Kto rano wstaje...

Trip Start Oct 02, 2010
1
4
7
Trip End Oct 10, 2010


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow
Where I stayed
Mandarin Hostel

Flag of Hungary  , Budapest,
Monday, October 4, 2010

Mój pierwszy cały dzień w Budapeszcie chciałem poświęcić w całości na zwiedzanie i oczywiście zaspałem. Wstałem po 11, zanim się ogarnąłem i wziąłem prysznic było już po 12. Dość późno, ale i tak zostało mi całkiem sporo czasu.

Pogoda była nie najgorsza, miało padać - nie padało. Z hostelu ruszyłem na piechotę w kierunku Dunaju, zahaczając po drodze o taki mały ryneczek z róznymi kafejkami i straganami dla turystów. Nie było tam nic ciekawego, więc poszedłem dalej.

Byłem juz w paru miastach przez, które przepływał Dunaj i w kazdym z nich większość atrakcji była połozona nad rzeką albo w niedalekim sąsiedztwie. Podobnie jest w Budapeszcie. Nad Dunajem znajduje się zamek, Parlament, dom prezydenta i jeszcze pare innych rzeczy.
Przeszedłem przez most łańcuchowy z Pesztu na stronę Budy, gdzie znajdował się zamek królewski i jakiś kompleks kościołów (jak się potem okazało połączony tunelami z zamkiem).
Zamek za czasów swojej świetności chyba nie powstał w celach obronnych tylko bardziej jako rezydencja. Obecnie ładnie się prezentuje z zewnątrz i wewnątrz, ale nie jest to jakiś super atrakcyjny obiekt. Warto go zwiedzić dla widoku miasta z jego murów. Widać zarówno panoramę Pesztu jak i Budy. Zrobiłem pare zdjęć, obszedłem ten kościół i basztę obok zamku i poszedłem wybrzezem Dunaju w kierunku wyspy Małgorzaty. Zrobiłem śniadaniowe zakupy i udałem się na wyspę.

Jak usiadłem tam na ławkę to myślałem, ze juz nie wstanę, to był w zasadzie pierwszy postój tego dnia, po około 4 godzinach chodzenia. Ale zjadłem śniadanie, siły wróciły i mozna było ruszać dalej.
Wyspa Małgorzaty to w sumie taki duzy park ze szkołą, z basenami i małym zoo w środku. Bardzo duzo ludzi spacerowało, jeździło na rowerze albo biegało po biezni, która biegła po obwodzie wyspy.
Najciekawszą atrakcją była chyba fontanna, która sikała synchronicznie do klasycznej muzyki z głośników.

Opuściłem wyspę i udałem się na tą stronę Dunaju, po której znajdował się mój hostel i okazało się ze byłem w okolicy karaoke baru, z pierwszego wieczora. Pomyślałem, ze moze ktoś znalazł mój kluczyk od szafki, ale niestety bar był zamknięty (znalazłem go po chyba 40 minutach poszukiwań).

Wycieńczony po całym dniu chodzenia znalazłem stację metra i udałem się do hostelu. Trzeba Węgrom przyznać, ze co jak co, ale komunikację miejską mają bardzo rozwiniętą. Metro, tramwaje i autobusy, wszystko ze sobą zgrane, czeka się maksymalnie 5 minut i z reguły nie trzeba mieć biletu :) Chciałem zrobić zdjęcie schodom ruchomym na tej stacji co wsiadałem, ale juz nie miałem siły, a zjezdzały chyba ze 100 metrów w dół, tak ze z góry nie było widać dołu i odwrotnie.

Wróciłem w miarę wcześnie, zjadłem jakiś obiad, pogadałem chwilę z Mauricem z Brazylii (głównie przez google translator, bo mówił tylko po portugalsku) i poszedłem spać.
Było dość szaro, ale zrobiłem sporo zdjęć tego dnia.
Slideshow Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: