Welcome to Mi-aaaaa-mi

Trip Start Jun 14, 2007
1
57
60
Trip End Oct 03, 2007


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of United States  , Florida
Saturday, September 22, 2007

POLSKI:
Wysiadłam z samolotu marząc o jednym: łóżku. Droga tamże okazała się być jeszcze dłuuuugaaa...
Najpierw całe wieki czekałam na bagaż, który nigdy nie nadszedł. Gdy ogarnęła mnie już lekka panika, usłyszałam swoje nazwisko w głośnikach lotniska: miałam się udać do kogoś tam, gdzieś tam. Dotarły do mnie strzępy informacji, bo po pierwsze  było  bardzo głośno, a po drugie, musiałam ocknąć się z lekkiego szoku spowodowanego wywołaniem mnie przez megafon. Chodziłam na oślep, próbując odnaleźć osobę i miejsce, i zaczynało mnie już ogarniać poczucie rezygnacji. Wtedy, zupełnie przypadkiem, zobaczyłam moje walizki (od wczoraj miałam ich już dwie) za jakąś gablotą i weszłam do środka. To tam właśnie mnie szukano. Okazało się, że bagaże z mojego samolotu wyjechały z zupełnie innej taśmy niż początkowo nam podano. Z uczuciem ulgi, pojechałam na halę wylotów i tam zostawiłam 3/4 swoich rzeczy. Od 11 września 2001 zlikwidowano szafki na kod (za duże ryzyko podłożenia tam bomby), ale na szczęście była jeszcze przechowalnia. Nie miałam ochoty tarmosić się z tym wszystkim po całej Florydzie.
Wyszłam z lotniska i uderzyła mnie fala duchoty. Dzięki cudownemu wynalazkowi cywilizacji, jakim jest internet, znałam drogę do hostelu w Miami Beach, gdzie miałam się zatrzymać, i nie musiałam płacić za taksówkę. No, przynajmniej w pobliże hostelu. Walczyłam ze zmęczeniem i sennością. Wysiadłam, przynajmniej według mapy, w pobliżu mojego schroniska i zaczęłam go szukać. Cała kleiłam się od potu, a gdy przeszłam trzecie skrzyżowanie bez skutku, dopadła mnie większa fala rezygnacji niż na lotnisku. Minęłam jakąś parę turystów po raz drugi w ciągu pięciu minut i uznałam to za znak. To właśnie oni pokierowali mnie tam, gdzie nie mogłam trafić od pół godziny.
Po zarejestrowaniu się w schronisku, poszłam na krótki spacer, żeby znaleźć przystanek, z którego miałam się udać następnego dnia na dworzec kolejowy. Po drodze kupiłam coś do jedzenia i picia. Byłam zbyt zmęczona, żeby robić zdjęcia. Wróciłam do schroniska i włączyłam laptopa, żeby napisać bliskim, że żyję. Przez 20 minut irytowałam się, dlaczego ten nieszczęsny internet bezprzewodowy nie chce działać na moim komputerze. Dopiero w Polsce odkryłam, że nie przełączyłam przycisku na antenkę wireless. Blondynka ze mnie na całej linii.
Po prysznicu, nareszcie położyłam się spać. Było po północy, a ja przewracałam się z boku na bok. Mój organizm nie przyjmował do wiadomości, że zmieniłam strefę czasową, i że nie jestem już w Californii , gdzie była dopiero 21:00.
Spałam 4 godziny, po czym musiałam wstać o 4:30 rano i ruszać dalej, do Orlando. Byłam absolutnie nieprzytomna. Gdyby nie pomoc przypadkowych ludzi, nigdy bym nie dotarła na miejsce. Na 20 minut przed odjazdem mojego pociągu, bliska płaczu błądziłam tam, gdzie kazano mi wysiąść z metra, próbując za wszelką cenę odnaleźć dworzec. Ameryka to nie Europa, stacje kolejowe i autobusowe nie są położone w centrum miasta, a wręcz przeciwnie  - na totalnych zadupiach. Budynek 300 metrów dalej wyglądający z daleka jak barak okazał się być tym, czego szukałam. Gdyby nie taksówkarz, który, dosłownie, pojawił się jak widmo na pustej ulicy i zatrzymał przy mnie z piskiem opon, nie dałabym rady. Zostałabym te 300 metrów od celu, próbując na migi dogadać się z pijanym hiszpańskojęzycznym Kubańczykiem, jedyną żywą istotą na pustej ulicy w środku niczego.   Dawno nie czułam się tak bezradna i tak samotna jak wtedy. Gdy wbiegłam do pociągu, poczułam ulgę. Od razu zasnęłam i obudziłam się, gdy dojeżdżaliśmy do Orlando.

ENGLISH:
I got of the plane thinking about one: a bed. The way there was supposed to be a looong one...
Firstly I had been waiting for ages for my luggage, and it never came to me. When I started a bit panicking, I heard my name in the airports` speakers: I was supposed to go somewhere, to see somebody. I heard only a few bits of the information, since it was really laud in there, and also because I had to wake up from the shock of me being called through the speakers. I was wandering around, trying to find the person and the place and I started to feel a resignation. Then, randomly, I saw both of my suitcases (since the day before I already had 2 of them) behind a glass and I came in. That`s where I was being looked for. I found out that all the luggage from my flight got of a totally different baggage claim than we were firstly told. With a certain relief feeling, I went to the departures hall and left 3/4 of my stuff in there. Since the 11th of September 2001 all the lockers were taken down (too risky that somebody would have put a bomb in there),but thank god they left a cloakroom there instead. I really didn`t want to travel all around Florida with all my stuff.
I got off the airport and a wave of humidity had hit me. Thank to a wonder of civilization such as internet, I found my way from the airport to my hostel in Miami Beach, and I didn`t have to pay for a cab. Well, at least somewhere near to the hostel. I was struggling with tiredness and sleepiness. According to the map, I got off somewhere near to my hostel and I started looking for it. I was all sticky and sweaty and when I passed a third block without finding the thing, I felt a resignation worse than at the airport. I passed a couple of tourists for the second time within 5 minutes and I thought it was a sign. They had shown me the way I couldn`t find for the past half an hour.
After checking in at the hostel, I went for a short walk to find the bus stop that I was supposed to leave from for the railway station. On my way I bought some food and beverage. I was way too tired to be taking photos. I got back to the hostel and turned on my laptop to let my family know that I was still alive. I was struggling for 20 min wondering why this damn wireless wouldn`t work on my laptop? Yet in Poland I discovered that I didn`t switch the button on my computer to wireless. I am such a blonde. After having a shower, I went to bed. it was well after midnight and I couldn`t sleep. My body wouldn`t listen that I had changed the time zone, and wasn`t in California any longer, where t was 9pm yet there.
I`d had 4 hours of sleep and then I had to get up at 4:30 am and go ahead, to Orlando. I was absolutely unconscious. If random people hadn`t helped me, I would have  never got to the place. 20 min before my trains` departure, I was wandering around the place where I was told to get of the subway, trying to find the railway station, being ready to cry. America is not Europe - coach and train stations aren`t located in the city centre there. Actually, it`s an opposite - they usually are totally out of the place. A building 300 meters apart, looking like a barrack, was the thing I had been looking for. If, out of nowhere, there hadn`t appeared a taxi driver, that had stopped right next to me with a scream of tyres, I wouldn`t have been able to make it. I would have stayed 300 m apart from the object, trying to speak to a drunken Cuban (Spanish  native speaker) man, the only human being in that road in the middle of nowhere.  I had not felt as  resourceles and  lonely  as  then.  When I hop on the train, I felt a relief. I fell asleep straight away and woke up when  we were  about to  reach Orlando.
Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: