A FREEZING cold night at a camp ground

Trip Start Jun 14, 2007
1
52
60
Trip End Oct 03, 2007


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow
Where I stayed
Lodgepole, Sequoia National Park

Flag of United States  , California
Monday, September 17, 2007

POLSKI:
Gelareh wsadziła mnie w autobus Amtrakowy w poniedziałek rano i tak rozpoczęłam swoją podróż do Parku Narodowego Sekwoi. Droga Chatsworth - Bakersfield  - Hamford - Visalia była o tyle prosta, że polegała na przesiadaniu się z pociągu do autoaru, a z autokaru do pociągu itd. Po dojeździe do Visalii zaczęły się schody, ale mnie nigdy nie może być zbyt łatwo. Okazało się, że autobus jeżdżący z Visalii do samego Parku Narodowego Sekwoi, przestał kursować kilka dni wcześniej ze względu na koniec sezonu. Pora było obmyślić plan B. Na dobry początek musiałam się wydostać ze 100-tysięcznej Visalii. Udało mi się naleźć mini bus kursujący parę "wiosek" dalej (dla Amerykanów miasto o liczbie 100 tys. mieszkańców to niemal wioska), w stronę Sekwoi. W ostatnim punkcie cywilizacji zrobiłam zakupy spożywcze, po czym stanęłam na drodze z wyciągniętym kciukiem. Modliłam się, żeby coś szybko złapać, bo od siły słońca groził mi udar. Kilkadziesiąt kilometrów od Sekwoi nie było ani centymetra cienia! 15 minut i zatrzymał się jakiś farmer. Zawiózł mnie pod samo wejście do parku. Facet dał mi jeszcze swój numer telefonu, żebym zadzwoniła jak będę wracać z parku, to mnie odwiezie do Visalii.
Tymczasem skierowałam się do okienka strażników, żeby kupić bilet wstępu. Jak pani strażniczka usłyszała, że jestem tu na piechotę, to zrobiła wielkie oczy. Następnie przemówiła: "ale wiesz, że autostop na terenie parku narodowego jest zabroniony?[kilka sekund ciszy]... Poproszę jakiegoś kierowcę, żeby cię podwiózł." Kazała mi stanąć z boku, i faktycznie - pierwszy kierowca płacący za wstęp do parku stał się naszą "ofiarą". Zgodził się zawieźć mnie na pole namiotowe. Był to Hiszpan, który prawie nie mówił po angielsku. Dostał dzień wolnego od biznesowej delegacji. Zawiózł mnie na Lodgepole, pole namiotowe położone na wysokości 6,5 tys. stóp (czyli około 2,5 tys. metrów n.p.m., mniej więcej tyle ile ma szczyt Rysy). Kolejną opłatą, którą musiałam uiścić, było 20$ za miejsce na kempingu. Podzielone na całą rodzinkę - grosze, dla mnie jako pojedynczej osoby- całkiem sporo. Kolejny strażnik i kolejne wielkie oczy, gdy oznajmiam, że: a)jestem sama, b) chcę spać pod chmurką, bo nie mam namiotu, c) tak, mam śpiwór - cienki, ale mam.
Zamknęłam jedzenie w specjalnej szafce, co by niedźwiadki go nie wywąchały i się do niego nie dobrały (a następnie do mojego tyłka) i poszłam zebrać drewno na opał. Niestety, wszystko co nadawało się do spalenia i leżało na ziemi, zebrali już inni. Za jakiś czas przyszła do mnie pewna rodzinka i spytała, czy nie potrzebuję drewna. Widzieli moją butelkę na wodę z logo Girl Scouts, dyndającą mi z plecaka. Ich córka też jest harcerką, więc poczuli do mnie rodzaj empatii. Amerykanie to jednak życzliwi ludzie. Kilka patyków w sklepie kosztowało kilkanaście $$, a oni się jeszcze nimi ze mną podzielili.
Zmęczona, zasnęłam bardzo szybko. Ognisko płonęło mi przez jakiś czas, ale nie miałam sił go pilnować. Gdy zgasło, zaczęłam trząść się z zimna w moim cienkim śpiworku. Miałam na sobie kilka warstw ubrań, a i tak budziłam się co kwadrans, szczękając zębami. I tak przez całą noc.  Na następny dzień dowiedziałam się, że o 7:30 rano było 31stopni Farenheita, czyli 0 Celsjusza. Nigdy w życiu tak nie wymarzłam, nawet na rajdzie harcerskim, gdy miałam 15 lat. A moje budzenie było prawdopodobnie wynikiem choroby wysokościowej.
Rano obudziłam się, bo było mi... za ciepło. Słońce grzało mi prosto w twarz. Czas było wstawać i ruszać dalej.
 
ENGLISH:
Gelareh had put me into an Amtrak bus on Monday morning and that is how I began my journey to Sequoia National Park. The route Chatsworth - Bakersfield - Hamford - Visalia was pretty simple because it was all about changing from a coach to a train, from the train to a coach etc. After arriving to Visalia, the harder part had began, but my life can never be too easy. I found out that the shuttle bus going from Visalia to the Sequoia National Park had stopped running a few days before due to end of the season. It was time to think of a plan B. Firstly I had to get off Visalia, a town of 100 thousand people. I managed to find a mini bus going a few "villages" further (to Americans a city of 100.000 population is almost like a village), towards the Sequoias. I did some grocery shopping at a last point of "civilization", and then I stood on the road with my thumb raised up. I was praying to catch somebody quickly because I was afraid I would get a stroke from the strength of the sun. Some miles from Sequoias there was no shade or whatsoever at all! I had to wait for 15 min and then a farmer stopped. He took me to the entrance of the park. He also gave me his phone number to call him when getting off the park, so he`d come and take me back to Visalia.
Anyway I came up to the park rangers window to buy a ticket to the park. When a lady working as the ranger heard that I came there on my feet, her eyes started becoming bigger and bigger. And then she said: "But you know that it`s forbidden to hitchhike in the park area? [a few seconds of silence]... I`ll ask a driver to take you with him". She told me to stand on the side and then indeed the first driver paying to enter the park became our "victim". He agreed to take me to a camp site. He was Spanish, that almost didn`t speak English at all. On that day he was off from a business delegacy. He drove me to the Lodgepole, a campground on the height of  6500 feet above the sea level (which is about 2500 meters above the sea level, the same height as Rysy, the tallest peak in Poland). Another fee I had to pay was 20$ for a camping place. Dirty cheap if shared with a whole family, quite a lot to me as a single. Another park ranger and another pair of big eyes when I`m telling him that: a) I`m here by myself, b) I want to sleep under the sky as I do not own a tent, c) yes, I do actually have a sleeping bag, a thin one, but still.
I`d put my food into a special locker so the bears wouldn`t smell it and neither come and grab it (and then my butt as next) and I went to find some wood for my bone fire. Unfortunately, everything what was qualified to burn it down, already other people had picked. After some time there was a family that came up to me and asked if I needed some wood. They had seen my water bottle with a Girl Scouts logo, hanging out of my backpack. Their daughter is also a girl scout so they felt sort of a compassion with me. Americans are kind and nice people though. A few sticks at a store did cost under 20$ and they even shared the wood with me.
I was well tired, thus I fell asleep pretty fast. The bone fire was burning itself for a while, but I didn`t have an energy to keep putting wood into the fire. When it was burnt down, I started terribly   shaking in my really thin sleeping bag. I had a few layers of clothes on myself and still I would wake up every 15 min, jingling with my teeth. And that lasted all night long. On the next day I found out that it was 31 Fahrenheit degrees there at 7:30 am, which is 0 Celsius degrees. I have never ever congealed as badly as at that night, even at a scout hike when I was 15. And my never ending woke ups were probably the result of a height sickness.
Strangely enough, I woke up in the morning because I was... to hot. The sun was shining straight into my face. It was time to get up and move forward.
 
Slideshow Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: