Ege Szege

Trip Start Nov 03, 2010
1
18
57
Trip End Ongoing


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow
Where I stayed
Aniko's Home (CS Host)

Flag of Hungary  , Békés,
Friday, December 17, 2010

"All I ever wanted was a single thing worth fighting for."
Avatar

W wydostaniu sie z Suboticy pomogl mi moj host, ktory podwiozl mnie 30km az do granicy z Wegrami, tak, ze nastepenego stopa lapalrm podobnie jak w Kosowie - stojaca kilkanascie metrow od budki sprawdzajacej paszporty.

Zalozylem na glowe kupiona w Suboticy czape Mikolaja, strategicznie przekrzywilem pomponik i wygladajac tak slodko, ze dla cukrzykow stalbym sie smiertelnym zagrozeniem probowalem swojego szczescia. A dalo ono o sobie znac bardzo szybko w postaci dwoch kobiet, okolo czterdziestki, ktore podwiozly mnie do Szeged - duzego miasta lezaczego blisko granicy.

W Szeged troche pochodzilem, glownie dla rozruszania sie i pobudzenia krwi w zylach coby sie cieplej zrobilo. Odwiedzilem jakies centrym handlowe, kilka sklepow, ktore obecne sa takze w Polsce i w koncu stanelem na poboczu by juz po chwili zatrzymac wesolego kierowce o tym samym imieniu co moje i aktualnej destynacji w postaci "Miasta na H" lezacego na mojej trasie.

W "Miescie na H" (sami sobie popatrzcie na mape Wegier - pol godziny sobie nazwe powtarzalem w myslach ale jest ona zwyczajnie niezapamietywalna!) przyszlo poczekac znacznie dluzej ale poczesci z mojej wlasnej winy. Zamiast stanac sobie na przystanku autobusowym postanowilem sie rozgrzac przechadzka - wyszedlem z miasta i probowalem autostopu w roznych slabych miejscach z poboczami przysypanymi sniegiem i szybko jadacymi samochodami co skutecznie zanizalo szanse. W koncu po godzinie stania na mrozie wrocilem na przystanej i juz po 20 minutach bylem spowrotem w ruchu, tym razem bezposrednio do miasta mojego wegierskiego gospodarza, a wlasciwie gospodyni - Aniko. 

W miedzyczasie przyda sie wam mala dygresja. Zanim zaczalem ta podroz jedna z moich obaw byl brak celu. No dobrze - spakuje sie, stane na drodze z uniesionym kciukiem, zlapie stopa i co dalej? Gdzie jechac? Gdzie sie zatrzymac? Jak sie okazalo, zawsze jest jakis cel, gdzie sie chce dojtrzec. Mam cel glowny i jest nim Hiszpania, tam (mimo kryzysu) znalezienie pracy, ktora umozliwi mi nauke jezyka hiszpanskiego. Mam cel posredni - odwiedzimy domu w czasie swiat Bozego Narodzenia. Mam male cele w postaci miast, gdzie hosci z CS postanowili mnie ugoscic. Sa drobne cele jak znalezienie punktu na stopa, hotelu czy ugoru na namiot, kafejki internetowej. A czasem pojawiaja sie tez cele - niespodzianki, jak moj wypad do Medugorie, ktory zostal zainspirowany przez kierowce wiozoacego mnie do Mostaru. Ale celem najglowniejszym zawsze bylo, jest i bedzie napisanie swoim zyciem dobrej historii.

Z Aniko (23) spotkalismy sie, jak w reklamie - w McDonalds i to calkiem szybko, wiec nawet nie mialem okazji zostac na dluzej :). Dostalem przytulny pokoik po jej siostrze, ktora juz ma wlasna rodzine, poznalem rodzicow i brata, zjedlismy wspolnie kolacje, duzo rozmawialismy. Nastepnego dnia zostalem zabrany na zwiedzenie centrum miasta, a potem takze zaproszony na wizyte w zamku z XVI weku w miescie nieopodal. Mimo zimowego chlodu zostalem przyjety bardzo cieplo i dlatego stad chcialbym podziekowac nie tylko Aniko, ale i wszystkim moim dotychczasowym gospodarzom, za goscine i wsparcie jakiego mi udzielili. Wy wszyscy naprawde poteznie umocniliscie moja wiare w ludzi!

Sposob na kota:
-W Polsce wolamy: Kici, kici, kici!
-W Wielkiej Brytanii wolamy: Kitty, kitty, kitty!
-W Niemczech wolamy: Katze, katze, katze!
-W Turcji wolamy: Psst, psst, psst!
-Na Wegrzech wolamy: Tic, tic, tic!
A kot i tak nie przychodzi. :)  
 

ENGLISH VERSION
 
Leaving Serbia wasn't difficult at all – I got help from my Subotica’s host, he brought me straight to the border with Hungary. I crossed it, put my stuff 20m behind the customs office and launched my charm. :)


What is more – I was wearing St. Claus red cap that I bought in Subotica. The tassel was tacticaly curved to look even  more sweet, causing severe diabetes among people that were passing nearby.

The cute-trap has worked perfectly! Two ladies (around 40) stopped their car and brought me to Szeged, a city placed quite close to the border. As it was cold and snowy I allowed myself to walk a bit searching for the best spot, but mostly to warm up. Lately, it wasn’t too difficult to leave the city – just several minutes of waiting.

Some jolly driver took me to the H-town (just look at the map of Hungary, it’s like names of their cities were created for a single purpose of being as hard to remember as it’s possible – it took me 40mins! to learn this word repeating it in my mind all this time and when a car finally stopped I forgot it again while asking for a ride!). Here I’ve done the warm up walk once again, but as it appeared – unnecessarly – I walked to far form the last good spot, and then, after waiting for an hour in some bad one, I came back and got a ride in 20mins. Luckily - straight to my host’s town.

Meanwhile I have a small digression. Before this trip, even if I wanted to travel I was afraid of one thing – lack of goal. Ok., so I’ll pack my backpack, I’ll stay near the road, lift my thumb up, got a ride and then what? Where to go? When to stop? What to do? But, as I know now – it’s always something to head for. I have my main destination – Spain, to go there, stay for couple months, learn the language. There is a middle goal – visit my home for Christmass. There are smaller targets – reaching my today’s host. I have plenty of tiny, ordinary things to do – finding a good spot, a hotel/tent space, an internet cafe. And there are sometimes objectives-surprises like my trip to Medugorje (Hercegowina). But the most important destination of them all was, is and will always be - creation of a good story by living my life.

I met Aniko (23) in McDonalds (her father as well). I was brought to their house, given a small room (used previously by Aniko’s older sister), we had dinner and talked a lot. For the very next day I was invited for sightseeing – an old, medieval castle. Despite the winter freezing cold I was welcomed unbelieveably warm and due to that I would like to thank here Aniko, her father and all my previous hosts for their hospitality and support. All of you have strenghtened my faith in people kindness so very very much! Thank you guys and girls!!! 

Training a cat. Lesson one – Calling the cat.

Poland:  Kici, kici!
UK/USA: Kitty, kitty!
Germany: Katze, katze!
Turkey: Psst, psst, psst!
Hungary: Tic, tic, tic!

…and the cat ignores us anyway. :) 
 


Slideshow Report as Spam

Comments

Basia on

Kiedy wracasz ?

Add Comment

Use this image in your site

Copy and paste this html: