Heading to Las Vegas...

Trip Start Jun 14, 2007
1
45
60
Trip End Oct 03, 2007


Loading Map
Map your own trip!
Map Options
Show trip route
Hide lines
shadow

Flag of United States  , California
Monday, September 10, 2007

POLSKI:
Wyjeżdżałam z parku Yosemite, a właściwie z Midpines, gdzie było ulokowane moje schronisko, z poczuciem, że ostatnie 2 dni spędziłam lepiej niż zamierzałam. Czekając na autobus do Merced, poznałam dwóch Brytyjczyków - Anglika i Walijczyka, którzy pracowali na campie w Pennsylvanii przez całe lato. Logo Camp America powinno brzmieć "nasi są wszędzie" hehe.
Już na dworcu kolejowym z Merced poznałam Gelareh - dziewczynę pochodzącą z Persji, a mieszkającą w Stanach. Dzięki niej pięć godzin spędzonych w pociągu minęło mi nawet nie wiem kiedy. Pomimo zamieszkania i dorastania w dwóch zupełnie różnych kręgach kulturowych i religijnych, na dwóch różnych krańcach świata, odkryłyśmy niewiarygodną ilość cech wspólnych nam obu. Czułam się tak, jakbym znała Gelareh od lat, jakbym rozmawiała z dawno nie widzianą przyjaciółką. Była otwarta, ambitna, mądra i miała silnie rozwiniętą empatię, inteligencję emocjonalną. Starsza ode mnie o 4 lata, sporo w życiu przeszła. Po pięciu godzinach spędzonych w pociągu na wspólnej rozmowie ledwo zorientowałyśmy się, że trzeba było wysiadać. Gelareh zaprosiła mnie do siebie do domu, koło Los Angeles. Ponieważ przez kilka dni nie mogłam się dodzwonić ani do Larry`ego, ani do Smalls z campu, od których miałam również propozycje odwiedzin w Los Angeles, chętnie przystałam na zaproszenie Gelareh. Miałam się z nią ponownie spotkać za tydzień. Tymczasem nasze drogi rozchodziły się - ona wracała do domu, a ja udawałam się na wschód - w stronę Las Vegas i Wielkiego Kanionu...
ENGLISH:
I was leaving the Yosemite, or actually Midpines, where was located my hostel, with a feeling that I had spent the past 2 days better than I expected. Awaiting the bus going to Merced, I met 2 British guys - one English and one Welsh, that had been working at a camp in Pennsylvania for all summer. The Camp America logo should be "our people are everywhere" hehe.
Already at the railway station in Merced I met Gelareh - a Persian girl living in The US. Thank to her those five hours spent on a train had flown by I don`t even know when. Despite the 2 different places of living and growing, in 2 completely different cultures and religions, at 2 different ends of the world, we found an incredible amount of things in common. I was feeling like I had known Gelareh for years, like I was talking to a friend that I hadn`t seen in while. She was open minded, ambitious, smart and had huge empathy, emotional intelligence. She was 4 years older than me, went through a lot of things in her life. After five hours spent in the train on chatting with each other, we barely noticed it was time to get off the train. Gelareh invited me to her house right next to Los Angeles. Due to the fact that I hadn`t been able to connect on cell phones neither with Larry and Smalls from camp, that had also offered me to stay with them whilst in LA, I was happy to pick Gelareh`s invitation. I was supposed to meet her again a week later. Now we were heading in two different directions - Gelareh was going back home, and I was heading East - towards Las Vegas and the Grand Canyon...
Report as Spam

Use this image in your site

Copy and paste this html: