Waiting in the port in Kupang

Trip Start Oct 17, 2011
1
63
91
Trip End Feb 02, 2012


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of Indonesia  , East Nusa Tenggara,
Thursday, December 22, 2011


Later yesterday I had a message that
ship has left Ende and they will be in Kupang 5AM for sure. I was
sure they won't, but just to be safe I got up early and took taxi to
the port. In case they arrive on time I could still get to Dili
same day and check situation with shipping my bike to OZ.

Of course I
couldn't find the ship in the port so I sat by the first dock and
start looking for it.I was looking, waiting, looking,
waiting, the port habitants are coming and talking, I am waiting,
it's raining, I am looking for ship, raining again, waiting, talking,
looking, raining, waiting and then I could see the small shape of
ship on horizon. At last, when they arrived to the port there was
1PM. I was thinking, O.K. But I try to get there anyway, even by
night, but that was not ended yet. For another hour they were trying
to dock in the mess of various small and bigger vessels, then another
hour Capitan was sorting permission and papers, then security check,
then police, papers again, waiting. When finally my bike touched the
ground it was 4PM. Small delay indeed.
The half of the port crew was helping
me to unload Katie. To tied it to the crate took me half hour, to
untie, dozens of hands did it before I put my tank bag on.

At last free I waved good bye and hit
the road immediately. Island is more crowded than the last ones I
passed, I had to go through heavy traffic, then the mountains, many
curves, many rivers, many villages, trucks. When I arrived at the
border it was after 10PM, far too late, crossing was closed. I found
hotel in nearby town, so tomorrow early morning will cross to East
Timor and start checking what options I have to get to Australia.

WERSJA POLSKA

Wczoraj wieczorem dostałem wiadomość, że statek wypłynął już z Ende i na bank będzie w Kupang o piątej rano. Byłem pewien, że nie dotrą na czas, lecz i tak wolałem wziąć rano taksówkę do portu, tak na wszelki wypadek. Gdyby jakimś cudem zdążyli, mógłbym jeszcze dziś dojechac do Dili i sprawdzić opcje na załadunek mojej maszyny.

Oczywiście nie mogłem znaleźć mojego statku w porcie, więc przysiadłem w dokach i zacząłem się za nim rozglądać. Tak więc rozglądałem się, czekałem, rozglądałem, czekałem, pojawili się i zagadywali goście z portu, ja dalej czekałem, rozpadało się, ja szukałem statku, znów się rozpadało, czekałem, pogadałem z ludźmi, szukałem statku, jeszcze raz się rozpadało, ja czekałem, aż nagle na horyzoncie pojawił się niewyraźny kształt. Wreszcie! Gdy wpłynął do portu, była już pierwsza po południu. Pomyślałem sobie "spoko, i tak spróbuję tam dojechać, choćbym miał cisnąć nocą, to jeszcze mam szansę". Przez godzinę próbowali przycumować między bajzlem złożonym z mniejszych i większych łodzi, a następnie przez kolejną kapitan wypełniał niezbędne papiery, odbył kontrolę bezpieczeństwa, policji, znów wypełniał papiery, czekał itp. Gdy w końcu mój motocykl dotknął lądu, na osi widniała szesnasta. Małe opóźnionko, nie ma co. Pół portu pomagało mi wyładować Katie. Przywiązanie jej do skrzyni zajęło mi wczoraj pół godziny, a dzisiaj setka rąk odwiązała ją, zanim jeszcze zdążyłem założyć bagaże.

W końcu wolny, pomachałem na pożegnanie i natychmiast uderzyłem w trasę. Ta wyspa jest bardziej zatłoczona niż poprzednia, musiałem pokonać ostre korki, następnie góry, wiele ostrych zakrętów, rzek, wsi, ciężarówek. Gdy dotarłem do granicy, była dziesiąta w nocy, czyli zdecydowanie za późno. Przejście graniczne było już zamknięte. W pobliskim mieście znalazłem hotel, więc jutro z samego rana wyruszę do Timoru Wschodniego i zacznę szukać jakichś możliwości na przewiezienie motocykla do Australii.
Slideshow Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: