First accident.
Trip Start
Oct 17, 2011
1
31
91
Trip End
Feb 02, 2012
3AM was still foggy, even more than at
the evening, nonetheless we sticked to the plan. It was horrible
ride, the worst in the whole trip so far, dark, foggy, misty and
cold. We couldn't go faster than 40km/h. After few hours fog turn to
another, even bigger problem – the indigenous riders.
For the whole country small bike
drivers were doing mess riding crazy around us. It's like a national
sport here and they are heroes of this discipline. One, was so brave
and wanted to show off as much to impress others that tried to
overtake me very closely, just for millimetres. Unfortunately for
him, he touched my case box with his peg. When I felt something hit
me and pulling out of the road, in contreaction I turned my handle
bar other way firmly, to keep the balance and remain on the road.
I've just seen in the mirror he flipped over and hit the ground. We
pulled over to check if he is all right. There was two of them, with
no helmets and in shorts. It wasn't looking O.K. they were bleeding,
have scratches and serious injuries, one probably broken leg, but
they said they are fine. We helped them to stand up and take bike off
the road, but they didn't want to, they just said “no problem, no
problem, you go, you go”. If no problem for them, nothing to me
too, we drove away. Little idiots with no insurance and ability to
drive, next time they probably kill themselves or someone else. They
just deserved it.
My biggest worry today was to get to
the border before this people get to the road, but because of the bad
condition we had to face the traffic again. Surprisingly, this time,
Katie decided to go well and not do any problems. It's irritating,
all this computers, I just hate it. All the broken night and risking
life was for nothing, just the motorbike's joke. Another problem
fixed by itself.
On the border we had to face Indian
bureaucracy again. Papers, sheets, books stamps, stupid questions to
fill, they didn't even know what it is for. When Jack ask one of
them, who gave us another book to write profession and parents names
“what do you need it for, and why it's not for everyone but just
for us” he couldn't give an answer. They just doing it and don't
know why. Just to make life harder.
Nepalese side took us 10 minutes,
everything in one place with smile and nice chat.
Entering Nepal after India is such a
big relief. Road are drivable, significantly less people, less
animals, less shits, less dust....You can eat food and not have
sensation in the stomach, buy beer in any shop,. we really liked this
place. And we could feel the mountains ahead. The big mountains!
WERSJA POLSKA
Trzecia w nocy, a tu ciągle mgliście, nawet bardziej niż wczoraj wieczorem. Mimo to trzymaliśmy się planu. To była okropna jazda, prawdopodobnie najgorsza od naszego wyjazdu, ciemna, mglista i zimna, a do tego nie mogliśmy jechać szybciej niż 40km/h. Po kilku godzinach mgła zamieniła się w jeszcze większy problem - tutejszych kierowców.
Przez cały kraj mali motorkowcy jeździli wokół nas jak szurnięci. To chyba tutejszy sport narodowy, mają nawet lokalnych bohaterów w tej dyscyplinie. Jeden był na tyle odważny i męski, że postanowił popisać się przed resztą i wymijał nas dosłownie na milimetry. Miał jednak pecha, bo dotknął mojejego bocznego kufra. Gdy poczułem, że coś delikatnie mnie uderzyło i spycha do rowu, energicznie i odchyliłem kierownicę w drugą stronę, żeby utrzymać równowagę. Zdążyłem tylko zobaczyć w lusterku, jak motorkowiec fika koziołka i uderza w ziemię. Było ich w zasadzie dwóch, obaj w szortach i bez kasków. Sytuacja nie wyglądała za dobrze, obaj krwawili, cali byli podrapani, a dodatkowo jeden zdawał się mieć złamaną nogę. Stwierdzili jednak, że wszystko jest w porządku i że nie potrzebują pomocy. Pomogliśmy im wstać i pozbierać motorek z drogi, ale nie chcieli nic więcej i tylko ponaglali nas swoim "wszystko w porządku, wszystko w porządku, jedźcie już". Skoro dla nich wszystko jest w porządku, to dla nas tym bardziej, więc spokojnie odjechaliśmy. Mali debile bez ubezpieczenia, mózgu i umiejętności prowadzenia jakiegokolwiek pojazdu. Następnym razem pewnie zabiją siebie albo kogoś innego, na nic więcej ich nie stać.
Moim największym dzisiejszym zmartwieniem było dojechanie do granicy, nim ludzie wjadą na drogę, lecz niestety korków ominąć się nie udało. Co ciekawe, tym razem Katie stwierdziła, że nie będzie sprawiać problemów, więc wszystko było w porządku. Ta cała elektronika już mnie wkurza. Cała zarwana noc i ryzykowanie życia poszło na marne, motocykl po prostu sobie żartował. Kolejny problem załatwił się sam.
Na granicy znów musieliśmy zmierzyć się z hinduską biurokracją. Papiery, kartki, pieczątki, durne pytania do wypełnienia - oni sami nie wiedzą, na co im to potrzebne. Gdy Jack spytał jednego urzędasa po tym, jak dostaliśmy do wypełnienia książkę z pytaniami o zawód i imiona rodziców, "do czego tego potrzebujecie i dlaczego nie dajecie tych pytać wszystkim, lecz tylko nam?", nie potrafił odpowiedzieć. Oni robią to mechanicznie, nie znając celu. Tylko po to, by utrudnić życie.
Nepalczycy zabrali nam z kolei dziesięć minut - wszystko odbyło się z uśmiechem w jednym budynku przy miłej rozmowie.
Wjechanie do Nepalu po Indiach jest wielką ulgą. Drogi są zdatne do użytku, ludzi jest dużo mniej, mniej zwierząt, gówien, kurzu i pyłu. Możesz spokojnie wcinać tutejsze jedzenie, wiedząc, że nie spotkasz się z nim za kilka minut w toalecie, możesz także kupić piwo w każdym sklepie. Naprawdę nam się tu podoba. A do tego czujemy przed sobą góry. Wieeeeeelkie góry.



Comments
Hej. Muszę przyznać, że czytam Twoje posty z coraz bardziej zapartym tchem :)
Powodzenia w Nepalu.
Dzieki bardzo. Postaram sie nie zawiesc, napwewno cos wywiniemy.