Jested , zastawka i smażony ser

Trip Start Unknown
1
22
41
Trip End Ongoing


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of Czech Republic  , Liberecký Kraj,
Friday, December 28, 2012

Wsiedliśmy do pociągu, który miał zawieźć nas do Żytawy. Jechaliśmy dość krótko podziwiając coraz bardziej górskie krajobrazy. Kilkukrotnie przekraczaliśmy granicę polsko-niemiecką. Dawało się to zauważyć, ponieważ po wjeździe do Polski pociąg za każdym razem albo zwalniał, albo było słychać charakterystyczne „tu dum-tu dum" (za którym będąc na dłużej w Niemczech oczywiście bardzo tęskniliśmy!). Wzdłuż rzeki Nysy poruszaliśmy się jeszcze długo, wyglądając przez okno i szukając słupków granicznych.
W Żytawie, czekając na pociąg, obejrzeliśmy głównie perony dwóch dworców – normalnotorowego i wąskotorowego. Znów przypomniały nam się śmieszne sytuacje z poprzednich wycieczek, znów uświadomiliśmy sobie, ile razem przeżyliśmy. Cóż, to ostatnia wycieczka w 2012 roku, warto więc powspominać. Gdy nadjechał pociąg rzuciliśmy się na niego, gdyż nie mogliśmy doczekać się przekroczenia granicy z Czechami . Jechaliśmy kilkakrotnie zmieniając swoje państwowe położenie – najpierw Niemcy, potem Polska, w końcu jednak dotarliśmy do celu, do Czech.
W Libercu naszym pierwszym celem było dotarcie na Jeszted mający 1012 m n.p.m. Jest to najwyższy szczyt Grzbietu Jesztedzkiego, pasma górskiego wchodzącego w skład Sudetów Zachodnich i w całości znajdującego się w Republice Czeskiej. Na szczycie, zbudowanym z odpornych na erozję skał metamorficznych, znajduje się charakterystyczny „szpikulec”. Górę widać z bardzo daleka. Wsiedliśmy więc do tramwaju, a następnie do wagonika kolejki linowej i robiąc po drodze mnóstwo zdjęć, dotarliśmy na szczyt. Tam również podziwiając widoki, robiliśmy głównie zdjęcia. W schronisku (no, dobra, hotelu***), część z nas postawiła na ciepło i wypiła pyszną czekoladę, a druga część na Czechy i wypiła Kofolę. Pewnym osobom bardzo brakowało tego smaku, a niektórzy przyjmowali we Wrocławiu zamówienia na ten napój … Szkoda, że na to nie wpadłam! Jako że widoczność tego dnia była idealna, spędziliśmy na szczycie całkiem sporo czasu, ponieważ nie mogliśmy się napatrzeć na pokryte śniegiem góry. Jak śpiewał zespół Stare Dobre Małżeństwo :
stąd do ziemi dalej niż do gwiazd, zachwytu swego nie wysłowisz. Rosną skrzydła u ramion
czas się w wieczność przemienia
góry i wolność dokoła
chyba dostąpimy tu wniebowstąpienia”
Gdy zjechaliśmy z góry postanowiliśmy zwiedzić miasto, w tym celu wsiedliśmy do tramwaju na pętli Górny Hanychów i zaczęliśmy podróż w dół, ku Kotlinie Libereckiej. Tramwajem dotarliśmy aż pod Zamek. Warto dodać, że w Libercu tramwaje, należą do najstarszych w Republice, kursują pomiędzy dwoma miastami – Libercem i Jabłońcem nad Nysą, mają podwójny rozstaw szyn (1000 i 1435 mm) i dodatkowo pokonują bardzo duże różnice wysokości. Obejrzeliśmy Zamek ze wszystkich stron, jednak nie udało nam się znaleźć wejścia, to znaczy było jedno, ale na wysokości pierwszego piętra. Pełni zdziwienia nad warownością tego obiektu, udaliśmy się na rynek, a właściwie plac Edwarda Benesza, drugiego Prezydenta Republiki Czechosłowackiej. Po wysłuchaniu krótkiego wykładu o roli tego człowieka dla czechosłowackiej państwowości zajęliśmy się oglądaniem najbardziej charakterystycznego budynku miasta. Był to oczywiście Ratusz, piękny neorenesansowy budynek, który rozpoczęto budować w 1888 roku.
  W końcu zgłodnieliśmy, więc przeszliśmy się uliczkami miasta mijając m.in. Operę i dotarliśmy do restauracji. Mężczyźni postanowili zjeść to, co najbardziej czeskie, czyli ser smażony. Do tego niezmiennie Kofola. My z Ewą uznałyśmy, że tradycji wycieczkowej musi stać się zadość, więc wybrałyśmy sobie pizzę.  
Po zjedzeniu postanowiliśmy zrobić szybki napad na supermarket, w celu zakupienia zapasów żywnościowych (właściwie to zwłaszcza napojowych). Musiała to być naprawdę szybka akcja, ponieważ do przyjazdu pociągu zostało nam bardzo niewiele czasu. W moim przypadku to była symboliczna jedna butelka Kofoli, czekolada Studentska (którą właśnie kończę ;( ) i oczywiście Lentilki! Pewien kolega przebił jednak wszystkich, ponieważ kupił 2 zgrzewki Kofoli, co dawało w sumie 16 litrów napoju!
Obładowani zapasami pobiegliśmy na tramwaj, a następnie na pociąg, który zawiózł nas z powrotem do Żytawy. Pociąg, którym jechaliśmy wyjechał z opóźnieniem … minutowym, no, ale jednak! Opuściliśmy więc czeską krainę. Słówko, które najbardziej przypadło mi do gustu to „zastawka” – przystanek. :D
Slideshow Report as Spam

Comments

ktos on

Ostatnio to znalazłam i stwierdziłam, że chciałabym Ci to powiedzieć "You are stronger than you realize. Wiser than you know. What was once your life is now your legend"

Add Comment

Use this image in your site

Copy and paste this html: