:)

Trip Start Dec 16, 2008
1
7
8
Trip End Jan 10, 2009


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow
Where I stayed
ABBA camping

Flag of Mauritania  , Dakhlet Nouadhibou,
Tuesday, December 23, 2008

Tego dnia wyruszyliśmy ze Spaniszami do Mauretanii. Przed odjazdem z Dakhli spotkaliśmy jeszcze Anglika – Howarda i Francuza Remiego, którzy do nas dołączyli. Droga była długa, wyjątkowo mecząca jednak nocą jesteśmy w wymarzonej Mauretanii. Zatrzymujemy się w ABBIE, cholernie drogim hoteliku o bardzo niskim standardzie. Ten kraj do tanich nie należy. Wieczorem spotkaliśmy dwóch Holendrów, zamieniliśmy kilka słów, a że było już późno zaprosili nas na śniadanie następnego dnia.


24.XII.2008 r.
Wigilia przyniosła wiele niespodzianek. Holendrzy przyjechali starą Tatą (z myślą o jej sprzedaży w Mali) i byli wyposażeni chyba we wszystko! Przygotowali śniadanie, a kiedy usłyszeli naszą historię autostopową zaproponowali nam wspólny wypad na koniec półwyspu, na którym leży Nawadibou, gdzie znajduje się rezerwat przyrody Cap Blanche. Widoki zapierające dech w piersiach, z oceanu co jakiś czas wynurzają się foki, woda krystalicznie czysta! aż ciągnęło żeby się wykąpać, ale Moussa – nasz mały przewodnik zaproponował, że pokieruje nas na camping przy plaży, który „isn't so far". Holendrzy byli zachwyceni pomysłem i zaproponowali żebyśmy pojechali z nimi. czemu nie? przecież spontaniczność jest hasłem przewodnim naszego wyjazdu:)  a poza tym mieliśmy dość obskurnego noclegu w ABBIE. droga prowadziła przez maleńkie wioski, pustynne stepy, a także bagnisty teren, gdzie swój przystanek znalazły flamingi. Po 2 godzinach dotarliśmy do „naszej” plaży, na którą spojrzeliśmy rozczarowani – smród zdechłych ryb unosił się w powietrzu, a piasek był pokryty glonami… wróciliśmy do ABBY, szkoda trochę było nam czasu, ale inaczej nie zobaczylibyśmy flamingów – nic nie dzieje się bez przyczyny:). W ABBIE Holendrzy zaproponowali, żebyśmy wzięli wspólny pokój, i tak wylądowaliśmy w czwórkę w 3-osobowym pokoju, za który zapłaciliśmy tyle co poprzedniej nocy za pokój 2-osobowy.

Wieczór wigilijny… wyciągnęłam opłatek, który spakowałam w Polsce. Podzieliliśmy się opłatkiem, życząc sobie, żeby ten wyjazd był tylko początkiem naszych wspólnych wypraw. Potem z Howardem oraz z Holendrami usiedliśmy do „wigilijnej” kolacji: smażonych jajek z pomidorami, naleśników z dżemem i nutellą. A na deser Holendrzy zaprosili nas do jedynej restauracji gdzie sprzedawali piwo, przegadaliśmy całą noc o podróżach marzeń. Czas na upragniony sen. Wesołych Świąt.
Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: