Przyladek Galipoli, Çanakkale

Trip Start Apr 24, 2009
1
15
241
Trip End Jan 25, 2012


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow
Where I stayed
Namiot

Flag of Turkey  , Turkish Aegean Coast,
Monday, May 18, 2009


Uff - w koncu udalo nam sie opuscic naszych istanbulskich hostow, chociaz mieslismy propozycje zostania jeszcze 2 dni. Nie dalismy sie jednak skusic ;), podziekowalismy, pozegnalismy sie, zarzucilismy plecaki na grzbiet i ruszylismy w dalsza droge. Naprawde bedziemy mile wspominali te kilka dni spedzone z nimi w Istanbule (a pozniej w "letnim" domku) - zabawy bylo co niemiara, alkoholu (i nie tylko) troche sie przelalo, miasto zaliczylismy na kilka sposobow: odwiedzajac miejsca "must see", bawiac sie na "dyskotece" tureckiej (gdzie z trudem przychodzilo nam poruszanie sie w rytm ich piosenek), przebywajac i spotykajac ludzi z tego miasta, uczestniczac w ich rozrywkach (fajka wodna, laznia turecka, backgammon). Takze na pewno nie zalujemy tej wizyty, a ze byla troche przydluga - who cares :P ...

Jesli chodzi o nasza droge na przyladek Galipoli (miejsce wielkiej bitwy z I Wojny Swiatowej) to oczywiscie korzystalismy z autostopu i tak sie zlozylo, ze ktoryms z nich byl po raz 1szy TIR. Co wiecej, po przejechaniu z nim ok 150km tak sie zapoznalismy, ze kierowca zaproponowal nam spanie w jego letniskowym domku w poblizu Kapadocji (mamy 2 dni wczesniej do niego zadzwonic, wtedy przyjada z zona do domku i mamy potem wspolnie 3 dni zwiedzac Kapadocje, wieczory umilajac sobie raki domowej produkcji :D) - zobaczymy co z tego wyjdzie. 

Generalnie wieczorem rozbilismy sie na kempingu, a rano ruszylismy bez duzych plecakow (ktore tam zostawilismy) zwiedzac polwysep. Trafilismy troche dziwnego stopa, gdzie 3ch biznesmenow w tempie expresowym zaliczalo wszystkie atrakcje, ale ze bylo nam to na reke to nie narzekalismy. Po powrocie ok poludnia, udalismy sie na prom (ktory nie wiadomo dlaczego nic nas nie kosztowal, bileciarz chyba sie pomylil) i przeplynelismy na druga strone kanalu dardanelskiego do Çanakkale. Tam tez dlugo nie zabawilismy, odwiedziny w lokalnym muzem i juz bylismy w drodze do legendarnej Troi. Dotarlismy tam pod wieczor. Gdy szukalismy jakiegos miejsca do rozbicia namiotu podszedl do nas pijaczek, ktory najpierw zaprowadzil nas do swojego 1szego (bardzo drogiego ;) przyjaciela), natomiast gdy odmowilismy podjechal do nas wlasciciel innego pensjonatu, ktory zaproponowal, ze mozemy sie rozbic u niego za darmo (kupujac ewentualnie u niego kawe czy pocztowke). Jako, ze nie chcielismy byc niegrzeczni poszlismy na piwo i kawe, skonczylo sie na 3ch piwach, 3ch kieliszkach wina i dosc sporym rachunku - co by nie mowic facet wiedzial jak krecic interes. W zamian my uslyszelismy kilka ciekawych opowiesci o Troi i mitologi greckiej, gdyz gosc byl licencjonowanym przewodnikiem. Jako, ze wczesniej sprawdzilismy, iz oplata za zwiedzanie to 15 lir (ok 30 zl), a nasz rachunek za ten wieczor przekroczyl nassze oczekiwania wpadlem na pomysl, jak zrekompensowac sobie straty. Humory dopisywaly wiec postanowilismy pojsc tam w nocy, ze tak powiem "na krzywy ryj" :D. Niewiele myslac ominelismy budki straznikow i uzbrojeni w czolowki i aparat ruszylismy eksplorowac Troje. Troche nas zaskoczyla wielkoscia (moze po ciemku wydaje sie wieksza :P), do tego stopnia, ze prawie ominelismy konia trojanskiego. Nastepnego dnia wstalismy z samego rana, bo mielismy przed soba 300km hitchhikowania do Izmiru.

Update: Zdjecia
Slideshow

Use this image in your site

Copy and paste this html: