Hot, but brilliant times in the worlds dryest area

Trip Start Jun 14, 2007
1
46
60
Trip End Oct 03, 2007


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of United States  , Nevada
Tuesday, September 11, 2007

POLSKI:
Przez jakieś kolejne 5 h jechałam z Bakersfield do Las Vegas. Droga prowadziła przez pustynie Nevady, dzięki czemu spełniło się jedno z marzeń mojego życia. Na zewnątrz grubo ponad 40 stopni w cieniu (jakim cieniu, co ja mówię?), w autobusie Amtrak - poniżej 20tu. Wjechaliśmy do Las Vegas gdy było już ciemno (kolejny oksymoron  - w Las Vegas ciemno?). No właśnie, mogliśmy podziwiać feerię barw i świateł.
Z dworca autobusowego zabrał mnie mój host z Hospitality Club - Robert. Dom Roberta i jego żonyR był ulokowany w przyjemnej dzielnicy. Spędziłam u nich 3 dni (noce). Mimo, że oboje pracowali całymi dniami, zjawiali się, gdy tylko ich potrzebowałam.
W dzień, uprzedzona przez Roberta, że Las Vegas to jedno z najsuchszych miejsc na świecie (10% wilgotności, Sahara ma 18%...), postanowiłam dzień przesiedzieć w domu, aż do późnego popołudnia. Aż dziw mnie bierze, że co niektórzy nie przejmują się faktem pustyni i jeżdżą tu czarnymi samochodami. Jest to specyficzna klasa ludzi o nazwie snobi, których w życiu staram się unikać jak ognia. Ah i do tego co niektórzy z nich w czterdziestostopniowym upale noszą kozaki (!!!). No cóż. Ja wyszłam z domu coś przed 17tą i w ciągu 10 minut odparzyłam sobie stopy - w skórzanych balerinkach. W ten pierwszy dzień mojego pobytu w Las Vegas pojechałam do części miasta, która nazywa się DTC. Generalnie, jest to pasaż kasyn, ewentualnie sklepów z pamiątkami. O godzinie 19:30, po zachodzie słońca, było 37 stopni. Jak dla mnie - nie do wytrzymania. A była prawie połowa września! Po godz. 20:00 byłam już tak zmęczona temperaturą, że zdecydowałam wziąć autobus powrotny do domu Roberta.
W Stanach jest tak, że zanim wsiądziesz do autobusu (którym nota bene jeżdżą tylko studenci - obcokrajowcy i osoby niezamożne, reszta ludzi ma samochody), kierowca daje wjechać po podeście niepełnosprawnemu. Następnie przypina jego wózek do specjalnych pasów, żeby się nie ruszał w czasie jazdy. Tak więc, wjechała najpierw Afro amerykanka na wózku. Ktoś, przechodząc obok niej, nazwał ją "begger", czyli żebraczka. No i w autobusie rozpętała się burza. Kobieta miała przysłowiową niewyparzoną gębę, więc nie dała sobie napluć w kaszę. Pominę już fakt, że ten ktoś naprawdę zranił jej uczucia. Puściła taką wiązankę, że miałam dość po 2 min. A ona nie przestawała. Podniosła taki rumor, że jakiś obcy facet stanął w jej "obronie" i wymusił na Latynosie przeprosiny. "Jeśli nie przeprosisz, to wysiadam tam gdzie ty" - powiedział do Latynosa. Ta sytuacja nie była pierwszym przejawem rasizmu, z jakim zetknęłam się w Stanach. Jestem prawie pewna, że jeśli kobieta miałaby inny kolor skóry, nikt by nie wyzwał jej od żebraczek. Najgorsze było to, że nie obrażał jej Amerykanin, tylko jakiś Latynos, który na dobrą sprawę był w gorszej sytuacji politycznej niż "czarna", ale Amerykanka. Ta sytuacja nauczyła mnie nowej rzeczy: nigdy nie wiesz, z kim zadzierasz, więc   2 razy się zastanów, zanim coś "palniesz".
Wysiadłam z autobusu intuicyjnie i przeszłam w stronę dzielnicy domków, gdzie miał być dom Roberta i Jeny. Okazało się, że ciemności nieco zmieniły wygląd okolicy i najzwyczajniej w świecie się zgubiłam. Błądząc przez pół godziny wśród domków wyglądających dokładnie tak samo jak inne, znalazłam faceta, który grzebał w aucie przed swoim, identycznym jak inne, domem. Pozwolił mi zadzwonić  do Roberta. Okazało się, że wysiadłam o skrzyżowanie za wcześnie i nawet Rob nie znał dobrze tej okolicy. Był jednak na tyle uprzejmy i troskliwy, że przyjechał po mnie samochodem, przy pomocy telefonicznej nawigacji faceta, który pozwolił mi zadzwonić.
W domu rozmawialiśmy chyba do po północy. Skubaniec, tzn. Rob, zna geografię Europy (i świata) lepiej ode mnie, rodowitej Europejki! Byłam pod prawdziwym wrażeniem jego wiedzy. A jak mi zaczął mówić o produkcie krajowym brutto, m.in. w Polsce, i szukać w Internecie stopy zarobkowej (od razu widać było, że wie na jakich stronach szukać), to myślałam, że spadnę z krzesła. Dopiero następnego dnia jego żona (wieczorem już spała) powiedziała mi, że Rob studiował geografię i jest w niej specjalistą J .
Następnego dnia wyszłam nieco później niż poprzedniego. Gdy już siedziałam w autobusie od co najmniej pół godziny, uzmysłowiłam sobie, że zostawiłam w domu Roberta swoją cyfrówkę. Wściekłam się na siebie i postanowiłam zawrócić.  Było kilka minut po 18tej, gdy dotarłam z powrotem do domu. Chwilę później weszła tam Jena. Nie miałam jeszcze okazji jej poznać, bo zwykle wychodziła z domu wcześnie rano, a wieczorem spała gdy ja wracałam przed 22gą. Cieszyłam się, że moja skleroza przynajmniej doprowadziła mnie do spotkania z Jeną. To właśnie ona zabrała mnie, po chwilowym odpoczynku po pracy, na strip, czyli dzielnicę najsłynniejszych hoteli i kasyn Las Vegas. Zanim dotarłyśmy na strip, pojechałyśmy jeszcze do Fry`s Electronics i kupiłam wymarzonego laptopa. Miałam na niego odłożone pieniądze i bałam się, że wydam je na głupoty, jeśli nie zrobię konkretnego zakupu zawczasu. Nevada ma do tego niższe podatki niż California, więc zaoszczędziłam kilkadziesiąt $$. Ogólnie ten zakup oznaczał, że został mi niewielki budżet na następne 3 tygodnie, ale na razie się tym nie martwiłam. Dałam Jenie pieniądze na kuriera, żeby wysłała mi laptopa do Iwony do Californii. Nie miałam zamiaru jeździć z nim po parkach narodowych przez następne 10 dni.
Spędziłam z Jeną na stripie prawie 6 h. Oprowadziła mnie po najciekawszych miejscach. Najbardziej podobała mi się fontanna z czekolady - białej i mlecznej - istne cudo, oraz pokaz fontann "tańczących" w rytm muzyki przy hotelu Bellaggio. Boskie. Na końcu zahaczyłyśmy jeszcze o słynną Piramidę i napis "Witamy w bajkowym Las Vegas". Jena to przemiła kobieta. Mimo, że wstawała do pracy wcześnie rano, woziła mnie i oprowadzała po mieście tak długo jak chciałam. Nie miałam jednak sumienia targać nią zbyt długo, więc przed północą wróciłyśmy do domu. To była naprawdę cudowna i pełna wrażeń noc. Las Vegas w dzień, przynajmniej jak dla mnie, jest po prostu brzydkie i nieekscytujące. Natomiast wieczorem rozkwita. Cały efekt to światła i feeria kolorów, a także kształtów. Tam ciągle coś budują, a coś burzą. Żaden hotel nie utrzyma się w tym samym kształcie dłużej niż przez 5 lat. Turysta, gdy przyjedzie tu ponownie, musi zobaczyć coś nowego. Musi mieć powód, żeby tam wrócić.
Następnego dnia Jena odwiozła mnie na dworzec autobusowy Greyhound. Czekało mnie 7 h jazdy do marzenia mojego życia - Wielkiego Kanionu, a właściwie do miasteczka oddalonego od niego o około godzinę jazdy. W ten sposób Flagstaff stał się moim następnym przystankiem.
 
ENGLISH:
For another 5 hours I was travelling from Bakersfield to Las Vegas. The road was going through Nevada`s desert and thank to that fact one of my life dreams was made come true. Outside there was over 40 Celsius degrees, inside of the Amtrak bus - below 20 Celsius degrees. We arrived to Las Vegas when it was already dark (another Oxymoron - is it ever dark there in Las Vegas?). There we go, we could admire the lights and colors show.
I was taken from the coach station by Robert - my Hospitality Club host. Roberts and his wife`s house was located in a pleasant area. I spent there 3 nights. Despite the fact that they were working all days long, they were always there ready to help me out whenever I needed them.
Robert had warn me that Las Vegas is one of the driest areas in the world (10% of humidity, Sahara has 18%) so I decided to stay at home until the late afternoon. I couldn`t believe in the fact that some people don`t bother about the fact it`s a desert and drive black cars in there. It is a specific sort of people that I try to avoid of in my life, called snobs. Ah and some of them wear wintery boots in those 40 Celsius degrees (!!!). Oh well. I left the house before 5 pm and within 10 min I chafed my feet - while wearing leather shoes. On that first day of my stay in Las Vegas, I took a bus to a part of the city called DTC. Generally, it`s a casinos or souvenir shops passage. At 7:30 pm there was, after the sunset, still 37 Celsius degrees. I couldn`t handle it. And it was almost mid of September! After 8 pm I was so tired of the heat that I decided to take a return bus to the Roberts house.
In the United States, before you get on a bus (which, nota bene, use only foreign students and poor people, the rest of them have own cars), firstly the bus driver allows to get to the bus a person on a wheelchair. Then the bus driver fasts special seatbelts to the wheelchair so it won`t move while the bus is being driven. Thus, firstly there was an Afro-American woman on a wheelchair getting on the bus. Someone, when passing her, called her as a "beggar". This caused a fight on the bus. The Afro-American wouldn`t stop swearing and yelling so badly that I had enough after a couple of min. And she wouldn`t shut up. Obviously someone had hurt her feelings. She made such a rumor that a strange man forced the Latino guy to apologize the woman. "If you don`t apologize, I`m gonna get off the bus where you are" - he said. That situation was not a first sign of racism I had to face in USA. I am pretty sure that if a woman had had a different color of her skin, nobody would have called her a beggar. The worst thing about that was that the woman was not called a beggar by an American but by a Latino guy, that technically was supposed to be in a worse political situation than her. That situation had taught me something new: you never know who you are going to deal with, so before you say something really stupid, think twice.
My intuition told me when to get off the bus and then I went towards a quarter where there was supposed to be Robs and Jenas house. The darkness made that area look slightly different and I simply got lost. Wandering around the streets with houses looking exactly the same as the others, I found a guy repairing something in his car in front of his house looking exactly like the others. He let me call Rob on his cell phone. We found out that I got off the bus 1 block too early and even Robert didn`t know that area. He was careful and kind enough to have come to me by his car, getting the directions via phone from the guy that had let me call Rob.
At home we were chatting until after midnight. This guy, I mean Rob, knows the geography of Europe (and the world) better than me, an European! I was really impressed by his knowledge. And when he started telling me about the country`s gross profit (I don`t know if this phrase makes sense in English), e.g. in Poland, and searching on internet for how much do people earn in Poland (he definitely knew what website he should search for), I thought I would fall off my chair. Yet on the next day his wife (on that evening she was already asleep) told me that Rob studied geography as his major and that he is a specialist in that sphere J .
On the next day I left the house a bit later than the day before. I had been sitting on the bus for at least half an hour when I realized that I left my digital camera at Roberts house. Mad at myself, I decided to come back to get it. It was a few min after 6 pm when I got back home. A moment later Jena came in. I hadn`t had an occasion to meet her because she used to leave the house for work in early morning hours and go to bed already before I would manage to come back home before 10 pm. I was happy that my sclerosis at least helped us to meet each other with Jena. She took me, after a little while of relaxing from work, to the strip, which were mainly the most famous casinos and hotels of Las Vegas. Before we went to the strip, I had Jena to drive me to Fry`s Electronics where I bought my laptop. I had saved my money for that and I was afraid that I`d spend that money on really silly things if I didn`t buy the laptop on time. Besides, Nevada has lower taxes than California so I saved some $$ on that. That purchase meant that I had very little money left for the next 3 weeks of travelling, but I didn`t bother about that then. I gave jena some money for a courier to send my laptop to Iwonas, to California. I didn`t want to travel with that around the national parks for the next 10 days.
I spent with Jena almost 6 h at the strip area. She guided me around the most interesting places. I like the white and milk chocolate fountain the most - amazing, and also the fountains "dancing" according to the music show by the Bellagio hotel. Gorgeous. At the end we went to see the famous Pyramid hotel and the "Welcome to fabulous Las Vegas" sign. Jena such a sweet person. Despite the fact she had to get up in early morning to go to work, she`d drive me and walk with me around the city as long as I wanted. I didn`t want to use her though, so we got back home before midnight. It was a really wonderful night, full of impressions. Las Vegas during the day, at least to me, is not exciting at all and simply ugly. It blooms at night. The whole effect are the lights, colors and shapes. There is something being built and something being taken down at all time. None of the hotels would stay the same for more than 5 years. A tourist returning to the place must see something new. He must have a reason to go back.
On the next day Jena took me to the coach station. I had 7 hours of journey to my life dream before me. The Grand Canyon, or rather Flagstaff - a town one hour apart from it, was  supposed to become my next stopover.
 
Slideshow Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: