Gorskie wedrowanie / Trekking

Trip Start Jul 02, 2010
1
10
52
Trip End Sep 27, 2010


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of Kyrgyzstan  , Ysyk-Köl,
Tuesday, July 13, 2010


Jemy sniadanie w jurcie, a do sniadania Kuban czestuje nas wodka. Pozniej z Monika mamy krotka konnna przejazdzke. I potem znowu w droge. Czeka nas calkiem dluga wedrowka...

Idziemy dolina, z nadzieja ze wynajmiemy w kolejnej jurcie konie, bo u Kubana bylo za drogo.

Przejscia przez gorskie potoki okazuja sie sporym wyzwaniem - prad jest dosc silny, a kamienie sliskie, woda siega powyzej kolan, a przy ostatniej przeprawie tego dnia przez rzeke podjezdza na koniu molody Kirgiz, ktory przewozi nasze plecaki, niestety jak sie okazuje po chwili nie jest to pomoc bezinteresowna... Placimy mu 50 somow. Pytamy go takze o wynajem koni, ceny ponownie okazuja sie nie dla nas.

Wedrujemy dalej. Do pokonania kolejna rzeka. Tomek z trudem przechodzi, Monika tez sie decyduje przejs tam gdzie Tomek i wpada prawie po pas. Ja z Karolinaidziemy w gore potoku, w koncu znajdujemy miejsce, gdzie udaje nam sie przejsc, prad mniejszy, a woda po kolana.

Jeszcze tylko kawalek drogi i rozbijamy namioty w dolinie przy strumyku. Jutro mamy nadzieje dojsc na przelecz, a droga wiedzie przez lodowiec.

Nastepnego dnia pogoda ponownie marudna, slonce za chmurami, a my wchodzimy coraz wyzej. Do przekroczenia kolejna rzeka, prad silny, pada deszcz. Tomek rzuca kamienia, pomagamy mu, jednak usypanie tamy w tak silnym pradzie okazuje sie syzyfowa praca... Trudno, zakladamy sandaly i przechodzimy. Monika ponownie zmoczyla cale spodnie, a Karolinie w trakcie przechodzenia odpial sie sandal w trakcie przekarczania rzeki, ale szczesliwie wszyscy znajdujemy sie po drugiej stronie.

Nareszcie docieramy do czola lodowca, na ok 3500 m npm. Nad nami momentalnie robi sie ciemno i zaczyna padac. usiadlysmy przy glazie, a plecaki polozylysmy przed soba. Tomek sam stoi i moknie. Po ok 15-20 min wiatr rozgania chmury i pojawia sie slonce - decydujemy sie isc dalej. Jednak przejscie przez lodowiec okazuje sie na tyle niebezpieczne, ze decydujemy zawrocic i przejsc przez lodowiec jutro z samego rana.

15.07.2010 r.
Pobudka o 5 rano, po 6 w droge. Karoline od wczoraj meczy choroba wysokosciowa, naszczescie to tylko bole glowy i nudnosci.

Przejscie przez lodowiec jest dosc dlugie, ale stosunkowo bezpieczne. Wszystko jest zmrozone, wiec bez problemu pokonujemy lodowiec i idziemy na przelecz. Tu dosc ostre podejscie ok 300 m i w koncu docieramy na Przelecz Ak-Suu - 4061 m npm. Robimy foty, wygrzewamy sie w sloncu i uzupelniamy zapasy energetyczne czekolada Shock zakupiona jeszcze w Chong-Kemin.
Teraz juz tylko droga w dol, do doliny wzdluz rzeki Chong-Ak-Suu.
Docieramy do rzeki, gotujemy chinole, bo totylko nam zostalo, mamy nadzieje, ze po drodze beda jurty i tam cos kupimy do jedzenia. I rzeczywiscie, popoludniem trafiamy na jurte, pytamy o chleb i smietane, dostajemy kawalek chleba i miske smietany co jemy od razu, niestety placimy dosc wysoka cene bo az 400 somow... do tego dostajemy jeszcze 1,5 litra kymysu. Dla nas to zadne pocieszenie, bo poza Tomkiem sfermentowane mleko klaczy nam niespecjalnie smakuje.

Juz po 18, jestesmy zmeczone. Nalegamy, zeby sie juz rozbic. Zatrzymujemy sie przy najblizszym strumyku.


____________________________________________________________________________


We were eating our breakfast in the jurt and Kuban offered us vodka to go with it. A bit later me and Monika went for a horse ride. After that we hit the road again. It’s quite a trek before us…
We walk through the valley, hoping that in the next jurt we’ll be able to rent horses, Kuban’s prices were too high.
Getting through mountain streams gets to be challenging – the current is strong, stones slippery, and water reaches above our knees . During our last ford young Kirghiz on horse offered to carry our backpacks, as it soon turned out, it wasn’t a disinterested offer… we paid 50 soms. We also asked about horse rental, again, prices were too much for us.

We hike further. Next river is ahead of us. Tomek barely made it through, Monika decided to cross in the same place, she ended in the water up to her waist. Me and Karolina hike further up the stream, we managed to find a spot with weaker current, water reaches our knees.
We walk only a bit further and we set the tent next to the stream. We hope to get to the pass tomorrow, the trail leads through a glacier.
Next day weather is lousy, sun hidden by the clouds and we ascend higher and higher. Next river to cross, string current and it rains. Tomek threw stones, we try to help him, unfortunately making a dam with current like that was an impossible task… Heck, we put our sandals on and start to cross it.
Monika again got wet up to her waist, Karolina’s sandal untied while crossing but we all safely made it though. 
Finally we reach foot of the glacier, about 3500 m a.s.l. In a second it gets dark and it starts to rain. We sat down by a boulder, backpacks in front of us. Tomek stood alone and was getting rained on. 
After 15-20 minutes wind chased the clouds away, sun showed up – we decided to hike further. The hike turned out to be dangerous enough for us to head back and start crossing the glacier tomorrow.

 
15.07.2010

 Wake up at 5a.m., moving out at 6 a.m. Karolina is experiencing altitude sickness – luckily it’s only headaches and nausea. 
Getting through the glacier was long but fairly safe. Everything was cover by solid ice, without problems we reached the pass. Here awaited for us a 300 m sharp ascend, finally we get to the Ak-Suu Pass (4061 m a.s.l.). We take pictures, bath in the sun, recharge our depleted energy with Shock chocolate bought in Chong-Kemin. Now it’s only way down, to the valley by the Ching-ak-Suu river.
We got to the river, cooked chinole, it’s all we had left, we’re hoping to find a jurt and buy something edible there. And we managed that, in the afternoon we stumbled upon a jurt. We asked for some bread and cream, we get it and we devour it on the spot, it was pricy, we paid 400soms, to go with it we got 1,5 liter of kymys. It’s not much of a consolation to us, other than Tomek none of us likes mare’s fermented milk.
It’s past 6 p.m., we’re tired and we insist to sent the camp. We settle for the closest stream. 
Slideshow Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: