Droga do Tupizy- Boliwia

Trip Start Jul 21, 2008
1
41
78
Trip End Dec 23, 2008


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of Bolivia  ,
Friday, October 10, 2008

Spimy zbyt dlugo i musimy sie mocno spieszyc by zdazyc na autobus, w tym calym chaosie do konca niejestesmy pewni czy wszystko zabralismy z hostelu. Podroz do La Quiaca praktycznie przesypiamy. Na miejsce dotarlismy  przed 14-sta.  Na dworcu Marek spytal sie ktoredy do granicy, po 30 minutach spokojnego marszu ujrzelismy przejscie. Odprawa przebiegla dosyc  sprawnie, nie liczac 20 minutowj przerwy z powodu awarii systemu. Obylo sie bez przewracania naszych bagazy w poszukiwaniu srodkow "dopingujacych".  Po stronie boliwijskiej poznajemy Niemca,  Udo. Dolacza sie do naszej trojki i razem wyruszamy na poszukiwanie kantoru. Niestety oferowane nam przeliczniki niebyly zbyt wysokie, wymieniamy drobna sume i idziemy na dworzec  autobusowy w Villazon. Tak nazywa sie miasteczko przygraniczne po stronie boliwijskiej. W drodze zagaduje do nas jakis koles, pyta sie czy jedziemy do Tupizy. Okazalo sie, ze to sprzedawca biletow na autobus, ktory za chwile ma odjechac. Kupujemy wejsciowke za  15 bolivianos i udajemy sie do naszego srodka transportu. Musze przyznac, ze niewyglada zbyt ciekawie. Jest brudny, pordzewialy, opony sa stare i popekane. Pomyslalem sobie niezle sie zaczyna nasza przygoda:). Podalismy nasze bagaze,  zawedrowaly na dach gdyz luki byle juz wypchane na maksa. Wchodzac do srodka autobusu placimy jeszcze podatek  1 boliviano za kozystanie z dworca. Zajmujemy nasze miejsca,  jest   cieplo w powietrzu unosi sie nieprzyjemny zapach potu. Probuje otworzyc okno, nie daje rady, zaczepy sa urwane :).  Po kilku minutach ruszamy,  kilka kilometrow jest ok, pozniej nastepuje horror. Szybko konczy sie afalt i podrozujemy po drodze szutrowej. Nasz busik skacze po niej jak pileczka tenisowa. Czasem gdy konczy sie droga jedziemy korytem rzeki :).  3 godzinna droga wydaje sie nam trwac cala wiecznosc. Na dworcu w Tupizie  podeszla do nas kobieta z propozycja pokoju za 30 bolivianos. Remik i Udo ida sprawdzic  oferte. Ja z Markiem zostajemy i pilnujemy bagazow, ktore po podrozy wygladaja fatalnie, sa strasznie zakurzone. Gdy tak sobie siedzimy podchodzi do nas maly dzieciak, majacy nie wiecej niz 7 lat i proponuje nam miejsce w innym hotelu, zachwalajac jaki jest on wspanialy. Podczas tej prezentacji troche myla mu sie ceny i  brzmi to komicznie. Po chwili wracaja chlopaki, zalatwili pokoj i to ze spora znizka bo za 20 bolivianos. Udajemy sie na miejsce, warunki ktore zastajemy na miejscu sa bardzo dobre. Zostawiamy nasze rzeczy i idziemy sie przejsc  po miescie. Wlascicielka  hostelu poleca nam tez tania restauracje w ktorej mozemy smacznie zjesc. Potrzebujemy wiecej gotowki, wiec  kierujemy sie do kantoru.  Mamy pecha, przelicznik jeszcze gorszy niz przy granicy, postanawiamy sprobowac jutro  w banku.  Jemy kolacje w polecanej restauracji. Zamawiam "Millanesa de pollo con queso" (kotlet z kurczaka z serem).  Jedzenie jest pyszne i naprawde tanie, 10 bolivianos. Wkrotce wracamy do hostelu.
Slideshow Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: