Antalya i "Istambul deja vu"
Trip Start
Apr 24, 2009
1
20
241
Trip End
Jan 25, 2012
Where I stayed
U dobrych ludzi
Tego dnia mielismy dojechac do Antalya - kurortu nad (chyba juz) Morzem Srodziemnomorskim. Bylo troche kilometrow do pokonania (cos ok 200 km, wiec wzglednie wczesnie sie wybralismy. Po dojechaniu busem na dobra miejscowke zaczelismy polowanie na stopa. Po chwili zatrzymal sie mlody chlopak (Kursat), z ktorym dogadalem sie :P (ja tylko angielski, on tylko turecki), ze jedzie kilka kilometrow w nasza strone, co nam odpowiadalo. Zapakowalismy sie i Olka ze swoim dosc dobrym tureckim wziela go w obroty. Po kilku minutach rozmowy okazalo sie, ze Kursat postanowil zmienic plany i zawiezie nas do Antalyi, gdzie mieszka, a dzis mial jechac jeszcze w interesach do innego miasta, ale to odpuscil, zeby moc nas podrzucic na miejsce. Po jeszcze kilku minutach rozmowy z Olka zaproponowal nam, zebysmy dzisiejsza noc spedzili u niego. Rzucil cos takiego: mam duze mieszkanie, wiec nie bedzie problemu (ulubione powiedzenie Turkow - "problem yok"). Oczywiscie opieralismy sie, mowiac ze mamy jakies adresy kempingow i tam sie zadokujemy. Ustalilismy, ze sprawdzimy te miejsca i jesli nie beda ok to jedziemy do niego. Po drodze postawil nam jeszcze gozleme (bo bylismy jego "misafirami") - cos a'la nasze nalesniki tylko 2x wieksze, ktore oni tu przygotowuja z serem, badz miesem. Po dojechaniu na miejsce okazalo, ze kempingi sa pozamykane, wiec nie pozostalo nam nic innego jak pojechac do niego. Tam wyszlo na jaw, ze wynajmuje mieszkanie razem z dwoma wspollokatorami, do tego bylo jeszcze 2ch ich kumpli, takze bylo nas calkiem sporo nawet jak na spore mieszkanie. Plan dzialania szybko sie wyklarowal (bo bylo juz troche pozno), szybka kapiel w morzu, potem zakupy i potem to co tygrysy lubia najbardziej czyli imprezka :D. Chlopaki zrzucili sie na jedzenie (pierwszy raz jedlismy w ten sposob, ze cale danie bylo w jednej misce i wszyscy z niej jedli swoimi widelcami - jak kiedys u nas na wsiach), my z Olka zasponsorowalismy alkohol (auć - tutaj wodka jest mocno droga, ale mowi sie trudno :P). Imprezka byla calkiem udana, dosc powiedziec, ze chlopcy poznali gre z Istambulu "Ring of Fire", potem potanczyli (tutaj tancza tylko faceci), potem przyszla sasiadka, zeby troche byc ciszej, bo dziecko nie moze spac (ale o dziwo nie krzyczala jak to u nas bywa, tylko poprosila). Rano okazalo sie dodatkowo, ze 2ch z nich ma jakis super waazny egzamin, do ktorego powinni sie przygotowywac zamiast z nami imprezowac. Generalnie goscie okazali sie luzakami pokroju Akina i Mustafy z Istambulu. Ok 12tej ruszlyslimy w dalsza droge do miasta Konya.
Update: fotki i film
Update: fotki i film


