Auckland (chyba juz po raz 7my)

Trip Start Apr 24, 2009
1
206
241
Trip End Jan 25, 2012


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of New Zealand  , North Island,
Monday, June 27, 2011

Rano zapakowalem sie do nakedbus i po nieprzespanej nocy wystarczylo mi raptem 5 min, zeby odplynac. Podczas jazdy budzilem sie kilkukrotnie, ale generalnie mozna powiedziec, ze cala podroz (prawie 12h) przespalem. Po dotarciu do Auckland pomaszerowalem do Lee - mojego hosta z CS, u ktorego bylem podczas mojego pierwszego pobytu w Auckland. Mialem nadzieje, ze chmura popiolu sie rozwieje do czasu mojego wylotu, ale niestety znowu szczescie mi nie dopisalo. Quantas (a w zasadzie LAN) odwolal lot, a kolejny najblizszy termin jaki mi wyznaczyli to 4.07. (czyli rowno tydzien czekania). Nie chcialem przeginac i siedziec tyle u hosta, zreszta Lee tez delikatnie mi dal do zrozumienia ze to troche za dlugo. Mialem kilka opcji np: hostel (najprostsze rozwiazanie, ale najdrozsze, a ze juz nie mialem dolkow australijskich i musialem placic za wszystko karta z bardzo zlym przelicznikiem to bolaloby podwojnie), poszukac innego hosta z CS oraz mialem jeszcze moje znajomosci maoryskie (Michelle z Kaitai ma w Auckland brata). Skorzystalem z tej ostatniej opcji i juz wieczorem nastepnego dnia mialem swoj pokoj u Carlos'a i Tanii. Zostalo mi do wylotu niecale 5 dni wiec mialem ambitny plan, ze wezme sie porzadnie za hiszpanski. Skonczylo sie na przerobieniu zaledwie jednej lekcji, bo za dnia odpoczywalem po wieczorze, a wieczory obfitowaly w rozne atrakcje, po ktorych z reguly rano bolala glowa i chcialo sie pic :D. Prawie cale dnie przebywalem u nich w domu, poza sobota, kiedy wyskoczylismy do pobliskiej winiarni na tour i degustacje win. 

Zeby nie siedziec tak na "krzywy ryj" postanowilem, ze chociaz sprobuje gotowac dla nich i tak: raz zrobilem cos a'la spaghetti ale w bardzo polskiej wersji (tluso i gesto), innym razem piersi z kurczaka w bulce tartej, jeszcze innym razem udka z kurczaka, a na koniec pobytu gwozdz programu czyli placki ziemniaczane po zbojnicku. Generalnie chyba im wszystko bardzo smakowalo, bo na koniec mowili, ze wcale nie beda zmartwieni jak mi znowu lot przeloza. No i ku#%a - wykrakali ;). Mialem leciec w poniedzialek o 18tej, a tu w niedziele w nocy na stronie quantas znajduje informacje, ze mam znowu przelozony lot - tym razem na 12.07. Zaczynalo mnie to powoli zalamywac, mialem juz wszystko ladnie nagrane w Limie - trojke hostow, u ktorych w sumie chcialem spedzic ok 2 tygodni (zeby "lyknac" troche jezyka zanim rusze zwiedzac kraj), no i po drugie nie bardzo wiedzialem co ze soba zrobic w Auckland, nie bylo szansy zebym tyle zostal u Carlosa, wiec pozostawal hostel :/. Mimo wszystko w poniedzialek udalem sie na lotnisko i "palac glupa" (bo w sumie zadnego info o zmienie lotu od linii lotniczych nie dostalem) zapytalem w okienku jak wyglada sprawa z moim lotem. Jak pani poinformowala mnie ze stoickim spokojem ze zostal przeniesiony na 12.07. to zrobilem jedna z moich najbardziej zmartwionych min i zaczalem ja wypytywac co sie stalo. Nie wiem czy to zasluga miny czy pani byla po prostu obowiazkowa, w kazdym badz razie zaczela kombinowac, jak mnie tu wczesniej dostarczyc do Limy. Znalazla polaczenie przez Papeete do Santiago i pozniej do Limy na 7.07.  Nie bylem pewien co to za panstwo przez ktore mam leciec (podejrzewalem, ze cos polinezyjskiego, ale nawet jak mi powiedziala, ze to Tahiti to dalej nie wiedzialem, z czym to jesc i czy musze cos kombinowac z wiza, zeby tam sie dostac), ale zapytalem, czy nie moglaby mnie tam wyslac wczesniej, zebym tam poczekal na lot do Santiago. Moja mina chyba dalej dzialala, bo pani najpierw sprawdzila, ze moge tam leciec bez wizy na 3 miesiace, a pozniej zarezerwowala mi lot na jutro (wtorek), tam po dwoch dniach samolot do Santiago, gdzie po 2h mam polaczenie do Limy (dzieki roznicy czasu dotre tam na 7.07.). Zaraz pospieszylem przekazac dobra ;) nowine Tanii i Carlosowi (chociaz juz wyczerpalem wszystkie moje kulinarne sztuczki, ale tego im nie mowilem :P) no i wyszlo na to, ze zgodnie z ich przepowiednia jeszcze jeden dzien bede z nimi. 

Kolo 15 Tania odebrala mnie z lotniska, po powrocie do domu Carlos wpadl na pomysl, ze dzis dla odmiany cos typowo NZ - czyli ... fish'n'chips :D. Musze przyznac, ze (prawdopodobnie) moje ostatnie f'n'c w NZ byly rownie pyszne jak te z Twizel (a moze nawet i lepsze) - tym razem byl to red snapper. Do tego Tania kupila torbe maoryskich chlebkow (w zasadzie to nasze paczki tylko w innym ksztalcie i bez nadzienia i tu sie je jako chleb, pomimo ze sa slodkie). No i jeszcze Carlos zaszalal i domowil kilka hot-dog'ow, ktore u nich wystepuja pod postacia grubego serdelka nadzianego na patyk od lodow i obsypanego panierka (taka jak ryba) i smazone w glebokim oleju. Musze powiedziec ze po takim obiedzie ledwo dalismy rade sie ruszyc z miejsca i wsiasc do samochodu. W drodze powrotnej wpadlismy na pomysl, zeby tak dobrze rozpoczetego wieczoru nie konczyc za wczesnie, wiec wypuscilismy sie jeszcze na Transformers 3 (w 3D - wow). Kolo 23-ciej powrocilismy do domu niezle zmeczeni (bardziej jedzeniem do granic mozliwosci niz ogladaniem filmu).

Na jutro znowu jestem umowiony z Tania ze przyjedzie po mnie kolo poludnia i zabierze mnie na lotnisko - kurde deja vu (chyba cos majstruja przy kodzie Matrix'a ;) ).



 









 




 



 
Slideshow Report as Spam

Comments

Olislawa-Olimila on

mario,podaj przepis na te placki,pls :-)

camer
camer on

Hej - wyslij mi adres email, bo ten przepis jest od Oli, wiec musze ja najpierw zapytac czy moge tak publikowac na forum. Ale na maila spoko moge wyslac :).

camer
camer on

Ooo f%&k - just saw a photo and realized I really missed that last ones fish´n´chips.

Add Comment

Use this image in your site

Copy and paste this html: