Odcinek 73 czyli co ciągnie mnicha do wody

Trip Start Jan 31, 2013
1
73
111
Trip End Jun 15, 2013


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

, Prowincja Louangphrabang,
Tuesday, May 7, 2013

Nie tylko pragnienie jak sie okazuje. Rownież próżnośc. Ale po kolei....

Jak tylko mój iPad pokazał ze dziś jednak nie będzie padać, a wręcz cały dzień będzie slonecznie wyskoczylem jak z procy na ulice zeby złapać jakiegoś tuk-tuka zmierzajacego na wodospady. Swoją droga prognoza srednioterminowa na mojej aplikacji pogodowej ma taka sama sprawdzalnosc jak TVN Meteo. Wczoraj jeszcze wrozyla ulewne deszcze przez cały tydzień a dziś taka niespodzianka. Ale zeby tylko takich wiecej.

Wodospady Kuang Si leżą jakieś 30km na południe od LP i codziennie ściągają tysiące backpakerow i to nie tylko tych co nie maja basenu w swoich hostelach. Trzeba sie zebrać w grupę i wynająć dużego tuktuka, wtedy wychodzi taniej tzn ok 30.000 kipow. Gdybym chciał tam jechać sam, kwestia 200.000, wiec nie ma o czym mówić. I rzeczywiście jest dzielony tuktuk, ktory "odchodzi" z głównej ulicy o 11.30. Mam godzinę do zabicia wiec robię rundę główna ulica i oto znajduje w jednej ze świątyń wystawę starych fotografii życia mnichów w LP.
Brzmi bardzo intrygująco wiec ściągam klapki i wchodzę.

Jedno z pomieszczeń klasztoru zostalo zaadaptowane na mini galerie sztuki, na ścianach wiszą oprawione w ramy fotografie. Scen życia jak sie okazuje jak na lekarstwo, większość ścian pokrywają portrety mnichów, rzeczywiście dość stare, każda z odpowiednia adnotacja kto zacz. Niektórzy jeździli aż do Bangkoku zeby strzelić sobie twarzowa fotkę. Nie do końca rozumiem ten pociąg do robienia sobie zdjęć, ale wyczytałem ze w Laosie większość mężczyzn ma tzw epizod mnisi. Ba, jest to wręcz wskazane, zeby na jakiś czas pobyć mnichem, bo to dobrze o czlowieku świadczy. Czyli coś w stylu chodzenia na religie za moich czasów.

Punktualnie o 11.30 ruszamy na wodospady ale przez następne pól godziny krazymy po miescie a pan kierowca zatrzymuje sie przy każdym napotkanym turyscie pytając czy ńie chce sie zabrać. Mamy jeszcze 4 wolne miejsca w tuktuku, ktore nie mogą sie zmarnować. I tak wreszcie wyruszamy za miasto, droga wiedzie kreta droga. Pan kierowca pokonuje zakrety z laoska fantazja, trzeba sie trzymać ławek. Gdy dojezdzamy na miejsce, mamy troche ponad 2 godziny na zwiedzanie i kąpiel. Pan kierowca dziarsko informuje kazdego wysiadajacego ze odjezdzamy punktualnie o 14.30. Mało czasu. Załoga naszego tuktuku rzuca sie wiec wprzod kompletnie ignorując misie, ktore jako dodatkowa atrakcja bawią sie w swoich wybiegach nieopodal. Ponad 30 niedźwiedzi malajskich zostało uratowanych przed niechybna śmiercią z rak klusownikow a następnie żołądkow Chińczykow i teraz mieszkają sobie nad wodospadem

Wodospad Kuang Si to właściwie kaskady małych wodospadow, ktore utworzyły małe baseny skalne wypełnione błękitne woda ktora z hukiem spada z ponad 30 metrow w głębi dżungli. Wzdłuż strumienia biegnie bardzo śliska ścieżka ktora można wspinać sie aż pod główny wodospad a potem schodzac robić sobie przystanki i kąpać sie z dość zimnej trzeba przyznac wodzie. Albo w odwrotnej tak jak ja kolejnosci. Ale w tak gorący dzień jak dziś to prawdziwa przyjemność, woda jest dość metna, wiec stapam dość ostrożnie ale dno jest płaskie, niektóre baseny takie po pas, inne ze nie sięgam dna.

Kiedy docieramy pod główny najwyższy wodospad trwa sesja fotograficzna mnichów. Jest fotograf, oswietleniowiec i chyba pani stylistka, ktora dyryguje gdzie stanąć i jak sie ustawić. Widok przekomiczny. 3 leciwych mnichów w swoich szatach mizdrzy sie do aparatu, a to na tle wodospadu, a to drzewa, a to porosnietych mchem kamieni. Sami tez podsuwaja propozycje: a może jak pije wodę ze strumyka? A może ja sie wespne na ten kamień? To oczywiscie moja licencia poetica, nie rozumiem oczywiscie co mówią, ale ewidentne maja niezła zabawę. I trzeba przyznac ze na tle spadajacej wody wyglądają bardzo widowiskowo.

Mógłbym tak stać i patrzeć ale trzeba biec na busik. O 14.30 ani widu ani slychu pana kierowcy ktory gra, jak sie okazuje w bilard na pobliskim straganie. Nerwowo przestepujemy z nogi na nogę, bo mogliśmy sie jeszcze pluskac w zimnej wodzie. O 15.00 łaskawie przychodzi i mozemy ruszać w drogę powrotną. Jako ze mamy opoznienie jedzie z jeszcze większa werwą, cudem unikając bliskiego spotkania z jadąca równie szybko z przeciwnej strony ciężarówka. Załoga tuktuku zamiera, a pan kierowca mówi ze ma specjalny talizman dyndajacy pod lusterkiem, ktory go chroni, wiec mamy sie nie denerwować. I wez sie zrelaskuj człowieku w tym Laosie!
Slideshow Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: