Mafia na Rynku w Nysie.

Trip Start Unknown
1
29
41
Trip End Ongoing


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of Poland  , Southern Poland,
Saturday, April 13, 2013

13.04.2013 rok, sobota (nie żebym była przesądna). Gdy wychodziłam z domu powitały mnie chmury zwiastujące deszcz, więc wzięłam swój Błękitny Parasol i wyruszyłam w drogę na Dworzec. Było ciepło, nic nie siekało po twarzy, wargi nie zamarzały… Bardzo dobrze się zapowiadało.

    Dotarłam na Dworzec i spotkałam grupę. 7:15 to w miarę późna pora, większość z nas wyglądała na wyspanych. Weszliśmy do pociągu i zajęliśmy miejsca. Na dworcu w Brzegu, z powodu dużej ilości nowych twarzy, uformowaliśmy kwadratowy okrąg i pan przedstawił wszystkich po kolei. Wsiedliśmy do szynobusu, który dowiózł nas na miejsce – do Nysy.

     W Nysie pierwsze kroki skierowaliśmy w stronę Rynku przechodząc przed Bramę Grodkowską. Zauważyliśmy paradoks, że Stare Miasto jest pełne nowych bloków, a Nowe Miasto starszych budynków. To wina czasów wojennych, które wyniszczyły miasto, a w PRL-u odbudowano jedynie najważniejsze zabytki. W miejsce innych postawiono mieszkalne, pięknie komponujące się z krajobrazem bloki…

     Zwiedziliśmy Katedrę oraz obeszliśmy miasto. Słońce świeciło, co oznaczało że magia Parasoli działa – nigdy się nie przydają. Udaliśmy się również do Skarbca, w którym obejrzeliśmy imponujące skarby kościelne. Części z nich nie było w gablotach. Początkowo myśleliśmy, że coś się z nimi stało, ale okazało się że są obecnie w kościele i służą na mszach. Wpisaliśmy się do Księgi Gości i wyszliśmy na zewnątrz, gdzie bardzo zaskoczyło nas ciepło! Pierwszy raz od dawna nie padło z naszych ust „o matko, jak zimno", ale wręcz przeciwnie.

     Weszliśmy także na wieżę Ratusza, aby podziwiać widok miasta z góry, a także samych gór. Ponieważ słońce wciąż świeciło postanowiliśmy udać się nad zalew nyski. Szło się tam przez przepiękny park, ptaki śpiewały, a trawa była zielona. „Wiosno, wiosno, wiosno ach to ty!”. Do samego zalewu dochodziło się wzdłuż brzegu Nysy Kłodzkiej (przy której można być i w Nysie, i w Kłodzku! Także w Bardzie i wielu innych miejscach, ale ćśśś…). Po drodze chłopcy wymyślili dość interesującą zabawę, która towarzyszyła nam już do końca tego dnia. „Jak jest miasto Opole, to tereny wokół niego, to Opolszczyzna. To w takim razie Zakopane-…?”. Udało się wymyślić bardzo wiele zaskakujących rzeczowników, choć czasem mieliśmy problemy (kto, do diabła, wymyślił Murzasichle?).      Nad samym zalewem trochę wiało, ale widoki były warte zmarznięcia. Porobiliśmy pamiątkowe zdjęcia i udaliśmy się w dalszą drogę. Przez moment zaczęło kropić, więc otworzyliśmy parasole.      Do pizzerii doszliśmy zaskakująco wcześnie, ale znaleźliśmy przyjemne lokum na przedmieściach. Rozpoczęliśmy proces tłumaczenia nowym osobom naszej ulubionej gry, czyli Mafii i można powiedzieć, że wyszło nam całkiem nieźle.      Udaliśmy się ponownie na Rynek. Mieliśmy jeszcze sporo czasu więc postanowiliśmy zagrać w Mafię. Skończyliśmy emocjonującą rozgrywkę i musieliśmy opuścić Nysę udając się na Dworzec. Szynobusem jechało się bardzo przyjemnie, a czas upłynął nam na rozmowach, grze w karty lub czytaniu książek.      Pociąg z Opola (gdzie udało nam się rozpocząć kolejną partię Mafii) do Wrocławia okazał być się trochę przepełniony i bardzo, bardzo gorący. Nie marudząc powiem tylko, że przeżyliśmy, więc PKP należy się spory „plusik”.      Na Dworcu Głównym we Wrocławiu pożegnaliśmy się (kwadratowy okrąg) i rozeszliśmy w stronę domów. Wycieczkę, jak każdą zresztą, zaliczamy do bardzo udanych, bardzo wiosennych (no nareszcie!) i z niecierpliwością czekamy na kolejną. ;)
Slideshow Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: