Fouta Djalon

Trip Start Jun 13, 2013
1
4
12
Trip End Jun 24, 2013


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

, Kindia,
Friday, June 14, 2013

Roznica czasu to 2 godz. Mimo, że w Polsce było dobrze już po polnocy to wczoraj nie moglem zasnac, do tego o 4:11 obudzila mnie burza. To objaw pory deszczowej gdzie jak nam wyjasnil gospodarz wcale nie pada o w miare regularnych porach. Zbiorke zrobilismy o 6:30 na sniadaniu. Znow gospodarz okazal sie bardzo uprzejmy i zawiozł nas na rynek Bambeto z ktorego mielismy wyruszyc do Dalaby. Płacenie i załadunek przebiegly sprawnie. Nasz samochod to Renault Neveda z zalozenia przerobiony na 9 os. Jechalismy w 15, 3 z przodu, w naszym rzedzie 5 (4 dorosle i dziecko) i ostatni rzad 5 dzieci 2 dorosle. Wyjaz z Konakry sprawny, potem 4 kontrole wojskowo zandarmeryjne - nieszkodliwe. Droga generalnie asfaltowa z w roznych odstepach wplecionymi dziurami. Byly odcinki, ze dluzsza chwile jechalismy 110k/h a momentami zwalnialismy do zera zeby przejechac serie dziur. Dla zobrazowania to ok 315 km jechalismy 8 godz, czyli pociag do Gdanska bylby value for money gdyby nie to ze zaplacilismy 9eur/os. W trakcie jazdy wypracowalismy z Wlodasem technike, ze raz on a potem ja bylem oparty o siedzenie. W drodze zlapala nas ulewa co spowodowlo, ze drogi splynely szlamem o ceglanym kolorze. Fajnie wygladaly uwalone w ten sposob inne auta. Po przyjezdzie niestety zostawilem kapelusz w bolidzie, wiec jest pierwszy prezent dla lokalnej ludnosci. Pewnym krokiem udalismy sie do hotelu opisanego w przewodniku gdzie spotkala nas pierwsza niespodziana poniewaz hotel byl zamkniety tak samo jak informacja turystyczna. Z przewodnika wykorzystalismy kolejny typ, ktory byl juz trafny. Co prawda mily murzynek, ktory nas przyjmowal wygladal na zdziwionego przybyciem 2 bialych, to sprawnie pokazal nam nasz pokoj. Wieczorem przed spaniem zapytal mnie Wlodas gdzie byl najgorszy hotel, w ktorym spalem. Z czystym sumieniem odpowiedzialem, że wlasnie ten w którym jestesmy. Ogarnelismy sie sprawnie i przed zmrokiem ruszylismy na miasto, przed wyjciem proszac o przygotowanie obiadu. Niestety mily murzynek zakomunikowal, ze moze byc tylko kurczak. Zawieszam wegetarianizm na czas wyjazdu w zaleznosci okolicznosci. Celem popoludniowego spaceru byla vila Sili, miejsce pobytu gubernatora francuskiego w latach 30 poprzedniego wieku. Miejce na dzis bardzo zaniedbane po którym oprowadzil nas mily starszy pan. Ciekawa informacja, ktora nam przekazal bylo to, ze ostatni turysta byl tu 0,5 roku temu. Zweryfikowalismy ta informacje dnia nastepnego ale o tym w nastepnym poscie. Przyszedl czas planowania kolejnego dnia tj. trekingu. Pan z Vili polecili nam przewodnika Daj Mu wiec bylo latwo zapamietac. Natmiast po powrocie do hotelu okazalo sie, że Daj Mu wyjechał z miasta i zaproponowano nam Asa, niestety nie znamy imienia wiec bede nazywal go w dalszej czesci opowiesci Asem. Rozpoczely sie dlugie negocjacje w hoteowym barze Tangama przy lokalnym piwku. Wstepnie chcielismy pojechac zobaczyc wodospad Ditin, As zaproponował dodatkowo most Boga (pont de dir). W miedzyczasie doszla kwestia dojazdu, poniewaz okazalo sie ze As zajmuje sie tylko czescia chodzoną, a trzeba jeszcze dojechac. Ustalismy, że na most Boga idziemy na piechte a na wodospad jedziemy. Zrobilismy przeglad talentow na kierowce bez rzultatu (3 sztuki - siedzialy i pily), zobaczymy jutro.
Slideshow Report as Spam

Comments

IG on

Osobiscie sadze ze bardziej ucieszyli by sie z crosc'ow niz z kapelusza:) jaka szkoda!;) buziak!

SB on

Dobrze, że kurczak był... mogło się skończyć na coca-coli i ciastkach.

Add Comment

Use this image in your site

Copy and paste this html: