Wyprawa salar dzien drugi
Trip Start
Jul 21, 2008
1
46
78
Trip End
Dec 23, 2008
Pobudka o 7 i kolejny dzien pelen wrazen. Pierwszy przystanek przy wulkanie Ollague (5865 m.n.p.m), ktory znajduje sie przy granicy Boliwii z Chile. Nastepnie zatrzymujemy sie przy kilku mniejszych lagunach (Canapa, Heolianda...). Po lunchu kierujemy sie na pustynie "Siloli", ogladamy "Arbol de Piedra", skale przypominajaca swym ksztaltem drzewo. Caly czas znajdujemy sie na duzych wysokosciach ponad 3000 metrow nad poziomem morza . Pogoda sie psuje , zaczyna mocno wiac i jest coraz zimniej. Wieczorem tuz przed zachodem slonca meldujemy sie w naszym hostelu. Znajduje sie on tuz przy Lagunie Colorada. Zostawiamy bagaze i idziemy obejzec niecodzienny widok. Jest bardzo zimno wieje silny wiatr, mimo tych przeciwnosci posuwamy sie naprzod. Laguna polozona jest na wysokosci 4278m.n.p.m. Co jest w niej takiego szczegolnego? Otoz w wodzie znajduje sie wiele mineralow, ktore pod wplywem wiatru zmieniaja kolor na czerwony. Daje to niesamowity efekt wizualny. Dodam jeszcze setki flamingow tam przebywajacych i efekt piekna gotowy. Ogladamy, robimy zdjecia i wracamy do pokoju. Niestety nasz hostel nie ma ogrzewania, prysznicow ani nawet cieplej wody!!! Postanwiamy sie troszeczke rozgrzac wczesniej zakupionym Bacardi :). Temperatura spada do okolo 0 stopni. Dosiadamy sie do stolika z Diego (Brazylia) i jego kolega z Australii, ktorzy tez sie rozgrzewaja alkoholem. Mniej wiecej o 23-ej klade sie spac w ubraniu, gdyz do przykrycia mamy tylko koce. Lozko jest strasznie niewygodne i do tego piszczy gdy sie na nim przewracam. Chwile po mnie przychodzi Marek, probujemy zasnac lecz nie mozemy. Jest cholernie zimno, Marek ubiera sie w kurtke i wychodzi z pokoju. W koncu zasypiam , lecz budze sie co kilka minut i tak wyglada moja cala noc.

