Splot szczesliwych okolicznosci

Trip Start Apr 24, 2009
1
111
241
Trip End Jan 25, 2012


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of Indonesia  , East Kalimantan,
Tuesday, May 11, 2010

Na dworcu dowiedzielismy sie, gdzie mniej wiecej jest przystan, zaczelismy rozpytywac o opcje dojazdu i pojawil sie taksowkarz. Najpierw zaproponowal nam jazde za kase, ale my jak zwykle wykrecilismy sie, ze taksowek nie uzywamy, wiec po chwili zaproponowal darmowa podwozke - chyba byl to juz taki mily wstep do Indonezji :). Statek mial byc o 10tej, wiec mielismy sporo czasu, jako ze do zalatwienia byla jeszcze poczta (kartki i znaczki) i bank (wybrac troche pieniedzy z bankomatu i zamienic na indonezyjskie rupie) zaczelismy sie wypytywac o te miejsca. I znowu - zaraz pojawil sie ochotnik, ktory mnie zaprowadzil pod same drzwi poczty (czy to juz Indonezja??). Reszte czasu spedzilismy w knajpce przegryzajac cos tam zeby sie czyms zajac ;) (Olka Soup Ayam with Chicken, ja Nasi Kampur - ryz z roznosciami: kurczak, watrobka, orzeszki na slodko-pikantnie, warzywa, paproc, ogorki i zupka). Pozniej kupilismy bilety na statek (60rm), poszlismy na przystan, gdzie jeszcze skasowali nas "exit fee", tam poczekalismy jeszcze troche, bo statek sie spoznial i po 2h "plywu" (znaczy jazdy statkiem ;) ) bylismy juz w indonezyjskiej miejscowosci Nunukan.
Zaraz po przybiciu rzuciala sie zgraja chlopcow do wyciagania bagazu, znow musialem grzecznie, acz stanowczo odmowic ;). Generalnie zapanowala jakas taka atmosfera pospiechu, ludzie pokrzykiwali "Tarakan, Tarakan", szybko opuszczali statek. My oczywiscie wyluzowani powiedzielismy sobie, ze wysiadamy na koncu, bo nie chcemy sie przepychac. Jak juz sie oproznilo to spokojnie sobie wyszlismy, najpierw skierowalismy sie do Pana z imigracyjnego, ktory przejrzal nam bagaze (troche sie zdziwil, ze mamy tak duzo lekow na brzuch, ale wytlumaczylismy ze to na zatrucia w Azji, bo mamy nie przyzywczajone zoladki :P), pozniej poszlismy rozpytac sie o mozliwosc dotarcia do naszego nastepnego celu podrozy.  
Generalnie nasz przebiegly plan zakladal, ze jeszcze dzisiaj poplyniemy kolejnym promem do miejscowosci Tarakan, skad odplywa duzo promow na wyspe Sulawesi, gdzie chcielismy sie nastepnie udac, a tam dotrzec do wysp Togean - podobno rajskiego zakatka, jeszcze nie skazonego za bardzo turystyka. No i wlasnie okazalo sie, ze to co krzyczeli goraczkowo tragarze, jak weszli na statek, to bylo ponaglenie, bo odplywal ostatni dzisiaj statek do Tarakan :D. Zapytalismy od razu w porcie w agencji Pelni, kiedy bedzie najblizszy statek na Sulawesi - odpowiedz: "za tydzien, o ile przyplynie". Poszlismy wiec szukac jakiegos taniego hotelu. Po drodze bardzo czesto pozdrawiali nas ludzie krzyczac "Hello Mister, Hello Miss" - nie wiedzielismy jeszcze wtedy, ze wszedzie w Indonezji bedzie sie z tym spotykali. W pewnym momencie zatrzymal nas mezczyzna, ktory chcial porozmawiac (turysta jest chyba niezbyt czestym widokiem w tym miesteczku - wiekszosc od razu przesiada sie na kolejny prom). Okazal sie byc lokalnym dziennikarzem, troche pogadalismy, zwierzylismy sie mu z naszych planow, po chwili dolaczyl drugi mezczyzna, ktory jak dowiedzial sie o co biega, zaproponowal, zeby moze skorzystac z samolotu (maja tu lotnisko!!), ktory moze byc niewiele drozszy od statku. Poszlismy wiec na lotnisko, tam wszystko juz bylo zamkniete, chlopak, ktory sprzatal, doradzil, zeby udac sie do jakiegos agenta, ktorych pelno w miasteczku po wiecej info. W drodze powrotnej zatrzymalismy sie na chwile, zeby odpoczac (jak zwykle Olka cos tam musiala poprawic: czapke, plecak, bluzke czy cus ;) ) akurat przy nowo budowanym budynku. Podszedl do nas jeden z pracownikow, cos probowal pogadac, ale nie bardzo znal angielski, zawolal swojego szefa-Filipinczyka, ktoremu tez wszystko wyluszczylismy, a on sie podjal podwiezienia nas i pomocy w znalezieniu taniego hotelu.  Po drodze wskazal tez kilka biur agentow, w ktorych mozna zapytac o bilety. Pozniej wynegocjowal nam bardzo tani pokoj (50 000 rupii indonezyjskich, bez prysznica :)- 10 000IDR = 1$). Poszlismy do biura, ktore nam wskazal, tam okazalo sie, ze loty sa jednak znaczaco drozsze niz prom, ale agent mimochodem wspomnial, ze jutro przyplywa mniejszy prom (firmy Thalia, nie Pelni), ktory potem plynie na Sulawesi do ParePare. Nam najbardziej pasowalaby miejscowosc Pantoloan, ale gdy sie nie ma co sie lubi... . Zapytalismy o cene biletow, powiedzielismy ze sie zastanowimy, podziekowalismy na pomoc i wyszlismy z zamiarem zatrudnienia naszego znajomego Filipinczyka do zakupienia nam taniej biletu. Wieczorem sie z nim ugadalismy, a rano juz mielismy bilety zalatwione z dodatkowa znizka na prom, ktory mial odpynac ok 21szej :).
Slideshow

Use this image in your site

Copy and paste this html: