Windy, windy, windy!

Trip Start Jul 27, 2009
1
14
35
Trip End Ongoing


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow
Where I stayed
31 Ngaio Road, Kelburn, Wellington

Flag of New Zealand  , Wellington,
Sunday, September 27, 2009

Greetings & Pozdrowienia (jak zwykle przewin na dol, zeby przeczytac w ojczystym jezyku)

Not much to report.  Yesterday we took a trip to Mount Victoria (very close by) where there are great paramount views around the whole city.  We then drove East around the coast from Oriental Bay checking out all the places along the way to as far as you can drive by the coast - Ophiro Bay.  There are some lovely places along the coast.  Lots of cyclists & you can see why - it's a good route to cycle & good training with the windy roads and wind.  We passed Breaker Bay, which is where Charlie & Helen (Bobs son & daughter in law) stayed fairly recently.  We could definitely see why they loved it - fantastic natural views right along the coast.  We stopped for a picnic just a bit further than Breaker Bay, then couldn't resist an ice cream stop at Lyall Bay.  The wind was strong (as usual) and we felt complete wimps when kids come out in swimming suits & start playing and paddling. I think the kids around here grow up tougher with the wind.  Half the time, loads of youngsters & youths just walk about in bare foot- even around the city & in the supermarkets. It's a bit like the Northerners or Scottish in the UK calling the wimpish southerners (like me) "Southern Softies!"

Leszek has an appointment Tuesday, organising volunteering & then we're planning a road trip before the hard work starts.  We think Rotorua, Lake Taupo & possibly the Coramandel...  Getting to know the North Island quite well now, which is great. :)

Hope everyone is ok.  Miss you all.

Kirsty & Leszek.xx

Pozdrowienia z Antypodow!

Jest to juz drugi post od ostatniego razu, wiec kto sie czuje na silach z angielskim lub chcialby obejrzec wiecej zdjec mozna przejrzec ostatni post - "Jobs Finally" (Kirsty produkuje je zbyt szybko, a ja nie nadazam tlumaczyc).

Od ostatniego razu zmienilo sie w sumie sporo. Od mniej istotnych spraw zaczynajac - zwiedzilismy wreszcie museum Te Papa (Museum Nowej Zelandii) - tyle ze jest ono tak duze ze na razie dalismy rade tylko dwa pietra... Jest to nowoczesne museum, bardzo interaktywne i ciekawe - wlacznie z symulatorem trzesienia ziemi w rekonstrukcji typowego kiwuskiego drewnianego domku. Jest tu - podobnie jak w centrum Wellington - tablica pamieci o polskich dzieciach z rodzin katynskich, ktore osiedlily sie w Nowej Zelandii po II wojnie swiatowej - najwyrazniej jest to powszechna historia podkreslajaca przyjazn i goscinnosc nowozelandczykow - szkoda ze w Polsce w ogole nie znana.

Z wazniejszych wiadomosci - Kirsty wreszcie znalazla prace - bedzie niania dla 2 rozwydrzonych chlopakow- praca 4 dni w tygodniu ale po 10 godzin i z dobra placa takze powinno troche ulzyc w juz nadszarpnietym budzecie.

Inna dobra wiadomosc niespodziewanie przychodzi z ulicy Wiejskiej, gdzie poslowie przeglosowali wize Zwiedzaj i Pracuj, ktora jak dobrze pojdzie wejdzie w zycie na poczatku lub w polowie listopada (Senat i Prezydent musza zatwierdzic), wiec tez wreszcie bede mogl sie starac zdobyc jakis grosz praca wlasnych rak lub nog lub glowy (daj Boze). Poki co, zeby sie nie zanudzic zbytnio ide na rozmowe w sprawie wolontariatu - wiec moze jakies ciekawe zajecie znajdzie sie i dla mnie... Aha - i przedluzylem wize turystyczna wiec jakby co moge tu zostac legalnie (ale bez mozliwosci pracy) do kwietnia...

W czasie wolnym (a mamy go teraz sporo) ogladamy czasem DVD (zapisalismy sie do wypozyczalni) i goscimy niewielu znajomych jakich tu mamy. Kirsty zapisala sie do Klubu Biegacza i razem tez chodzimy grac w tenisa i na basen - wreszcie naucze sie poprawnie plywac - przynajmniej tak mi Kirsty obiecuje za pomoc w nauce polskiego :)

Oprocz tego jezdzimy na wycieczki w okolice (patrz zdjecia), m.in do sanktuarium ptakow nielotow i innych rzadkich gatunkow - jedyne miejsce na glownej wyspie gdzie mozna spotkac ptaka kiwi (ale tylko w nocy). Park ten jest szczelnie ogrodzony dwoma metalowymi plotami, zeby odgrodzic ptaki nieloty od wszelkich drapieznikow jakie moga im zagrozic (wlacznie ze szczurami itp.).

tu o nielotach (za Wikipedia)
"Najbardziej znane nieloty to pingwiny, strusie, nandu, kazuary, kiwi i emu. Najwięcej gatunków nielotów występuje w Nowej Zelandii (uwzględniając kilka gatunków pingwinów). Przed pojawieniem się tam człowieka (około XI wieku
naszej ery), na wyspie nie było żadnych większych drapieżników
lądowych. Wiele gatunków ptaków bez presji drapieżników nie
potrzebowało zdolności do lotu i utraciło ją w wyniku ewolucji. W ten
sposób wyodrębniły się takie gatunki jak dront dodo, kiwi, kakapo, takahe czy wymarły w czasach historycznych moa."

Dlatego tez nieloty w tej chwili w NZ zyja tylko na okolicznych wysepkach nie zamieszkanych przez czlowieka lub w sanktuariach takich jak w Wellington.

Wracajac do naszych planow, przed rozpoczeciem pracy chcemy jeszcze zwiedzic polnocna wyspe, wiec moze zorganizujemy dluzszy (okolo tygodnia) wypad do Rotoruy lub spowrotem do Auckland spotkac sie ze znajomymi itp. Jak wyjdzie zobaczymy - do Wellington tez nie planowalismy a tu skonczylismy :)

ok to chyba na tyle z tego przygodowo-edukacyjnego watku naszego blogu :)

Pozdrowienia dla wszystkich i do nastepnego razu!

papa
Leszek i Kirsty
Slideshow Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: