A nightmare on a Greyhound bus

Trip Start Jun 14, 2007
1
49
60
Trip End Oct 03, 2007


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of United States  , Arizona
Saturday, September 15, 2007

POLSKI:
Obsługa schroniska odwiozła mnie na pobliski dworzec Greuhound we Flagstaff i już po 7:00 rano siedziałam w autobusie. Byłam wykończona fizycznie. W nocy nieźle zabalowałam   i wróciłam do schroniska już jak świtało - tylko po to, żeby zabrać swój bagaż. Cały poprzedni dzień spędzony nad Wielkim Kanionem również był cokolwiek męczący. Teraz marzyłam już tylko o tym, żeby iść spać. Autobus był przeładowany, siedziałam z samego przodu. Po pokładzie chodził chłopak, który zachowywał się, jakby miał zespół nadpobudliwości. Łaził, zabrał komuś - właśnie czytającemu - książkę, oglądał - oddawał, zaczepiał kierowcę itp. Był cholernie denerwujący. Po jakimś czasie zasnęłam. Pół godziny później obudził mnie zapach dymu papierosowego. Patrzę - a nadpobudliwy chłopaczek faktycznie pali - w szczelnie zamkniętym, klimatyzowanym autokarze - co w Stanach jest prawnie zabronione. Ludzie protestują, mówią mu, żeby zgasił tego papierosa, a on nic. Gdy jestem niewyspana i zmęczona, robię się zła i agresywna. Tym razem nie było inaczej. Poirytowana faktem, że kmiotek nie umie uszanować współpasażerów (również innych palaczy, którzy jakoś byli w stanie poczekać na postój), wybuchłam. "Albo zgasisz natychmiast tego papierosa, albo osobiście wykopię twój tyłek z autobusu!" Dawno tak mi nikt nie podniósł adrenaliny. To był element społeczny, po którym nie wiadomo czego można było się spodziewać, spokojnie mógł mnie uderzyć. Było mi wszystko jedno. Nie uderzył, ale, nie wiedząc co powiedzieć, zaczął obrażać moją Matkę. Stwierdziłam, że nie będę z nim dyskutować, bo musiałabym mu trzasnąć w twarz. Kierowca powiedział do mnie: "nie martw się, zaraz to załatwimy". Kilka minut później stanęliśmy na parkingu. Arizona to ogólnie rzecz biorąc pustynia, więc nawet pół godziny od Phoenix, jesteś na pustkowiu. Kierowca zatrzymał autobus i powiedział do dupka: "Bierz swoje manatki i wysiadaj", przy czym wręczył mu kilka ćwierćdolarówek na budkę telefoniczną. Chłopaczek puścił krótką wiązankę, ale wysiadł niemal natychmiast. Nie miał ze sobą nic. Takie typy są mocne w gębie, ale poza tym niewiele sobą reprezentują. Zwykłe tchórze. Gdy drzwi autokaru się zatrzasnęły, kierowca powiedział z ulgą: "to było takie proste!". Wszyscy zaczęli bić brawo. A ja odetchnęłam tym bardziej, że dowiedziałam się, że ten idiota miał jechać również do Los Angeles. Sfiksowałabym, gdybym miała spędzić z nim kolejne 12 h, dwie godziny to już było o dwie za dużo!
                  Dojechaliśmy do Phoenix, gdzie miałam przesiadkę do Los Angeles. Już po wejściu na dworzec zobaczyłam ogromną kolejkę stu pięćdziesięciu ludzi, na 40 min przed odjazdem autokaru. Gdy już prawie przyszła moja kolej, na 3 osoby przede mną, oznajmiono nam, że więcej miejsc w autokarze nie ma. "Jak to nie ma? Przecież kupiłam swój bilet 2 tygodnie temu!" - zbulwersowałam się."Greyhound sprzedaje więcej biletów niż ma miejsc" - stwierdził facet, który siedział obok mnie w drodze do Phoenix. "Jestem zła i zmęczona, prawie nie spałam ostatniej nocy i lepiej, żeby mi znaleźli miejsce w autokarze, albo zarezerwowali hotel!" - byłam bliska płaczu. Następny autobus Greyhound do Los Angeles odjeżdżał za 12 h. A mój współpasażer na to: "Kochana, ja jestem w podróży od tygodnia i tyle też czasu nie spałem. Miałem pojechać do Michigan załatwić pewną sprawę, a wylądowałem w więzieniu na pół dnia..." Wiedziałam, że mówił prawdę, bo miał kilkudniowy zarost powoli przeradzający się w brodę, nie pachniał dobrze i wyglądał jak z krzyża zdjęty. "No to ja chyba jednak nie mam tak źle" - pomyślałam. W końcu wsadzono nas w autobus jadący do San Diego, przez Los Angeles, ale ruszyliśmy godzinę później. To nie był jednak jeszcze koniec opóźnień tamtego dnia.

ENGLISH:
The hostel service in Flagstaff took me to the Greyhound station in and already after 7am I was sitting in the coach. I was physically exhausted. I had been partying hard the night before and got back to the hostel just before the sunrise - only to grab my luggage. All the previous day spent in the Grand Canyon was also sort of tiring. Now I was only dreaming of catching up with some sleep. The coach was overloaded, and I was sitting in the front. There was a guy moving all around the place as if he had an ADHD disease or something like that. He`d walk around, inside of the bus, he`d grab somebody`s book, look at it, pretending to read a few pages - and give it back to the owner; he`d accost the bus driver etc. He basically was really annoying. After a little while I fell asleep. Half an hour later I was woken up by the smell of a cigarette`s smoke. I`m looking there and I`m seeing that the guy is actually smoking - in a closed coach, with air conditioning - and it`s prohibited in the USA, under the law circumstances. People are protesting, telling him to shut it down but he won`t listen. Annoyed by the fact that he had no respect or whatsoever to the passengers (also some smokers that could somehow wait for a stop in order to smoke), I blew up. "Either you shut this cigarette down, or I`m gonna kick your ass out off the bus!" My adrenaline hadn`t been risen up so high in a long time. It was this sort of a person that you wouldn`t know what to expect from, he could have easily hit me. I didn't care though. He didn`t actually hit me, but not knowing what to say, he started offending my Mother. I decided not to get into discussion with him as I would have had to splash his face. Then the driver said to me: "Don`t worry, we`ll figure things out in a moment." A few minutes later we stopped at a parking lot. In general Arizona is a desert and nothing else, thus even when half an hour from Phoenix you still are in the middle of nowhere. The driver stopped the coach and said to the jerk: "Take all your belongings with you and get out of the bus", and he gave him a few quarters for a phone box. The guy started offending him and swearing but he got off the bus almost immediately. When the door was shut, the driver said:"That was so easy!" Everyone started clapping hands, and I felt such a relief, especially when I found out that the bloke was supposed to be travelling to Los Angeles with me. I would have gone nuts if I`d had to spend with him another 12 hours, 2 hours was already way too much!
We got to Phoenix and I was supposed to change for Los Angeles there. When I entered the coach station, I noticed a huge queue of 150 people lined up, 40 min before the coaches` departure! When it almost came to my turn, just 3 people in front of me, that was when we heard that there were to more seats left on the bus. "What??? I bought my ticket 2 weeks ago, what do you mean there is no more seats available?!?!" - I was frustrated. "Greyhound sells more tickets that has seats in the coach" - told me a guy that was sitting next to me on the way to Phoenix. "I am angry and tired, didn`t get any sleep last night so they better find me a place in the coach or book a hotel!" - I was about to cry. The next Greyhound bus going to LA was leaving in 12 hours. And the same guy took a voice again: "My dear, I have been travelling for a week and that`s how long I haven`t slept. I was supposed to go to Michigan to figure something out and I ended up in a jail for half a day..." I knew he was telling the truth. He had a stubble slowly turning into a beard, he didn`t smell good and he looked as if he had been just taken out of a cross. [I don`t know if that expression makes sense in English, but in Polish we say that if somebody looks exhausted to death, just like Jesus when he was taken out of the cross]. "Well, I`m not doing that bad then" - I thought. We finally got onto a bus going to San Diego, through Los Angeles, but we left an hour later. It was not end of delays on that day.
 
Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: