Autostopem przez Indie :)

Trip Start Jul 02, 2010
1
42
52
Trip End Sep 27, 2010


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of India  ,
Tuesday, September 7, 2010

Z May Flower odbieramy nasze pozostawione na czas gor rzeczy. Ponownie odwiedzamy Lamayuru - zamawiamy Palak Mushroom (grzyby ze szpinakiem w sosie curry pomidorowo cebulowym) oraz Aloo Matter (ziemniaki z groszkiem w sosie curry pomidorowo cebulowym). 
Z Leh chcemy wydostac sie autostopem, przynajmniej do Manali, skad jest juz publiczny transport. Po 14-ej stajemy na drodze. Dosc szybko lapiemy stopa, ale zaledwie do Karu oddalonego o 35 km. Brat kierowcy jest buddyjskim mnichem, opowiada nam o swoich podrozach misyjnych po Europie. Pyta takze o nasza wyprawe: jak podrozyjemy, jakie kraje odwiedzilysmy, pyta takze o budzet i nie wiedziec czemu chyba robi mu sie nas zal.W kazdym razie wrecza nam 200 rupii na porzadny obiad, jest nam niezrecznie, nie narzekamy na brak pieniedzy, no przynajmniej nie brakuje nam na jedzenie. Jednak mnich naciska, przyjmujemy pieniadze i dziekujemy. Dojezdzamy do Karu, mnich mowi, ze jesli tutaj utkniemy to jego brat bedzie jechal do Mahe za 2 godziny, wiec nas zabierze. Czekamy w sloncu na stopa. Podchodzi do nas zolnierz, prosi o wspolne foty. Jest dosc natarczywy, naciska zebysmy poszly do niego do domu, na szczescie lapiemy stopa jak sie okazuje nie tylko do Manali, ale az do Chandigarh. 
Kierowca Parmashwari i jego kolega nie mowia po angielsku, wiec my probujemy swoich sil w hindi i uczymy sie pojedynczych slow. I tak troche po angielsku, troche w hindi, troche na migi udaje sie z kierowcami porozumiec.
Zlapalysmy tego stopa ok 16-ej i jedziemy do okolo 1-ej w nocy kiedy to jednego z kierowcow dopada AMS i musi polozyc sie spac. My mamy do dyspozycji kabine, panowie spia na pace.


08.09.2010 r.

Po 6-ej ruszamy w dalsza droge, do Manali mamy jeszcze ok 320 km tyle, ze gorskimi serpentynami po watpliwej jakosci drogach. 
Widoki juz nie tak cudowne jak w drodze do Leh - ze wzgledu na pogode. Czas w samochodzie mija powoli, sluchamy hinduskiej muzyki, opowiadamy o podrozy a kierowcy o swojej pracy i rodzinie. Ostatnie 100 km do Manali pokonujemy juz do zmierzchu, zajmuje to ponad 6h, na tym odcinku jakosc drogi byla najgorsza. Okolo 2 w nocy zatrzymujemy sie na nocleg 2km przed Manali. 


09.09.2010 r.

Rano kierowcy mowia nam, ze do Chandigarh pojada dopiero jutro, poniewaz chca zaladowac na pake jablka, jednak zniecheca ich cena - na szczescie dla nas, bo jedziemy dzisiaj razem do Chandigarhu. Z Manali jest jeszcze 290 km, ale drogi sa znacznie lepsze, rozwijamy predkosc nawet do 80 km/h ;-) Na trasie pelno malp siedzacych na poboczach. Gdy podchodze zrobic zdjecia - uciekaja, jak sie okazuje ludzie je przepedzaja, bo wyrzadzaja szkody.
Po kilku godzinach jazdy nareszcie jemy obiad, jestesmy zaskoczone jak rzadko panowie jedza. Rano zjedlismy tylko po 2 samosy.
Wieczorem dojezdzamy na przedmiescia Chandigarhu, gdzie sie zatrzymujemy. Sciagamy plecaki z paki - kurz i deszcz i ponownie kurz spowodowaly, ze sa pokryte warstwa blota.
Parmashwari zatrzymuje autoriksze - wyjasnia, ze tiry nie moga wjezdzac do centrum miasta. Chandigarh jest ogromny, ponad milion mieszkancow, miasto podzielone jest na kilkadziesiat sektorow. Po okolo 0,5h jazdy autoriksza docieramy na dworzec. Pociag do Delhi mamy za 3h. Super. Parmashwari kupuje nam bilety, nie daje  sie przekonac, zebysmy mogly za nie zaplacic. Podaje nam swoj numer telefonu z prosba zebysmy napisaly jak tylko dotrzemy.
Znajdujemy poczekalnie dla kobiet, razem z lazienka! Bierzemy tu prysznic, tak oczekiwany po ponad 60h jazdy a takze probujemy doprowadzic do ladu nasze plecaki.
W pociagu mamy zarezerwowane sleepery. Zasypiam jak dziecko, ale Karolina czuwa. 
Slideshow Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: