Patagonski Lake District dzien 1
Trip Start
Jul 21, 2008
1
32
78
Trip End
Dec 23, 2008
Po sniadaniu poszlismy rozejrzec sie za jakims samochodem do wynajecia w przystepnej cenie. Po odwiedzeniu kilku wypozyczalni okazalo sie ze najtanszy byl chevrolet corsa z 200 kilometrami dziennie (za kazdy dodatkowy trzeba bylo placic) w jednej z lokalnych wypozyczalni. Chcielismy jechac w strone Bariloche ale jak sie dowiedzielismy w wypozyczalni w wyniku obsuniencia sie ziemii ta krotsza droga byla nie przejezdna a jadac ta glowna droga przekroczylibysmy te 200 km na dzien.
Facet z wypozyczalni dal nam mapke i powiedzial gdzie warto jechac tak zeby zmiescic sie w tych 200 km. Po podpisaniu umowy i sprawdzeniu auta pojechalismy do supermarketu na zakupy a potem wyjechalismy z San Martin w strone Quila Quina male osady indian Mapuche polozonej w gorach niedaleko San Martin. Po drodze robilismy zdjecia pieknych widokow na jeziora i gory.
Po Quila Quina kierowalismy sie w strone jeziora Meliquina . Jezioro bylo bardzo dlugie otoczone wysokimi gorami , znowu zrobilismy tam kilka zdjec i zjedlismy sobie kanapki. Po drodze "przyczepil sie" do nas bezdomny pies i caly czas biegl przy samochodzie, musialem niezle przycisnac zeby go zgubic, ale byl wytrwaly, dopoki nas widzial to biegl. W powrotna droge to samo. Biedaczek chyba szukal jakiegos pana.
Pod wieczor zaczelismy wracac w strone San Martin ale postanowilismy nocowac w Junin de los Andes oddalonym o jakies 39 km od San Martin glownie dlatego, ze noclegi tam sa duzo tansze a po drugie bedziemy mieli blizej do miejsca, ktorego mamy jechac jutro -Park Narodowy Lanin.
W Junin znalezlismy maly hostelik niedaleko rzeki za 25 peso na osobe, 2 razy taniej niz w San Martin :) Wlascicielka spodziewala sie nas bo facet ze stacji benzynowej, ktorego pytalem o droge zadzwonil do niej i pytal czy ma miejsce. Okazalo sie, ze dziadek tej wlascicielki byl Polakiem ale ona nie mowila po polsku.
Facet z wypozyczalni dal nam mapke i powiedzial gdzie warto jechac tak zeby zmiescic sie w tych 200 km. Po podpisaniu umowy i sprawdzeniu auta pojechalismy do supermarketu na zakupy a potem wyjechalismy z San Martin w strone Quila Quina male osady indian Mapuche polozonej w gorach niedaleko San Martin. Po drodze robilismy zdjecia pieknych widokow na jeziora i gory.
Po Quila Quina kierowalismy sie w strone jeziora Meliquina . Jezioro bylo bardzo dlugie otoczone wysokimi gorami , znowu zrobilismy tam kilka zdjec i zjedlismy sobie kanapki. Po drodze "przyczepil sie" do nas bezdomny pies i caly czas biegl przy samochodzie, musialem niezle przycisnac zeby go zgubic, ale byl wytrwaly, dopoki nas widzial to biegl. W powrotna droge to samo. Biedaczek chyba szukal jakiegos pana.
Pod wieczor zaczelismy wracac w strone San Martin ale postanowilismy nocowac w Junin de los Andes oddalonym o jakies 39 km od San Martin glownie dlatego, ze noclegi tam sa duzo tansze a po drugie bedziemy mieli blizej do miejsca, ktorego mamy jechac jutro -Park Narodowy Lanin.
W Junin znalezlismy maly hostelik niedaleko rzeki za 25 peso na osobe, 2 razy taniej niz w San Martin :) Wlascicielka spodziewala sie nas bo facet ze stacji benzynowej, ktorego pytalem o droge zadzwonil do niej i pytal czy ma miejsce. Okazalo sie, ze dziadek tej wlascicielki byl Polakiem ale ona nie mowila po polsku.

