Tupiza
Trip Start
Jul 21, 2008
1
42
78
Trip End
Dec 23, 2008
Wstajemy wczesnie w dobrych humorach po dobrze przespanej nocy. Nikogo juz nic nieboli. Choroba wysokosciowa juz za nami :). Jedynie nasz ksiaze Mareczek troche marudzil, ze poduszka byla zbyt twarda, ale to u niego normalne :). Jemy pyszne sniadanko i udajemy sie do banku. Przed wyjsciem pytamy sie jeszcze naszych gospodarzy o koszt calodniowej wycieczki na koniach . Wyjsciowa cena to 150 bolivianos. Punkty wymiany walut, ktore znajdujemy nie wymieniaja argentynskich peso. Mam troche dolarow , wiec je wymieniam , Marek robi to samo. To wszystko jednak za malo, idziemy do kantoru . Dzisiejszy kurs jest lepszy lecz nadal zaniski. Postanawiamy poczekac do wieczora na kobiete z kafejki internetowej, ktora wczoraj zaproponowala nam odkupienie czesci peso po dobrym dla nas kursie. Mielismy sporo czasu, wiec pochodzilismy sobie troche po miescie, zawitalismy na miejscowy bazar, poogladalismy sobie jakies pierdoly i sie rozdzielilismy. Ja z Markiem skoczylem na internet. Pozniej na hamburgery i wrocilismy do hostelu. Tam juz czekali na nas Udo z Remikiem. Cena za jazde na koniach wynosila juz 135 bolivianos :). Po poludniu wyszlismy sobie na krotki szlak, mimo iz zgubilismy droge szlo sie calkiem przyjemnie. W sumie spedzilismy w gorach 4 godziny, wieczorem bylismy z powrotem. Uzgodnilismy ,ze Remik sprobuje jeszcze obnizyc cene naszej wycieczki. Poszlismy do kafejki internetowej wymienic pieniadze, jednak wciaz potrzebowalismy wiecej. Ja i Marek znowu wyladowalismy w znajomym kantorze. Okazalo sie ze seniora tam obslugujaca to niezla cwaniara, chcaiala nam wymienic kase po jeszcze nizszym kursie niz rano. Marek strasznie sie na nia wkurzyl i zaczal sie z nia klocic. Remik powiedzial po polsku,ze pieprzy glupoty i w tym momencie uslyszelismy slowa "ladnie pan mowi" , ktore padly z ust starszego pana. Zapadla cisza, bylismy zaskoczeni slyszac nasz jezyk. Starszy pan przedstawil sie nam , byl to proboszcz miejscowej parafii od 21 lat mieszkajacy w Boliwii :)))). Troche sobie porozmawialismy, ksiadz opowiedzial nam o sytuacji w kraju, o tym by uwazac na siebie, szczegolnie w duzych miastach, gdyz jest tam bardzo niebezpiecznie. Poradzil tez nam,ze mozemy wymienic pieniadze w Uyuni. Podziekowalismy, pozegnalismy sie i poszlismy na kolacje. Po powrocie do hostelu nastapil dalszy ciag negocjacji. Remik daje rade zbija cene do 110 bolivianos :). Wkrotce kladziemy sie spac.


