Flying Day.

Trip Start Oct 17, 2011
1
66
91
Trip End Feb 02, 2012


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of Indonesia  , East Nusa Tenggara,
Tuesday, December 27, 2011


This Christmas was different than the
ones we used to have before. Firstly because of weather, although
when we arrived in Darwin they informed us they have cyclone alert
here, but it was still hot and nice and no such a thing happened. We
had some party time on the Eve night, some clubs opened, crowd on
the street, but next day we found town completely deserted, no shops,
no pubs, no people, just chill out. On Boxing Day, when I was
looking for ticket to Bali I found why - all possible flights were
fully booked for another week ahead. Even to Jakarta or anything else
in this area. They just don't spend Christmas home, but escaping
away.

After browsing and browsing I found
that the only way to go back to Kupang, except flights via Sydney,
Perth, Melbourne and Singapore, Bangkok or Hong Kong, is to fly via
Dili. Other connections within Indonesia were difficult and unclear
so I bought the one flight only, in blind, and will try to find
something when got there. After arriving in Dili I was hoping, that
entry visa which they gave me at the airport, will be valid for
multiple entries, but they kindly informed me that I am wrong. Right
after I bought it I lost it, because I found (bloody expensive)
flight to Bali and had to go out through immigration gates again.

I was also hoping that I can get
Indonesian visa when crossing by bus or ferry, as I was on the same
island already - wrong again, I have to fly to Bali or Jakarta to
obtain one at international airport there and then fly to wherever I
want. After a few days of relax I am coming back to stress and
problems - visas, senseless airport taxes, authorisation letter,
common delays, unclear organization and lack of information. Same
shit again.

On Bali, except big delay, I had to
spend 1.5 hour queuing for visa, make payments, pay taxes, security checks,
x-rays, personal checks, drag checks, I was free about 3 hours later
than I supposed to be. F....g Bali.

At domestic terminal I asked in every airline's ticket office for flights back to Timor, but all
the agents were confident - there is nothing today, I can only fly
tomorrow. Then, one guy, I called him later walking time table, came
and said – “not true, it's possible to be in Kupang today, two
flights, two airlines, one change and you are there”. I said “but
agents said...”. “they are morons, don't know their job, trust
me”. For fixed price he brought me two tickets for where I wanted
to go. I don't know what his commission was, price was not bad, at
least I didn't have to spent another night on Bali.

First flight was to Surabaya, on Java,
very modern airport, even better than Bali, the second to Kupang on Timor. The
distance between Darwin and Kupang is about 700km, but I had to do a
few thousands kilometres and 4 flights to get there. Silly organization. From
airport I took taxi to my hotel, the bike was still there. This stage
is done, tomorrow I am going to Timor Leste Consulate to have another
battle with  bureocracy.

WERSJA POLSKA

Te Święta różniły się od poprzednich. Po pierwsze z powodu pogody. Gdy dotarliśmy do Darwin, powiedziano nam, że istnieje zagrożenie cyklonem, lecz nic takiego się nie stało, a pogoda wciąż była dobra i ciepła. W wigilijną noc mieliśmy trochę zabawy, kilka klubów było otwartych, a na ulicach szalały tłumy. Jednak już następnego dnia zastaliśmy miasto kompletnie opuszczone, z zamkniętymi sklepami, pubami, bez przechodniów. W drugi dzień Świąt, gdy próbowałem kupić bilet na Bali, zrozumiałem dlaczego - wszystkie loty były już zarezerwowane na tydzień w przód, i to nawet do Dżakarty czy jakiegokolwiek innego miejsca w regionie. Miejscowi po prostu nie spędzają Świąt tutaj, lecz uciekają gdzieś dalej.

Po ostrym przeszukiwaniu neta odkryłem, że jedyną opcją na powrót do Kupang (poza lotami przez Sydney, Perth, Melbourne, Singapur, Bangkok lub Hongkong) jest lot przez Dili. Inne połączenia w Indonezji albo były raczej ciężkie, albo niepewne, więc kupiłem lot tylko w jedną stronę, na ślepo, a martwić się będę i szukać, gdy już trafię na miejsce. Po dotarciu do Dili miałem nadzieję, że wiza, którą dali mi na lotnisku, działa na kilka wejść, ale strażnicy uprzejmie poinformowali mnie jak bardzo sie myle. Tak zaraz po tym jak ją  kupiłem , zaraz ją straciłem, wylatujac do Bali.  Lot na Bali okazał się być cholernie drogi, jak wszystko co z tym zwiazane zreszta.

Miałem również nadzieję, że dostanę indonezyjską wizę, przemierzając kraj autokarem lub promem, ponieważ ciągle byłem na jednej wyspie - nic bardziej mylnego. Musiałem lecieć do Bali albo Dżakarty, by zdobyć wizę na tamtejszym lotnisku międzynarodowym, a dopiero wtedy mogłem lecieć, gdzie chcę. Po kilku dniach odpoczynku wracam do stresu i problemów - wizy, bezsensowne opłaty lotniskowe, pozwolenia, ciągłe opóźnienia, wszechobecna dezorganizacja i dezinformacja. Wlazłem znowu w to samo gówno.

Na Bali, poza sporym opóźnieniem, musiałem przez półtorej godziny stać w kolejce za wizą, bulić opłaty, podatki, przechodzić kontrole bezpieczeństwa, prześwietlenia, przeszukiwania, kolejne kontrole pod kątem prochów itp. itd. Wypuścili mnie trzy godziny później, niż miałem to w planie. Zasrane Bali!

W miejscowym terminalu pytałem w każdym jednym okienku o loty do Timoru, ale wszystkie Panie Krysie były zgodne i pewne - nie ma czegoś takiego na dzisiaj, jedyna opcja to jutro. Lecz nagle pewien gość, którego nazwałem później chodzącym rozkładem lotów, podszedł i oznajmił mi "niech pan ich nie słucha, da radę dolecieć dziś do Kupang - dwa loty, dwaj przewoźnicy, jedna przesiadka i jesteś na miejscu. Ta banda to idioci, nie znają się na swojej robocie, uwierz mi". Za odpowiednią cenę przyniósł mi dwa bilety tam, gdzie chciałem lecieć. Nie wiem, jaki miał z tego zysk, bo jego cena była całkiem rozsądna, a ja przynajmniej nie musiałem kwitnąć kolejnej nocy na Bali.

Pierwszy lot był do Surabaji na Jawie (całkiem nowoczesne lotnisko, nawet lepsze niż na Bali), a drugi do Kupang na Timorze. Odległość między Darwin a Kupang to 700km, a mimo to musiałem zrobić kilka tysięcy kilosów i odbyć cztery loty, żeby się tam dostać. Tragikomiczna organizacja. Na lotnisku zamówiłem taksówkę do mojego hotelu - motocykl wciąż tam był. Ten etap mam już za sobą, jutro jadę do konsulatu Timor Leste, by odbyć kolejną bitwę z rozszalałą biurokracją.
Slideshow Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: