Timor Leste Consulate in Kupang

Trip Start Oct 17, 2011
1
67
91
Trip End Feb 02, 2012


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of Indonesia  , East Nusa Tenggara,
Wednesday, December 28, 2011


Early morning I rode to Timor Leste
consulate. I had my application filled out and was prepared to talk
to some one, who understand my problem and help me to obtain
necessary letter quickly, so I can go to the border same day. I talk
to them over phone before Christmas and they said it's possible.
Instead I was not even allowed to get in, the girl at the external
counter, outside of the building, took my application and said: come
back after 3 days. I was trying to explain, I have a ship to catch
soon, have to be quick, but she didn't listen, no even expressed a
smallest will to help. Like a stupid robot, she said “3 days” again. I
wanted her to call someone, so I can talk and explain why I am in
such a rush, she didn't want to call anyone and was sending me off. I
wanted to make a telephone call or make appointment to any one who
can attend me, started to argue, but she called security to kick me
out. Stupid bitch.

I went to the town and found internet,
browse for some appropriate contact numbers and started to ring all
them one by one, but there was no answer or all they were switched
off. I called to Dili, by bloody expensive international rate, and
someone said, is nothing he can do, go to consulate and talk to them.
I went back and said I called and someone instructed me to meet
consul, same girl send me off again. I called them again, they said ,
nothing they can do, go consulate. Just a blind circle. After a few
another calls they switched telephones off. Band of ignorants, I
couldn't even explain what I want. Three contacts with the officials
in three different places shows me that this is the most problematic
country I have to cross, not the one before. I started hating it before I entered it.

I rode to the port to find some
alternative solution. There was no ships to Darwin again and some
seamen informed me they are not going to Australia any more. They can
only take my bike to Surabaya from where I can send it by plain. It takes 3
days by boat, and plain is probably very expensive.


I asked in tour agency if is any ferry
or passenger boat to Dili, but there is nothing. All connections are
closed.


I talked to lorry and bus drivers if
they can take my bike on, so I can I fly and take it on other side.
They could do, but asked about paper work they had no idea what it is.
I don't want to end up with illegally smuggled bike, with no
documents stamped so I can't send it out later to Australia.
Especially that there is no no direct flights, only with change in
Bali or Jakarta and terribly expensive. Bollocks.
I ran out of clues. Tomorrow I am going
to consulate again.

The positive thing of this shitty day
is that I met Fernando, traveller biker, like me, from Madrid. He has
the same problem and same bad fillings about East Timor. Like a two
prisoners we went to the bar on the sea harbour and spent rest of the
day exchanging experience and drinking beer.

WERSJA POLSKA

Wczesnym rankiem wybrałem się do konsulatu w Timor Leste. Przygotowałem zawczasu wszystkie podania, licząc, że uda mi się porozmawiać z kimś, kto zrozumie mój problem i pomoże mi zdobyć odpowiednie dokumenty możliwie jak najszybciej. W ten sposób mógłbym ruszyć do granicy tego samego dnia, a gdy przed Świętami dzwoniłem do konsulatu, powiedziano mi, że takie wyjście jest możliwe. Żeby jednak nie było za wesoło, w ogóle nie wpuszczono mnie do budynku. Dziewczyna siedząca w okienku na zewnątrz wzięła tylko moje podanie i powiedziała, żebym wrócił za trzy dni. Próbowałem wytłumaczyć jej, że za niedługo odpływa mój prom i muszę się spieszyć, ale wcale mnie nie słuchała, a na jej twarzy nie pojawiła się choćby najmniejsza chęć udzielenia pomocy. Powtarzała jedynie jak robot te swoje "trzy dni, trzy dni". Poprosiłem więc, żeby zadzwoniła do kogoś wyżej, bym mógł wyjaśnić, co mi się przydarzyło i dlaczego tak bardzo się spieszę, ale nawet tego nie chciała dla mnie zrobić i tylko mnie zbywała. Chciałem tylko wykonać głupi telefon lub umówić się z kimś, kto przynajmniej chciałby mnie wysłuchać, aż wreszcie zacząłem się z nią delikatnie kłócić. Ona z kolei bezceremonialnie zawołała ochronę, by mnie wykopali. Tępa pała.

Ruszyłem do miasta i znalazłem jakiś internet. Poszukałem w sieci numerów do urzędasów, którzy mogliby mi pomóc, i zacząłem dzwonić do nich jeden po drugim. Niestety, albo nikt nie odbierał, albo miał wyłączoną komórkę. Zadzwoniłem więc do Dili (korzystając z cholernie drogiej, międzynarodowej taryfy), ale powiedziano mi, że nic nie mogą zrobić oraz żebym udał się do tutejszego konsulatu i porozmawiał z nimi. Wróciłem więc pod ten nieszczęsny konsulat i oznajmiłem, że wykonałem odpowiedni telefon i powiedziano mi, żebym tu przyszedł i porozmawiał z konsulem, jednak ta sama dziewczyna w okienku odesłała mnie po raz kolejny. Jeszcze raz więc zadzwoniłem, ale gość ze słuchawki ponownie orzekł, że nie może nic zrobić i że mam iść do konsulatu. Błędne koło! Po kilku kolejnych telefonach gość w końcu wyłączył komórkę. Banda ignorantów, nawet nie dali mi się wytłumaczyć. Trzy kontakty z urzędasami w trzech różnych miejscach uświadomiły mi, że jest to najbardziej problematyczny kraj, w jakim miałem wątpliwą przyjemność przebywać. Znienawidziłem go, jeszcze zanim w ogóle do niego wjechałem.

Pojechałem do portu znaleźć jakieś inne rozwiązanie. Nie znalazłem żadnych promów do Darwin, a spotkani marynarze oznajmili mi, że nie pływają już więcej do Australii. Mogą co najwyżej zabrać mój motocykl do Surabaji, skąd będę mógł wysłać go dalej samolotem. Prom z moją maszyną płynąłby trzy dni, a samolot prawdopodobnie sporo kosztuje.

Spytałem w biurze podróży o jakieś promy towarowe, lub nawet pasażerskie, płynące na Dili, ale niczego takiego nie było. Wszystkie połączenia są obecnie zamknięte.

Zagadałem do kilku kierowców ciężarówek i autokarów, pytając o możliwość przewiezienia mojego motocykla na drugi koniec wyspy, a ja poleciałbym tam samolotem i go odebrał. Odpowiedzieli, że jest taka opcja, ale zapytani o odpowiednie dokumenty, nie mieli pojęcia, o czym w ogóle gadam. Nie chcę, żeby wyszło tak, że posądzi się mnie o próbę nielegalnego przewiezienia maszyny bez dokumentów i uniemożliwi mi się wysłanie go później do Australii, szczególnie że nie mam żadnych bezpośrednich lotów, a tylko z przesiadkami na Bali lub w Dżakarcie. Szlag, skończyły mi się pomysły. No nic, chyba jestem zmuszony stawić się znów jutro pod konsulatem.

Jedyną pozytywną rzeczą, jaka przytrafiła mi się tego gównianego dnia, było poznanie Fernando - motocyklisty-podróżnika jak ja, tyle że z Madrytu. Ma ten sam problem i tak samo złe zdanie o Timorze Wschodnim jak ja. Niczym dwaj więźniowie, ruszyliśmy do baru na przystani i spędziliśmy resztę dnia na piciu piwa i wymianie opowieści.

Slideshow Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: