Saint Louis

Trip Start Oct 25, 2013
1
3
Trip End Nov 11, 2013


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of Senegal  , Saint-Louis,
Friday, November 1, 2013

Saint Louis to jesdno z wiekszych miast w Senegalu. Stanowi on osrodek administracyjny dla calej prowincji Sant Loui. Zamieszkuje je okolo 200 000 mieszkancow, z jednej strong miasto jest otoczono rzeka, z drugiej wybrzezem oceanu. Dodatkowo niedaleko od miasta znajduje sie rezerwat przyrody, Park Barberie. Zatem czego chciec wiecej? Rzeka, ocean z przepiekna plaza, oraz chmary kolorowego ptactwa i roznorodna roslinnosc. Brak zimy ...

Idyla... a przynajmniej take mogloby sie wydawac ...

Posluchajcie zatem: :-)


Przyjaciel naszego hosta przyjezdza troche pozbiej niz powinien. Zbieramy sie i wychodzimy. Ranek objawia name prawde "dzielnicy willowej" w ktorej sie znajdujemy. Zaraz kolo domu znajduje sie male jeziorko z kupa smieci. Idziemy do centrum miasta, po drodze mijajac jeszcze wieksze sterty smieci i odpadkow niz w kaoli. Powoli zblizamy sie do rzeki i tu wlasnie powiedzenie, syf z malaria nabiera autentycznego sensu. Rzeka to poprostu stosy plywajacych smieci i odpadkow, lokalsi myja sie tu, lowia ryby, spia. Odor bijacy od rzeki jest przerazliwy, a nagrzane do czerwonosci powietrze nie pomaga name przy tym oddychac. W wodzie jest tez pelna szcatkow zwierzecych a nawet zdechlych zwierzat, udalo sie name znalezc nawet zdechla plywajaca koze. Dodatkowo jak sie dowiadujemy od naszego Hosta - Peti ludzie, krorzy nie maja w domu ubikacji ( a zatem wiekszosc ), swoje potrzeby zalatwiaja wprost do wody. Epidemiolodzy mieli by tu raj na ziemi, sadze ze nowe ciekawe mutacje bakterii powstaja tu codziennie. Szukajacy potwora z Loch Ness takze powinni odwiedzic to miejsce, sadze ze plywa tu cos znacznie ciekawszego. Nam bardzo szybko przeszla ochota na pyszna afrykanska rybe z grila, o ktorej marzymy caly wyjazd.Dla mine to nie do pomyslenia, maja naprawde przepiekne miasto z warunkami naturalnymi panujacymi tu, mozna by bylo stworzyc tu raj.

Mijamy most na rzecze i postanawiamy jak najszybcie znalezc taksowke by dostac sie Rezerwatu przyrody, tam napewno wszystko bedzie jak trzeba a przynajmniej, czysto.
Poniewaz jest has 6 nikt nie chce sie zgodzic by na zabrac, ponoc Policja Senegalska zwraca na to uwage. W koncu jeden z taksowkarzy oferuje ze nas zabierze do Park za 6 000 frankow. To okolo 10 km wiec cena jest ok. Okazuje sie ze jedziemy znacznie dluzej i dystans wynosi okolo 20 km. To nawet lepiej za ta cene jest naprawde dobrze.

Rezerwat przyrody zaczyna sie calkiem fajnie, fajna roslinnosc, troche jaszczurek i innego paskudztwa plus fajny malowniczy mostek prze polwyschnieta rzeke, gdzie baraszkuja kraby. Kraby sa tak w niesamowitych kolorach gdzie, pierwsze skrzypece gra purpura i pomarancz, ze oczywiacie uczestnica w sesji zdjeciowej. A teraz oczywiscie czekamy na kulminacje ... wychodzimy na brzeg ocean i widok zapiera dech w piersiach, cudowna rajska plaza, z niesamowicie sypkim piaskiem, palmy, zatoki, pierzchajace przed nami kraby, fantastyczna ciepla woda, a z tylu majaczaca tropikalna dzungla.

A to wszystko PRZYKRYTE WARSTWA SMIECI, ODPADKOW, LUDZKICH EKSTREMENTOW I RESZTEK LODZI RYBACKICH. Egipt, Tunezja czy inne wybrzeza to nawetnsie do ego nie umywaja. Wystarczyloby to zagospodarowac. Szokuja tez rybacy lowiacy ryby w Park Narodowym.

Ja star am sie wylowic z tego troxhe piekna i idziemy na dluzszy spacer w czasie, ktorego udaje sie nam znalez kawalek lady bez smieci, za to z mrowkami, ale to chyba lepsze. Po krotkim posilku zlozonym afrykanskiego ciasta ( importowane scierwo z Dani dostepne w kazdym Markecie) wody i coca coli. Postanawiamy powoli wracac i zobaczyc jeszcze flamingi, zatrzymujemy sie tylko jeszcze na chwile na wybrzezu na obowiazkowa sesje foto.

Poniewaz nasz Pan taksowkarza jeszcze nie przyjechal idziemy spokojnie droga w strone miasta. Po drodze mija znak, wlozony doslownie w kupe smieci - Restauracja.

Many jeszcze w pamieci w glowie i w zoladku afrykanskie potrawy, ale glod robie swoje i w koncu docieramy na miejsce. Najpierw parking: Lincoln Navigator, Toyota Land Cruiser, Hilux, 5 nowiutkich quadow ... potem com i ok na z prawdziwym szklem, basen, klatka z papugami, az w koncu dochodzimy do w pelni europejskiego dziedzinca gdzie siedza sami biali :-) .

Wlaaciciel francuz urodzil sie tu, a ego rodzina jest tu od 4 pokolen, jest tu taka mala europa, taki may tropikalny resorcik. Wlasciciel ma do wynajecia 10 pokoi ze wszystkimi wygodami, motorowke w razie wypadu na ryby, quad i nine atrakcje. Ale my chcemy tylko jesc ! :-)

Menu jest jedno: starter, glowne, owoce, desert. Wszystko 7 000 CFA. To take europejsko ale tu to majatek. Bierzemy jedno menu i dwa razy omlet i sie dzielimy. Piekne, fajne miejsce, z oczywiscid wysprzatana plaza ale to nie prawdziwa Afryka :-) .

Poniewaz naszego taksowkarza nadal nie ma, idziemy dale w stroke miasta gdy na pobliskim jeziorku dostrzegamy flaming. Niestety sa dosc daleko, a my probujemy do nich podejsc jak najblizej. Niestety nie widac ich przepieknym pior i ubarwienia, staramy sie zatem music je do lotu, rzucaja w wide kamieniami i i krzyczac. W koncu, zrywaja sie ! A my strzelamy foty.

W koncu niedlugo pozniej pojawia sie nasza taksowka wracamy do Centrum miasta. Strzelamy fotkin zewszad oblegajacym has dzieciom, kupujemy wode ( 400 - 600 CFA) i Cole ( 1 000 CFA ). I powoli przy zachodzacym nad nwysypiskiem sloncu, wracamy do domu.
Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: