Rio de Janeiro dzien 1
Trip Start
Jul 21, 2008
1
5
78
Trip End
Dec 23, 2008
Where I stayed
Hotel da Lisboa
Po oeniadaniu poszlismy na dworzec i kupilismy bilety na autobus do Rio de Janeiro. Podroz jak zwykle byla bardzo wygodna a widoki za oknem zajebiste. Jechalismy tuz nad samym wybrzezem. Pogoda piekna, niebo bezchmurne. Co chwile przejezdzalismy przy jakies plazy z bialym piaskiem albo przy pieknie polozonej zatoczce. Droga biegla miedzy gorami a morzem..super!
Ok. 1 po poludniu dojechalismy do Rio. Znalezlismy sobie jakis hotel w przewodniku i pokazalismy taksowkarzowi zeby nas tam zabral. Taksowka miala z gory ustalona cene. Do tego miejsca, gdzie my chcielismy jechac kosztowala 25 reali, niezbyt tanio, ale nie mielismy wyboru bo nie znalismy miasta i transport miejski nie wchodzil w gre.
Kiedy dojechalismy do tego hotelu z przewodnika, okazalo sie ,ze praktycznie obok niego jest inny hotel, wiec postanowilismy sprawdzic ceny najpierw w tym hotelu majac nadzieje ze cena bedzie nizsza. No i byla. Po 30 reali za osobe. Nienajgorzej jak na Rio. Zostawilismy bagaze w pokoju i zeszlismy do recepcji zeby wypelnic standardowy formularz przy check-in. W recepcji byly 3 kobitki i najpierw zaczely przymierzac moje okulary przeciwsloneczne, a potem patrzyly w moje oczy i pytaly czy sa naturalne...jedna nawet zaczela mnie glaskac po wlosach na reku! Czulem sie jak jakas malpa w zoo ;)
Po wypelnieniu formalnosci poszlismy sobie na miasto. Najpierw na plaze najblizsza z hotelu, Flamengo Beach a potem wzdluz wybrzeza doszlismy az do Botafogo i tego polwyspu na ktorym jest gora Sugarloaf Mountain, zapomnialem jak ona sie nazywa po polsku. Mozna na nia wjechac kolejka skad podobno jest zajebista panorama na miasto. Zrobilismy sie glodni od tego chodzenia i zaczelismy szukac czegos do zjedzenia. Niestety okolica nie byla najtansza i we wszystkich restauracjach jedzenie bylo zbyt drogie. Na szczescie kawalek dalej znalezlismy restauracje, gdzie jest bufet na wage. Zjedlismy sobie obiad za ok 12 reali i zaczelismy wracac do hotelu. Niestety wiatr ktory wial juz jakis czas przyniosl deszczowe chmury i zaczelo padac. My w samych koszulkach i krotkich spodniach a Rafal jeszcze ze swoim przeziebieniem. Naszczescie, cala ta droga wzdluz wybrzeza obsadzona jest gesto wielkimi drzewami, wiec sluzyly one jak parasolki J Wcale az tak bardzo nie zmoklismy. Kiedy doszlismy do hotelu odpoczelismy troche i wieczorem wyszlismy po jakies zakupy na kolacje.
Zjedlismy kolacje i poszlismy spac.
Ok. 1 po poludniu dojechalismy do Rio. Znalezlismy sobie jakis hotel w przewodniku i pokazalismy taksowkarzowi zeby nas tam zabral. Taksowka miala z gory ustalona cene. Do tego miejsca, gdzie my chcielismy jechac kosztowala 25 reali, niezbyt tanio, ale nie mielismy wyboru bo nie znalismy miasta i transport miejski nie wchodzil w gre.
Kiedy dojechalismy do tego hotelu z przewodnika, okazalo sie ,ze praktycznie obok niego jest inny hotel, wiec postanowilismy sprawdzic ceny najpierw w tym hotelu majac nadzieje ze cena bedzie nizsza. No i byla. Po 30 reali za osobe. Nienajgorzej jak na Rio. Zostawilismy bagaze w pokoju i zeszlismy do recepcji zeby wypelnic standardowy formularz przy check-in. W recepcji byly 3 kobitki i najpierw zaczely przymierzac moje okulary przeciwsloneczne, a potem patrzyly w moje oczy i pytaly czy sa naturalne...jedna nawet zaczela mnie glaskac po wlosach na reku! Czulem sie jak jakas malpa w zoo ;)
Po wypelnieniu formalnosci poszlismy sobie na miasto. Najpierw na plaze najblizsza z hotelu, Flamengo Beach a potem wzdluz wybrzeza doszlismy az do Botafogo i tego polwyspu na ktorym jest gora Sugarloaf Mountain, zapomnialem jak ona sie nazywa po polsku. Mozna na nia wjechac kolejka skad podobno jest zajebista panorama na miasto. Zrobilismy sie glodni od tego chodzenia i zaczelismy szukac czegos do zjedzenia. Niestety okolica nie byla najtansza i we wszystkich restauracjach jedzenie bylo zbyt drogie. Na szczescie kawalek dalej znalezlismy restauracje, gdzie jest bufet na wage. Zjedlismy sobie obiad za ok 12 reali i zaczelismy wracac do hotelu. Niestety wiatr ktory wial juz jakis czas przyniosl deszczowe chmury i zaczelo padac. My w samych koszulkach i krotkich spodniach a Rafal jeszcze ze swoim przeziebieniem. Naszczescie, cala ta droga wzdluz wybrzeza obsadzona jest gesto wielkimi drzewami, wiec sluzyly one jak parasolki J Wcale az tak bardzo nie zmoklismy. Kiedy doszlismy do hotelu odpoczelismy troche i wieczorem wyszlismy po jakies zakupy na kolacje.
Zjedlismy kolacje i poszlismy spac.


