Day of drops.

Trip Start Oct 17, 2011
1
44
91
Trip End Feb 02, 2012


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of Malaysia  , Wilayah Persekutuan,
Friday, December 2, 2011


This day was day of drops. After I took
a few pictures of Georgetown I hit the motorway to Kuala Lumpur,
stopping occasionally to take some nice photos of landscape. When
I was trying to take one pic of meself I've left camera with timer
set on on bike top  box, then it suddenly managed to fall and hit the
tarmac. Now only 20 percent of function works.
Second drop was the "Sydney" box drop.
It's happened when I was riding 85mph on the fastest lane of
motorway. I just heard some noise and sow in the mirror my aluminium
Touratec side box are doing gigantic jumps over a cars trying to
catch me again. I pulled over and run back to collect it. For a few
second I could only watch a ballet of cars trying not to hit it and
then one truck scored catching it between front axe and road surface.
He drove a 100 m like that before he had slowed down and pulled over too stop right in
front of my boots on the service lane. Then, he just reversed a bit
and rode off with no word living my property for me. Thanx mate,
but I wish I did it myself.

Third drop was a billion of drops. As
soon as I entered Kuala Lumpur it started raining and kept going for
another few hours, right enough to destroy my tour in there. After an
hours swimming in the water my water proofs stopped to be waterproofs,
my broken box was full of water too and now I am sitting in the room
drying everything what I have with me with the one small
air-conditioner. I am second day in Malaysia and have seen more rain
here than during the whole trip before. How can I enjoy this country? I am sure,
tomorrow I start day wet wear and if it rains again I look for ferry
to Sumatra from here.

Still no local beer. I bought the same
set as yesterday, but this time haven't droped Guiness.

WERSJA POLSKA

Dzisiejszy dzień był dniem spod znaku spadania. Po zrobieniu kilku zdjęć Georgetown uderzyłem na trasę, zatrzymując się tylko od czasu do czasu, by cyknąć kilka fotek lokalnych krajobrazów. Podczas jednej z takich sesyjek ustawiłem aparat wraz z wywoływaczem na najwyższym kufrze motocykla, aby samemu też być na zdjęciu, gdy nagle aparacik zsunął się i gruchnął na ziemię. Obecnie działa tylko 20% jego funkcji.
Drugi raz spadanie dało się we znaki poprzez upadek kufra "Sydney". Jechałem sobie spokojnie 140 klocków na godzinę po najszybszym pasie autostrady, gdy nagle usłyszałem jakieś niepokojącego dźwięki i dostrzegłem w lusterku, że mój aluminiowy kufer Touratec robi gigantyczne skoki po autostradzie, próbując dogonić mnie między samochodami. Zjechałem na pobocze i pobiegłem zgarnąć go z powrotem. Przez kilka sekund obserwowałem balet samochodów próbujących ominąć mój kuferek, gdy nagle jakaś ciężarówka zaliczyła piękne przyłożenie. Jechała jakieś sto metrów z moim bagażem między zderzakiem a nawierzchnią, nim kierowca zwolnił, podjechał wprost pod moje stopy, cofnął delikatnie i odjechał, nie mówiąc ani słowa i zostawiając kufer wprost przede mną. Dzięki, że się pofatygowałeś, stary, ale wolałbym przynieść go samemu.

Trzecie spadanie było nieco zagęszczone, bo objawiło się poprzez miliony spadających z nieba kropli. Gdy tylko wjechałem do Kuala Lumpur, zaczęło niemiłosiernie lać i stan ten utrzymał się przez kolejne kilka godzin, całkowicie rujnując mój pobyt w tym mieście. Po kilku godzinach pływania w deszczu pęknięty kufer napełnił się wodą, moje nieprzemakalne ciuchy okazały się nie być wcale takie nieprzemakalne, a na koniec wylądowałem w hotelu, susząc każdą rzecz, jaką ze sobą zabrałem, mając za pomocnika jedynie mały klimatyzator. Jestem w Malezji dopiero drugi dzień, a już widziałem więcej deszcze niż przez resztę wyprawy. I jak ten kraj ma mi się podobać? Jestem pewien, że jutrzejszy dzień zacznę w mokrych ciuchach, a jeśli nadal będzie padać, to zwijam się na prom na Sumatrę.

Ciągle nie mogę znaleźć lokalnego browaru. Kupiłem więc ten sam zestaw co wczoraj, jednak klątwa spadania chyba już minęła i butelka mojego Guinessa tym razem pozostała w jednym kawałku.
Slideshow Report as Spam

Comments

jtw000
jtw000 on

I can't leave you alone for a fucking second, can I? Day of drops? We manage 11000 miles without dying and then it all goes wrong the day after I leave you... you need a lucky pen. So do i, I still can't find mine. Having said that, i woke up to a tropical storm but thought I'd have a go and then it cleared up and stayed nice.

cimek
cimek on

I just thinking what kind of lucky thing should I have for rest of the trip. Happy bottle opener, happy toilet roll or happy gut gas reduser? What do you think?

DaCowboy on

Say, fella. Ya git into da city of KL during the rainy monsoon months of Nov./Dec. Sorry, ya ridin' da bike. Still ya can enjoy da city. Keep dry if ya can.

cimek
cimek on

Yeah. I knew, if crossing equator in so little time I will have to get in rain at some point. But honestly, even being prepared, it's still not fun. Maybe next time I stay longer. Cheers.

Add Comment

Use this image in your site

Copy and paste this html: