Freedom tastes mint

Trip Start Nov 03, 2010
1
11
57
Trip End Ongoing


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow
Where I stayed
Zikica's Home (CS host)

Flag of Macedonia  , Štip,
Wednesday, December 1, 2010

"Widzimy zycie dokladnie takim jakie jest.
Zycie jest dokladnie takie jakim je widzimy."
Ksiega Rad, Roz.3, 4:20:06

W Tesalonikach nie posiedzialem dlugo - troche dlatego, ze niespecjalnie mialem tu co robic, troche z powodu absencji Lukasza i Eli, dla spotkania z ktorymi zahaczylem wlasnie o to miasto, a troche tez bo na ambicji mi siadl fakt, ze Ela w pojedynke stopuje w Albanii miedzy Cyganami, a ja sie rozpieszczam :). Wyjazd zajal sporo - pierwszy stop przydarzyl sie dopiero po 15:00. To byl kolejny przelom - kierowca byla kobieta! I to sama jedna w aucie! Helena z Rumunii wygladala na jakies 40-pare lat i podwiozla mnie na odleglosc 13km od granicy, gdzie miala zjazd do swojego miasta.

Ponad godzine posiedzialem przy tej drodze, ale nie narzekalem - okolica byla tak urokliwa, ze z checia rozbilbym tam oboz na noc. (Nie)stety nadjechala macedonska ciezarowka i wywiozla mnie wprost na granice - tu wysiadlem, bo tiry byly skrupulatnie sprawdzane co przekladalo sie na kilometrowa kolejke i wiele godzin czekania.

Jako, ze juz zmierzchalo zajrzalem do przydroznego barku polaczonego ze stacja paliw, gdzie przy kilku herbatkach umilanych muzyka z lat 1995-2000 rozkoszowalem sie zachodem slonca. Po przestawieniu zegarka na czas macedonski (czyli taki jak w Polsce) pouczylem sie cyrylicy cwiczac na barowej karcie dan i bez pospiechu rozbilem namiot jakies 200m dalej, na polu, poza zasiegiem swiatel ulicznych.

Obudzony porannym chlodem szybko spakowalem sie i jeszcze przed wschodem slonca wystawilem kciuka. Nie szlo najlepiej i uznawszy, ze godzinka czy dwie marszu dobrze mi zrobia wyruszylem przed siebie. I tak caly dzien - troche jazdy, troche chodzenia, mala podwozka i znowu piechota. To byl calkiem niezly sposob na przemieszczanie sie w tym kraju - gory tu wygladaja naprawde malowniczo i porobilem sporo (jak na mnie) mniej lub bardziej udanie oddajacych klimat tego miejsca fotografii.

W koncu znalazlem sie 2km od celu - miasteczka Stip, gdzie czekal na mnie host z CS. Na taki krotki odcinek nie mialem ochoty lapac stopa, tym bardziej, ze wlasnie zmierzchalo wiec ruszylem z buta. Przez dluzszy czas otaczaly mnie pola z gorami w tle, az w koncu ujrzalem pierwsze swiatla miasta, tylko ze cos malo... Na miejscu okazalo sie, ze to zaledwie przedmiescia, a samo centrum Stipu jest za gora i trzeba przejsc jeszcze przez kilkusetmetrowa przelecz, zeby sie tam znalezc. No i faktycznie bylo. Otoczone gorami miasto z malym stumykiem plynacym przez jego srodek prezentowalo sie troche jak z bajki - z polskiej bajki, bo tu poraz pierwszy od kilku tygodni poczulem sie calkiem swojsko.

Zikica - moj Stipowy host odnalazl mnie dosc szybko i zaprowadzil do lokum, ktore przez najblizsze dwie noce mialem nazywac domem. Procz mnie mieszkal tam tez Ben z USA, ktory w Macedonii siedzi juz drugi miesiac i konskich rozmiarow wilczur - Busz. Troche posiedzialem w pobliskim barze razem z moim gospodarzem i Benem, troche pogadalismy, ale w koncu dalem zmeczeniu za wygrana i wrocilem do mieszkania. Zasypiajac myslalem czy za kilka dni w lokalnej prasie nie pojawi sie przypadkiem nekrolog polskiego turysty przygniecionego sufitem, bo to co nade mna wisialo z lekka przeczylo prawom fizyki. :)

Nastepnego dnia wybralem sie z gospodarzem do bani czyli macedonskiej lazni. Jak dla mnie cos calkiem nowego - wszyscy na waleta (oczywiscie osobne pomieszczenia w zaleznosci od plci), siedzielismy obok kamiennych zbiornikow do ktorych z kranikow lala sie ciepla i zimna woda (do wlasnej regulacji) - osobnym pojemnikiem nabieralo sie wody ze zbiornika i polewalo sie siebie. W miedzyczasie mozna bylo wejsc do basenu na srodku pomieszczenia, ktory byl dosc plytki (okolo 130cm glebokosci) wypelnionego bardzo goraca woda (napewno ponad 70st C, ciezko bylo sie przelamac zeby wejsc) w ktorym siedzialo sie kilka minut, a nastepnie wychodzilo sie i polewalo zimna woda. Jak dla mnie byl to doskonaly sposob na odpoczynek i relaks przed kontynuowaniem wedrowki nastepnego dnia.

Wyskoczylismy jeszcze raz do restauracyjnki, gdzie wydalem ostatnie denary (Macedonia w porownaniu do Grecji jest okrutnie tania, w porownaniu do Polski tylko lekko tansza) i pogadalem o roznicach jezykowych oraz kulturowych krajow balkanskich i Polski po czym wrocilem do mieszkania i zasnalem, od czasu do czasu niepewnie zerkajac na sufit nade mna.

Dalszy ciag relacji z Jugoslawi w nastepnej notce.


ENGLISH VERSION

I haven't spent too much time in Tessaloniki. A bit due to there wasn’t too much to do over there, and a bit because Ela and Lukas I was expecting to meet here were both absent. Too bad.

Departure took me a longer while – first car after 3PM (earlier I was travelling by a bus to the border of the city and then walking a bit), though not an usual car. This was driven by a woman! You ask – what special about that? For me that was kind of a brakthrough, a „level up!" thing – that was the first time I cought a car with a single woman driving! BTW. Her name was Helena, about 40, from Romania.

Over a hour – that long I was forced to wait on some road to catch another vehicle. But I didn’t mind it at all! It was so charming place I would gladly stay there for a night! I felt there the essence fo hitch-hiking adventure – a long, empty road, great landscape, wonderful weather. Awesome! (Un)Fortunately I was picked by some macedonian lorry and taken all the way to the border with Macedonia-FYROM.

Long, long, loooooong line of trucks and lorries before the border itself, but I haven’t had to wait – I simply marched straight to the passport office, shown my passport and went through. Then I’ve tried to hitch-hike for a while, but when the dusk came I hid in the bar nearby spending time on drinking tea and learning basics of the cyrylic alphabet. I’ve also camped somewhere nearby.  

Awaken by the morning cold, still in the gray darkness I’ve packed my stuff and pointed my finger (not THAT finger…) at the sky waiting for any upcoming cars. With no success after an hour, I thought it’ll be good to walk for a hour or two to warm up. And I went – a bit of walking, a bit in the cars, to sum this day up I have to say it was probably the best way to do some sightseeing here, in this hilly part of Macedonia where the views were really fantastic. Long story short – this place has IT.   

When the sun started to descend over the horizon I was about 2km from Stip, a small town where I had my CS host. Such a small distance – this would be a shame trying to catch a ride there so I went by foot. Most of the time I was surrounded by some fields and hills and when it got really dark I was finally able to see the first lights of Stip. But there were just a few of them… Something’s wrong? Is this town that much smaller than I’ve expected? Nope, none of those. The trick was based on a huge mountain that was standing on my way – to reach Stip I had to move throught the tunnel or a creek. And there it was – surrounded by the mountains, with a stream cutting it on two halves, presented itself like some fantasy kingdom from some fairytale. A really polish-like fairytale, cause here, after so many days in Turkey and Greece I felt like home. Sweeeet!



Zikica – my CS host found me pretty quickly and walked me into some old house that I was calling „home” for the two following days. I was sharing this place with Ben, an american guy who was couchsurfing there for, approximately, a month and a HUGE dog (german shepard hound) named Busz (pron. bush). We spent some time in the bar nearby, but soon I was defeated by fatigue and went to bed. Falling asleep I was thinking if, within the next few days, appears an article in the local newspaper: „celling kills polish tourist” cause the thing that was hanging above me was a bit in disagreement with the law of physics.


An attraction for the very next day was „bania” that stands for bathhouse, a typical thing in here. Everybody nude (offcourse different rooms for male and female), we were sitting next to 1 meter high stone containers where water was poured (cold or hot, you chose). There was also a cup to grab some of that water and wet one’s body. But the most impresive thing was a pool in the center of the room – about 130cm deep, filled with amazingly hot water, I felt at least 70C! It was extremely hard to convince yourself to get in there, but I finally did (except for submerging head – I was too afraid my eyes got boiled :) ). Anyhow harsh all this sounds – it was a great way to relax before continuing my travel.

That is all for today, see you in 2-3 days! 
Slideshow Report as Spam

Comments

Jaro on

Jakie plany dalej? Zmierzasz juz w strone Hiszpanii?

keeeper
keeeper on

Jade przez Balkany poki co, dotre do Austri to sie zastanowie co robic z nadchodzacymi swietami.

Basia on

Swieta z rodzina !!!

Basia on

Swieta koniecznie w domu z rodzina!!!

Ja on

Prosze o wiecej zdjec z Toba w tle.

Kuba on

A takiego wala! Nie bedzie mnie na zdjeciach na tym blogu, ot taki smaczek, zeby nie personalizowac bloga - niech kazdy kto to czyta choc przez chwile poczuje sie jakby to on byl glownym swiadkiem w centrum wydarzen. Dociekliwi i tak latwo znajda mnie i fotki na ktorych jestem na Couchsurfingu, a jak sie nie chce to ja nie bede ulatwial. :P

Add Comment

Use this image in your site

Copy and paste this html: