na piętach, panowie wyjątkowo podobno mogą stać.

W swoim karnym rzadku po Sakkalin Road wolno krocza mnisi, dziesiatki mnichow w dlugim wezu i odbierają przyniesione im dary. Ta ceremonia to kwintesencja klimatu LP i nie można jej za żadna cenę przegapić. Przed jedna ze świątyn jest nawet specjalne po angielsku napisane pouczenie dla turystow, zeby ofiarowywac ryż tylko jeśli rzeczywiście ma to dla nich wartość duchową, a nie jest li tylko atrakcja albo sposobem na bezsenność. Ofiarowywac można oczywiscie i inne produkty np owoce, ale ryż jest najbardziej .... Uniwersalny. Niewskazane jest natomiast karmienie mnichów jedzeniem ze straganu, gdyż po nim czuja sie niezbyt dobrze. Na serio!

Tak więc wsiadam na rower i jadę w kierunku centrum ale już na pierwszym zakręcie wpadam właściwie na pochód mnichów, którzy jak sie okazuje sa wszędzie. Cala populacja mnichow LP wylegla na ulice i robi to niesamowite wrazenie. Na ulicy dużo ludzi i tych lokalnych skladajacych dary, gapiow, jak rownież kobiet, od których można kupić ryż żeby go ofiarowac.

I właściwie nie mam wyboru. Za dwa dolary pani ciągnie mnie juz za rękaw. Porzucam gdzieś swój rower przy płocie i już klecze przy drodze i wkładam zawiniatka ryżu do specjalnych drewnianych pojemników którzy mnisi niosą przed sobą. Za chwile nadciaga kolejna grupa, ale ja sie dyskretnie wycofuje, pomny pouczen. A potem znów na rower i kraze po ulicach natykajac sie co chwila na kolejne procesje i ofiarowania. Tak jak pisałem świątyń jest w LP ponad 30, stad właściwie niemożliwe jest sie na nich nie natknąć. Są wszędzie!

Poranne zbieranie darów to oczywiście wielka atrakcja turystyczna. Na ulicy dużo turystów z aparatami fotograficznymi, busiki czekają w bocznych alejkach na Chinczykow biegajacych za mnichami robiąc zdjęcia. No tak ale w sumie ja trochę tez. Ale to wszystko dla was ;-) drodzy czytelnicy.

A skoro już i tak jestem na nogach, dochodze do wniosku jak dobrze wstac skoro swit. przyjemny poranek, slonce wznosi sie ponad dachy domow i oswietla niesamowicie budynki i zielen, sprawiajac ze jest jeszcze piekniej niz zwykle. Sklepy i sniadaniownie powoli otwieraja swoje podwoje, panie kreca sie z miotlami sprzatajac swoje obejscia. Na swojej damce dojezdzam az do konca cypla, tam gdzie lacza sie dwie rzeki. Na Mekongu tez budzi sie zycie. pierwsze lodzie wyplywaja na polow albo zeby wozic turystow. Pieknie to wyglada.

Przed 7 wracam do hotelu i jem sniadanie, a po krotkiej drzemce ;-) ruszam do Wat Thong czyli najstarszej świątyni w miescie, zbudowanej w XVI wieku, będącej swego czasu pod specjalna opieka pary krolewskiej, uwiecznianej na pocztowkach, ze swoim fantazyjnym sięgającym prawie ziemi dachem i niezwykła mozaika ilustrujaca drzewo życia na tylnej ścianie zewnętrznej. Zapowiada sie kolejny słoneczny dzien ;-)
Slideshow Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: