Bye Bye NT. Welcome to Western Australia.

Trip Start Oct 17, 2011
1
75
91
Trip End Feb 02, 2012


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of Australia  , Western Australia,
Tuesday, January 17, 2012


At last we've left Darwin. We were
supposed to spend here a few days but after all Renja has spent here
3 and a half week, me a little bit less. Planning today's trip
yesterday evening we found that the longest way to got from Darwin to
Sydney is via Perth, so we decided to take this one. Soon after we've left
we faced first problem – I noticed we are leaking oil. After
falling bike on a side I could see that original seal on filter lid
leaks, new one made of Renia's shoe did the job much better.
Then after we filled petrol in
Katherine, motor refused to start. It happened a few times before and
quick jumping from somebody’s car usually helped, this time I
decided to change battery, it's no worth to risk to be stuck in the
middle of nowhere for hours until somebody come. We bought one from
the same shop we had changed tire 5 years ago, they still remembered
us.

After Katherine we got on the road
we haven't been before. The real adventure of discovering new land
sparks again. A few hundered kilometres we were riding on plain surface crossing atmospheric fronts, sometimes through 45degrees heat zone and then, just a minute later through only 28 C rain. Late evening we crossed to Western Australia and then
stayed overnight in Kunururra. Nice place, still hot but less humid
and almost no insects, especially mosquitoes which were biting and
annoying us every night in Darwin. And additionally free internet on camp-site -
something very unusual comparing to one before.

WERSJA POLSKA

W końcu wyjechaliśmy z Darwin. Mieliśmy być tam jedynie kilka dni, a wyszło na to, że Renia siedziała w tym mieście trzy i pół tygodnia, ja nieco mniej. Planując wczoraj wieczorem trasę na dziś, zauważyliśmy, że najdłuższa droga z Darwin do Sydney wiedzie przez Perth, więc to ją wybraliśmy. Zaraz po tym, jak wyruszyliśmy, napotkaliśmy pierwszy problem - zauważyłem, że cieknie nam olej. Przewróciłem maszynę na bok i okazało się, że oryginalna uszczelka na filtrze przecieka. Na szczęście nowa, zrobiona z buta Reńki spisuje się już bez zarzutu. Następnie po zatankowaniu w mieście Katherine, maszyna nie chciała odpalić. Zdarzało mi się tak już kilkakrotnie i zazwyczaj pomagało podpięcie się po jakiś samochód. Tym razem jednak nie mam zamiaru ryzykować i postanowiłem kupić nowy akumulator - nie widzi mi się perspektywa utknięcia w jakimś zapomnianym przez Boga miejscu i czekania godzinami, aż zjawi się pomoc. Kupiliśmy więc akumulator w tym samym sklepie, w którym pięć lat temu wymienialiśmy opony - dalej nas tu pamiętają.

Po opuszczeniu Katherine wjechaliśmy po raz pierwszy na nową trasę. Znów ten smak przygody i odkrywania nieznanego. Przez kilkaset kilometrów jechaliśmy po prostej nawierzchni, przecinając fronty atmosferyczne - czasami jechaliśmy w 45 stopniach ciepła, by po minucie brnąć w deszczu przy 28 stopniach. Późnym wieczorem dojechaliśmy do granicy Zachodniej Australii i zatrzymaliśmy się na noc w Kunururra. Ładne miejsce, wciąż gorące, lecz już nie tak wilgotne i praktycznie bez insektów, a w szczególności komarów, które męczyły nas co noc w Darwin. A do tego jeszcze darmowy internet na polu namiotowym, czyli coś niesamowitego w porównaniu z poprzednim.

Slideshow Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: