Deja vu

Trip Start Oct 02, 2010
1
6
7
Trip End Oct 10, 2010


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow
Where I stayed
Mandarin Hostel

Flag of Hungary  , Budapest,
Wednesday, October 6, 2010

Tego dnia miałem wyjezdzać do Pragi, ale jak zobaczyłem jaka jest pogoda za oknem to stwierdziłem, ze Czechy mogą poczekać jeszcze jeden dzień. Piękne, prawie bezchmurne niebo, słoneczko, ze 20 stopni... Zyć nie umierać.
Z recepcji wzięliśmy ulotki dotyczące darmowych wycieczek po Budapeszcie z przewodnikiem (pracowali za napiwki) i udaliśmy się na zbiórkę. Okazało się, ze zbiórka była prawie na drugim końcu miasta, więc dotarliśmy na styk. Po drodze chciałem kupić ładowarkę do telefonu, bo zapomniałem z Polski, ale były za drogie i stwierdziłem, ze kupię później.
Punkt zborny był przy kościele Stefana, najbardziej znanym kościele w Budapeszcie. Zebrała się spora grupka zwiedzających z całego świata (głównie Australia, USA i paru Europejczyków), 2 młode przewodniczki i ruszyliśmy.
Przeszliśmy praktycznie tą samą trasą, którą przebyłem pierwszego dnia, ale w sumie nie załowałem. Od przewodniczki dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy, a poza tym dzięki ładnej pogodzie mogłem zrobić duzo lepsze zdjęcia niz pierwszego dnia.
Od dziewczyn prowadzących grupę dowiedzieliśmy się głównie tego, ze w całej swojej historii Węgrzy przegrywali wszystkie wojny w jakich uczestniczyli, zawsze zostawali sojusznikami nie tych co trzeba, mają teraz wielkie podatki (ponad 50% zarobków!) i zarabiają bardzo mało. Na końcu dostaliśmy kilka rad typu gdzie jeść, do jakich klubów chodzić, gdzie grasują kieszonkowcy itp. Stwierdziliśmy, ze powinniśmy byli skorzystać z tej wycieczki pierwszego dnia, a nie ostatniego.
Rozmawiałem chwilę z jedną z przewodniczek, okazało się ze chciałaby przyjechać kiedyś do Polski. Co ciekawe była przekonana, ze u nas jest zimno cały rok i nie wierzyła, ze ludzie się kąpią w Bałtyku - "to jest na północy, niemozliwe, zeby woda była ciepła" :)
Ciekawym miejscem, o które zahaczyliśmy był pomnik jakiegoś faceta na koniu (chyba Stefana, większość pomników i kościołów w Budapeszcie jest im. Stefana). Legenda głosiła, ze kiedyś studenci pocierali jaja tego konia, zeby zaliczać egzaminy i ogólnie dobrze zyć, tak więc cała męska część wycieczki równiez potarła jajka tego biednego konia.
Pod koniec wycieczki zrobiliśmy grupowe zdjęcie, zapłaciliśmy napiwek (obowiązkowy...), odłączyliśmy się od reszty i ruszyliśmy w kierunku punktu widokowego z dnia poprzedniego. Gdy dotarliśmy na górę juz się ściemniło, więc zdjęcia wyszły lepiej niz jakbyśmy tam byli w dzień. Coś w tym jest, ze nocne panoramy miast mają duzo lepszy klimat niz takie same zdjęcia robione w dzień.
Chwilę posiedzieliśmy w punkcie widokowym i wróciliśmy zmęczeni do hostelu. To był kolejny cięzki dzień, ale warto było.
Slideshow Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: