Z powrotem do Czech

Trip Start Oct 02, 2010
1
7
Trip End Oct 10, 2010


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow
Where I stayed

Flag of Czech Republic  , Hlavní Mesto Praha,
Thursday, October 7, 2010

Ostatniego dnia w Budapeszcie miałem jeden cel przed odjazdem pociągu - kupić ładowarkę do telefonu! Miałem trochę czasu, więc nie myślałem, ze będzie z tym jakiś problem.
Rodrigo i Simon powiedzieli, ze podwiozą mnie na dworzec, wrzuciliśmy rzeczy do samochodu i poszliśmy coś zjeść. Okazało się, ze tuz obok naszego hostelu było fajne miejsce z tanimi kanapkami na wynos. Świetnie jest odkrywać takie miejsca ostatniego dnia, tuz przed wyjazdem... Zjedliśmy, chłopaki odwieźli mnie na dworzec, pozegnaliśmy się i ruszyłem sam w dalszą drogę.
Znaleźć coś na dworcu w Budapeszcie graniczy z cudem. W informacji dowiedziałem się mniej więcej gdzie znajdują się kasy międzynarodowe. Po dotarciu tam okazało się, ze trzeba wziąć numerek (jak w urzędzie). Jak to zawsze w takich sytuacjach bywa, mój numerek był bardzo odległy od tego na wyświetlaczu nad kasą. Posiedziałem w poczekalni z 15 minut i stwierdziłem, ze w międzyczasie zdązę kupić ładowarkę do telefonu. Jak szedłem przez halę główną, widziałem rózne budki i stragany, a w takich miejscach z reguły są stoiska z telefonami. Tak tez było tutaj. Okazało się, ze ładowarka kosztowała 2 razy więcej niz tam gdzie mogłem ją kupić 2 dni temu, ale nie miałem wyjścia i musiałem ją kupić. Brakowało mi trochę forintów, więc po skontrolowaniu numerku przy kasie udałem się na poszukiwania bankomatu. Bankomatu oczywiście nigdzie w okolicy nie było, ale w końcu udało się znaleźć. Kupiłem ładowarkę i po raz kolejny udałem się do kas. Siedziałem w poczekalni jeszcze z pół godziny zanim przyszła moja kolej. Okazało się, ze bilet do Pragi jest duzo drozszy niz przewidywałem. Popytałem kasjerkę o inne połączenia i w końcu doszedłem do wniosku, ze pojadę do Breclav, (do miasta, w którym miałem przesiadkę w pierwszą stronę), a stamtąd napewno będzie jakiś pospieszny do Pragi. Zostało mi tylko parę minut , wymieniłem ostatnie forinty na korony i wsiadłem do pociągu.

Będę miło wspominał Budapeszt i na pewno w niedługim czasie wpadnę tu jeszcze raz. Jest mnóstwo rzeczy, które planowałem zrobić, ale nie dałem rady przy tej wizycie. Zjeść gulasz, napić się palinki i przede wszystkim pójść do łaźni.

W pociągu jechałem w przedziale z dziewczyną, która nie rozumiała nic po angielsku. Nawet zwrotów typu 'what's your name' albo 'where are you from'. Porozumiewaliśmy się trochę po migowemu, pojedynczymi słowami po angielsku, ale większość podrózy spędziliśmy w ciszy, więc włączyłem sobie muzykę i trochę przysnąłem.

Wysiadłem w Breclav, okazało się, ze nie ma bezpośredniego połączenia do Pragi, więc musiałem najpierw pojechać do Brna. Podróz zleciała szybko, bez zadnych przygód. W Brnie zobaczyłem na tablicy odjazdów, ze za jakieś 10 minut odjezdza pociąg do Pragi. Do wszystkich kas były wielkie kolejki, tylko do międzynarodowej była jedna osoba, miałem sporo szczęścia. Zdązyłem na pociąg i pojechałem juz bezpośrednio do Pragi.

Praga

Do stolicy naszych południowych sąsiadów dojechałem po 22, na dworcu poszedłem do Burgerkinga na obiad i skorzystać z internetu. Znalazłem hostel na mapie, a niedługo po tym znalazłem go juz w mieście.
W środku było sporo ludzi, gdyz był połączony z całonocnym barem. Głównie byli tam ludzie młodzi. Nie było wolnych łózek w sali, którą sobie upatrzyłem, jedyne miejsce było w 4 osobowym pokoju i tylko na jedną noc. Zostawiłem swoje rzeczy w pokoju, umyłem się i ruszyłem w miasto w poszukiwaniu jakiegoś pubu albo klubu.
Przemierzylem (pieszo i komunikacją miejską) całe centrum Pragi i znalazłem tylko jeden otwarty klub. Okazało się, ze był to największy klub w Europie i w kolejce do niego stałem z 40 minut.
W środku ogólnie było całkiem fajnie tylko strasznie duszno. Klub był największy głównie dlatego, ze miał 5 pięter (na kazdym z nich leciała inna muzyka). Na początku byłem po trochę w kazdej części, głównie tej z barem, ale po jakiejś godzince odkryłem piętro z muzyką z lat 80 i róznymi starszymi hitami i zostałem tam juz do końca. Było duzo ludzi, trochę turystów i było naprawdę fajnie. Na parkiecie było sporo szkockich kibiców, którzy przyjechali do Pragi na mecz reprezentacji. Wszyscy byli w kiltach, wszyscy pijani i wszyscy się dobrze bawili.

Wróciłem do hostelu jakoś koło 6 rano i prawie od razu zasnąłem.
Przygoda z Pragą rozpoczęła się całkiem zacnie!!!
Slideshow Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: